Dziadek Angeli Merkel był w armii Hallera. Walczył z Niemcami?

Poznański dziadek Angeli Merkel był hallerczykiem. Walczył prawdopodobnie z Niemcami, a potem z bolszewikami. "Boże, w jak niesamowity sposób zadrwiłeś sobie z PIS-u!" - komentują internauci
Przypominamy tekst opublikowany 22 marca 2013 w "Gazecie Wyborczej" w Poznaniu.



Zygmunt Rychlicki i jego żona Denise, emeryci z Osiedla Kosmonautów w Poznaniu, mieli do niedawna sporadyczne kontakty z Niemcami. Owszem, w latach 80. napisali raz list do Templin, do kuzyna Horsta Kasnera, a żona pana Zygmunta była na wczasach w NRD. Na co dzień jednak temat niemieckiej rodziny nie należał do najważniejszych. Nie był też do końca zbadany. Z listu od Horsta wiedzieli, że niemiecki kuzyn ma córkę Angelę, która studiowała chemię. I tyle.

Rychlicki, niegdyś księgowy w dziale zbytu w Cegielskim, przyznaje zresztą, że po niemiecku mówi słabo. - W czasie wojny trochę po niemiecku mówiłem. Trzeba było pójść do sklepu, nie ma cudów - opowiada.

- A pamiętasz, jak za okupacji nauczycielce w szkole odpowiedziałeś? - podpytuje go żona. - Wnuki do dzisiaj się z tego śmieją!

- A tak. Bo mnie nauczycielka zapytała, kim bym chciał być. Chciałem odpowiedzieć, że buchalterem, ale mi się pokręciło i powiedziałem, że chciałbym być "butter". A butter to masło! - Zygmunt Rychlicki ociera rękawem łzy ze śmiechu. - A teraz mi wnuczka mówi: "Nooo, to ładna kostka wyszła!"

To był wuja Stachu!

W ubiegłym tygodniu Rychlicki trafił na czołówki wszystkich chyba polskich gazet i portali internetowych, a także na ekrany telewizji. A wszystko z powodu najnowszej biografii kanclerz Niemiec Angeli Merkel, z której można się dowiedzieć, że jej urodzony w 1896 r. dziadek Ludwik Kaźmierczak był Polakiem i pochodził z Poznania. Był nieślubnym dzieckiem Anny Kaźmierczak, która wyszła potem za Ludwika Rychlickiego.

Dzięki pomocy poznańskich archiwistów dziennikarze w ciągu doby ustalili, że w Poznaniu żyje potomek Anny Kaźmierczak - jej wnuk Zygmunt Rychlicki, rocznik 1934. Zaraz potem przez mieszkanie Rychlickich na trzecim piętrze bloku na Osiedlu Kosmonautów przewinął się tabun mediów. Gospodarze znieśli ten najazd dzielnie, choć nie ukrywali zmęczenia.

- Była sensacja, prawda? Rok temu wyczytałem gdzieś, że ojciec Merkel był pastorem, ale nie tknęło mnie wtedy, żeby sprawdzić w internecie. Gdybym wtedy wrzucił w wyszukiwarkę życiorys pani kanclerz i pojawiłoby się nazwisko Kasner, to wszystko byłoby jasne rok wcześniej! - opowiada Zygmunt Rychlicki. - Wiedzieliśmy, że Horst Kasner miał córkę Angelę, ale nikt dotąd nie kojarzył jej z panią kanclerz.

Z ustaleniem stopnia pokrewieństwa Zygmunta i Angeli jest jednak pewien problem. - Jestem stryjem Angeli Merkel, choć nie pełnym. Bo stryj to brat ojca, a mój ojciec Józef i Ludwik Kaźmierczak byli braćmi przyrodnimi - tłumaczy Zygmunt Kaźmierczak.



