Sąd: Irena Dziedzic nie jest kłamcą lustracyjnym. "Są jeszcze sędziowie w Warszawie"

25.03.2013 17:19
Irena Dziedzic

Irena Dziedzic (Fot. Waldemar Kompała / AG)

Irena Dziedzic nie jest kłamcą lustracyjnym - orzekł prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. Oddalił on apelację IPN od wyroku sądu I instancji, który uznał, że legenda telewizji, znana dziennikarka, nie była agentką SB.
Sąd niejednogłośnie utrzymał wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, który w październiku 2012 r. uznał, że Dziedzic złożyła prawdziwe oświadczenie lustracyjne, zaprzeczające związkom ze służbami PRL. Pion lustracyjny IPN twierdził, że była ona w latach 1958-1966 agentką kontrwywiadu MSW jako TW "Marlena".

- Są jeszcze sędziowie w Warszawie - skomentowała 86-letnia Dziedzic. IPN, który nie zgadza się z wyrokiem, może wystąpić do prokuratora generalnego, by w jej sprawie złożył kasację do Sądu Najwyższego.

Oskarżenie w mediach, wniosek o autolustrację

W 2006 r. "Newsweek", a potem m.in. "Misja Specjalna" TVP podały nazwisko Dziedzic wśród dziennikarzy PRL, którzy mieli być tajnymi współpracownikami SB. Dziedzic, która zaprzeczała, by była "Marleną", wniosła do sądu o autolustrację.

Dziedzic mówiła wiele razy o "nachodzeniu" jej przez SB, która "utrudniała jej pracę zawodową" i fabrykowała akta. Uznała się za wieloletnią ofiarę tajnych służb, bo sprawa jej rzekomej współpracy miała być zemstą wysokiego oficera służb za to, że w latach 50. nie chciała z nim zatańczyć, a potem poskarżyła się do KC PZPR, że za odmowę przetrzymano ją przez całą noc na komendzie.

"Nie ma ani teczki, ani zobowiązania do współpracy"

Nie zachowała się ani teczka pracy "Marleny", ani jej zobowiązanie do współpracy. Są zaś zapisy oficera prowadzącego Włodzimierza Lipińskiego (już nie żyje) i sześć dokumentów z lat 60., pod którymi Dziedzic miała się podpisać; w tym pokwitowania wzięcia pieniędzy.

Według IPN miała też ona dostać od SB 9 tys. zł pożyczki, którą oddała dopiero po czterech latach. Zdaniem IPN taka nieoprocentowana pożyczka była rzadkością i świadczyła o znaczeniu agenta. Dziedzic mówiła, że "nie ma w świadomości", by przyjmowała pożyczkę, bo "nie miała wtedy problemów finansowych". Pokwitowania pieniędzy od SB uznała za zmanipulowane - biegły ocenił, że to ona je podpisała.

Była współpraca?

W 2010 r. SO uznał oświadczenie Dziedzic za nieprawdziwe i zakazał jej pełnienia funkcji publicznych na trzy lata. - Lustrowana przekazywała informacje kontrwywiadowi w ograniczonym zakresie, kontakty były sporadyczne, ale jednak była to współpraca - uznał wtedy SO. Podkreślił, że "brak jest związków pokwitowań z udzielaniem informacji".

W 2011 r. SA uchylił tamten wyrok, uznając, że SO nie wykazał, by Dziedzic miała świadomość współpracy oraz by doszło do jej "materializacji". SA ocenił, że pokwitowania nie są typowe, bo zazwyczaj agenci nie podpisywali się nazwiskiem, lecz tylko kryptonimem.

W ponownym procesie SO uznał, że nie ma "bezspornych dowodów" na podjęcie tajnej współpracy, przekazywanie informacji operacyjnych, świadomości współpracy i jej tajności. SO podkreślił, że informacje uzyskane przez SB od Dziedzic nie były istotne i nie można wykluczyć, że w ogóle nie pochodziły od niej, tylko od otaczającej ją "sieci agentów" lub z podsłuchu.

IPN złożył apelację

IPN - który wnosił o uznanie kłamstwa lustracyjnego i o zakazanie jej na trzy lata pełnienia funkcji publicznych - złożył apelację. Prok. Jarosław Skrok wniósł zwrot sprawy do SO. W SA powołał się m.in. na odnalezioną już po wyroku z 2012 r. w archiwach IPN notatkę Lipińskiego nt. spotkania z 1958 r. z "Marleną". Notatkę wysłano wtedy szefowi PZPR Władysławowi Gomułce wraz z dopiskiem wiceszefa MSW Mieczysława Moczara, że pod tym kryptonimem kryje się Dziedzic. Notatkę odnaleziono w zbiorze materiałów wysyłanych przez SB władzom PZPR.

W notatce esbek pisał, że "Marlena" opisywała mu reakcje na odejście Stefana Staszewskiego z funkcji prezesa PAP - na co miał nalegać m.in. ambasador ZSRR, a Gomułka miał zakazać Staszewskiemu pełnienia wyższych funkcji, czemu z kolei miał być przeciwny ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. "Marlena" przekazała też Lipińskiemu relacje ze swej rozmowy ze Staszewskim, który miał jej mówić, że poświęci się wyłącznie publicystyce.

"Przełomowe znaczenie"?

- Notatka ma przełomowe znaczenie dla sprawy, bo zawiera dowody na urzeczywistnienie współpracy pani Dziedzic z SB - powiedział Skrok. Według niego dowodzi to wagi sprawy, skoro informowano o niej szefa PZPR.