Kiedy jednak rozrysuje się drzewo rodzin Kaźmierczaków i Rychlickich, widać, że Horst (ojciec Angeli Merkel) i Zygmunt Rychlicki to kuzyni. Zygmunt Rychlicki to zatem kuzyn ojca Angeli Merkel. - Pan Zygmunt Rychlicki może tytułować się wujem pani Angeli, bo to jest określenie bardziej pojemne. Uwzględniając, że ojciec pana Zygmunta i dziadek pani Angeli byli braćmi przyrodnimi, można by nawet zaliczyć go do pociotków - wyjaśnia genealog Leszek Krajkowski.

Pan Zygmunt przyznaje, że do ubiegłego tygodnia o swojej dalszej rodzinie nie wiedział prawie nic. - Moja wiedza kończyła się na dziadku. A rodzina trzymała w tajemnicy, że babcia Anna miała nieślubne dziecko. Nie wiedziałem, że z babci był taki numer! Bo potem, to babci nie szło wyciągnąć z kościoła - śmieje się pan Zygmunt.

Ludwik, przyrodni brat jego ojca, który mieszkał w Berlinie, był dla małego Zygi po prostu "wujem Stachem".

Nieznana karta dziadka Merkel

Na rodzinnych fotografiach widać Ludwika Kaźmierczaka, urodzonego i wychowanego w Poznaniu dziadka pani kanclerz wraz z żoną Margerethe i małym synkiem Horstem (przyszłym ojcem Angeli Merkel). Na jednej z fotografii z 1932 r. - wykonanej prawdopodobnie na Świętym Marcinie - spacerują Ludwik Kasner (w 1930 r. zmienił nazwisko) wraz z matką Anną, przyrodnimi braćmi Janem i Józefem Rychlickimi i Cecylią Rychlicką, żoną Józefa.

O poznańskim dziadku Angeli Merkel wiadomo było tylko, że w 1915 r. w wieku 19 lat został zmobilizowany do armii niemieckiej. Dziś wiemy, że trafił na front zachodni, gdzie albo dostał się do francuskiej niewoli, albo zdezerterował na francuską stronę. Dowód? Zdjęcie (prawdopodobnie z 1919 lub 1920 roku), na którym Ludwik Kaźmierczak stoi obok narzeczonej ubrany w mundur, do złudzenia przypominający błękitny uniform hallerczyków.

- To mundur szeregowca "Błękitnej armii" generała Józefa Hallera - potwierdza Jarosław Łuczak, kierownik Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego w Poznaniu.

Po powiększeniu zdjęcia, na kołnierzu munduru Ludwika Kaźmierczaka widać rzymską "jedynkę" wpisaną w trójkąt. - To oznacza, że służył albo w 1. pułku strzelców, albo w 1. pułku artylerii - komentuje Łuczak.

1. pułk strzelców polskich powstał we Francji w styczniu 1918 r. Jeśli dziadek Angeli Merkel był jego żołnierzem, latem 1918 r. musiał walczyć przeciwko Niemcom w Szampanii. Zdjęcie Kaźmierczaka w błękitnym mundurze nie ma żadnego znaku wskazującego, gdzie je wykonano. Niemal na pewno wykonano je jednak w Polsce. Jest bowiem mało prawdopodobne, by po przegranej przez Niemcy wojnie Ludwik Kaźmierczak pozował w Berlinie do zdjęcia, stojąc we francuskim mundurze.

Zdjęcie mogło zostać wykonane wiosną 1919 r. Między kwietniem i czerwcem 1919 r. Hallerczycy przyjechali transportami kolejowymi przez Niemcy do Polski. Przybyli w samą porę - najpierw przyczynili się do sukcesu polskiej ofensywy na froncie ukraińskim, a potem - do odparcia bolszewickiej nawały w 1920 r. Dziadek Angeli Merkel, o ile nie chorował lub nie był ranny (a nic na to nie wskazuje), walczył więc na froncie wojny polsko-bolszewickiej.

Bułki od "swojego"

Po wojnie z bolszewikami Ludwik Kaźmierczak nie wrócił do matki, ojczyma i przyrodnich braci w Poznaniu. Wybrał Berlin, bo stamtąd pochodziła jego niemiecka narzeczona. Zamieszkał tam najpóźniej w 1923 r., bo z tego roku pochodzi kolejne zdjęcie. Stoi na nim w eleganckiej marynarce obok żony Margerethe. Wiadomo, że w stolicy Niemiec został policjantem w dzielnicy Pankow, dosłużył się stopnia komisarza. 6 sierpnia 1926 r. Margerethe urodziła mu syna Horsta Kaźmierczaka, przyszłego ojca Angeli Merkel.

W 1930 r. Ludwik zdecydował się zniemczyć nazwisko Kaźmierczak na Kasner. Czy wynikało to z nacisków jego przełożonych z policji, czy może ze względów praktycznych - nie wiadomo.

Rychliccy utrzymywali kontakty listowne z Ludwikiem Kasnerem, a potem z jego synem Horstem. Odwiedzali się, Ludwik z żoną Margerethe był w okresie międzywojennym w Poznaniu (co widać na zdjęciu z 1931 lub 1932 roku), a ojciec Zygmunta - Józef - gościł w Niemczech u przyrodniego brata Ludwika aż przez trzy miesiące.

Potem wybuchła wojna. Niemieccy okupanci wywieźli wszystkich mężczyzn z rodziny Rychlickich: Józefa na prace przymusowe do Szczecina, a Jana i ojca Ludwika do Zabłocia w Generalnym Gubernatorstwie (tam w 1942 r. zmarł Ludwik Rychlicki). - Pewnie dlatego, że ojciec i brat należeli do "Sokoła" - podejrzewa Zygmunt Rychlicki. W 1941 r. jego babcia Anna Rychlicka wyprowadziła się z Piekar i zamieszkała u kuzynki Heleny Surdyk na Garbarach. Zmarła w 1943 r.

Zygmunt Rychlicki zapamiętał wizytę dziadka Angeli Merkel w okupowanym Poznaniu. Ludwik Kasner przyjechał na pogrzeb swojej matki. Był w cywilu, nie wstydził się swojej polskiej rodziny. - On nie był Niemcem, był swój - podkreśla Rychlicki. - Jak przyjechał, poszedł nam kupić w piekarni bułki z makiem. Bo dla Polaków były wtedy niedostępne.

- Zapamiętał pan ich zapach, smak?

- Wszystko pamiętam. Były doskonałe.

- Ile ich wujek kupił?

- Na pewno kilka.

- A ile pan zjadł?

- Chyba więcej jak jedną.

Ludwik Kasner już nigdy więcej do Poznania nie przyjechał. - Zdaje się, że po wojnie był u niego wujek Janek - przypomina sobie Zygmunt Rychlicki. Jan Rychlicki, brat jego ojca - również księgowy - mieszkał w Szczecinie i korespondował z Horstem Kasnerem do lat 80. - Przed śmiercią Jan był u nas kilka dni i dał nam wtedy adres do Horsta - opowiada żona Zygmunta.

Kiedy Jan zmarł, Horst napisał list do Zygmunta, w którym przedstawił swoją rodzinę. - Wspomniał też o swoich dzieciach. O tym, że jego córka Angela studiuje chemię - przypomina sobie Denise Rychlicka, żona pana Zygmunta. Potem list się zapodział, została jedynie koperta. Odnalazł się kilka dni temu.

Jak Angela przyjedzie, ugościmy!

Zygmunt Rychlicki jest przekonany, że Angela Merkel ma więcej niż jedną czwartą polskiej krwi. W jej rodzinie ze strony matki również byli bowiem Polacy. Niemieckie źródła podają, że pochodząca z Elbląga babcia Angeli Merkel wyszła za Polaka i nazywała się Gertrude Jentzsch. Jej córka Herlind Jentzsch wyszła po wojnie za pastora Kasnera, ojca