Adwokat Dziedzic mec. Leszek Ziomek, który wniósł o oddalenie apelacji IPN, był przeciwny dopuszczeniu notatki jako dowodu. Według niego nie może być ona przyczyną zwrotu sprawy do I instancji, bo nie ma ona znaczenia dla stanu świadomości Dziedzic co do współpracy z SB. - Dziwne, że notatkę odnaleziono dwa tygodnie po orzeczeniu SO oczyszczającym panią Dziedzic; to kolejna "wrzutka" IPN - ocenił Ziomek.

- Archiwa IPN nie są do końca rozpoznane i często odnajdują się w nich nowe materiały - replikował Skrok. - To kompilacja z podsłuchów - tak sama Dziedzic oceniła treść notatki. Zaprzeczyła, by rozmawiała ze Staszewskim, bo była to dla niej wtedy "za wysoka figura". Apelację IPN uznała za bezpodstawną.

"Gadatliwa, ale nieświadoma"

Sąd apelacyjny ocenił, że wyrok okręgowego jest zasadny, bo akta sprawy nie wskazują na podjęcie świadomej współpracy przez Dziedzic. - Ona jest gadatliwa, ale nie jest to świadome informowanie funkcjonariusza SB w ramach podjętej współpracy - uzasadniał przewodniczący trzyosobowego składu SA sędzia Adam Wrzosek. Dodał, że materiał jest "zbyt skąpy, by taki jednoznaczny wniosek postawić, choć tak mogło być".

Zdaniem SA notatka z 1958 r. nie wnosi niczego nowego, bo nie wiadomo, w jakiej formule uzyskano te informacje, czy w ramach podjętej współpracy. Sędzia dodał, że waga informacji była znaczna, skoro trafiły do "najważniejszej osoby w państwie". Zdanie odrębne do wyroku złożył właśnie sędzia Wrzosek (nie ujawnił jego szczegółów).

Dziedzic urodziła się w Kołomyi (dziś Ukraina). Pracę dziennikarską zaczęła w 1946 r.; od 1956 r. była w TVP. Stworzyła pierwszy talk-show "Tele-Echo", który prowadziła 25 lat (do kwietnia 1981 r.). Od 1983 do 1991 r. prowadziła "Wywiady Ireny Dziedzic".

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (213)
Zaloguj się
  • fakiba

    Oceniono 511 razy 385

    Jedno pytanie ile kosztowała ta zabawa i komu była potrzebna oprócz nierobów z IPN może wyjaśnią na jakie to stanowiska kandydowała pani Dziedzic

  • chi_neng1

    Oceniono 458 razy 338

    To jest chore, zeby scigac 86-cio letnia kobiete podejrzeniami takimi czy innymi.

    Jak dlugo jeszcze "chorzy na przeszlosc" beda babrac sie w tej przeszlosci, zamiast zyc przyszloscia ?

    Co wam to daje ?

  • dziadekjam

    Oceniono 363 razy 235

    Wara chamy od damy - tak się należy skomentować te poszczekiwania kundelków z Instytutu Podlenia Narodu...

  • chi_neng1

    Oceniono 209 razy 179

    Jesli chodzi natomiast o pania Irene Dziedzic i okres jej dzialalnosci kulturalnej, to nie pozostaje mi nic innego jak zyczyc obecnym reprezentantom swiata kultury i zycia artystycznego dorownania choc w czesci jej poziomowi.

    W tej relacji , wypowiedz , pani dyrektor teatru, badz tez kabaret tak szeroko dyskutowany - miernie, miernie wygladaja. I nie sadze, ze maja szanse kiedykolwiek na osigniecie poziomy tej pani.

  • p4-s

    Oceniono 246 razy 164

    Świry pisowskie wiedzą swoje.

  • vbn53

    Oceniono 187 razy 145

    Całe szczęście, że ciężka i wytrwała praca ludzi z IPN pozwoliła odkryć agenta SB.

    A teraz pytanie. Po co tym się zajmowali? Czy w Polsce nie ma innych problemów? A jak chcą się bawić w szukanie ciekawych historii rodzinnych polecam Rajmunda K. Dziwne, że były członek AK stał się pupilkiem władz?

  • wodolaz99

    Oceniono 171 razy 131

    moj ojciec, zolnierz wyklety, zolnierz NSZ z Wilenszczyzny,po wojnie na wniosek dowodstwa z Londynu ujawnil sie i wrocil na POLITECHNIKE WARSZAWSKA ,czasowo przebywajaca w Lodzi.
    Dziesiatki razy byl zatrzymywany przez panow w skorzanych plaszczach i pakowany z chodnika do czarnego citroena. Napisal dziesiatki swioch zyciorysow i kazdy musial podpisac. One wszystkie sa w aktach.
    Podpisal ,bo napisal ale to nie swiadczy o niczym. Ale tego nie rozumieja mlode szczyle w IPN siedzacy tam z nzdania PiSu

  • hans_close

    Oceniono 148 razy 112

    Tytuł powinien brzmieć: JAK DZICZ KATO-BOLSZEWICKA NISZCZY LUDZIOM ŻYCIE
    (Przypadek Wielgusa, Kaczyńskich, Kryże to z kolei przykład tuszowania podłej przeszłości swoich)

  • konigin

    Oceniono 163 razy 109

    Ci idoci z Inkwizycji Pisowsko-Nacjonalistycznej to wyobraznie maja, ze hoho. Jak nie Marlena to Bolek. A "znajda" jeszcze jakiegos klamce lustracyjnego o pseudonimie "Mis Uszatek" albo "Bardotka" ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje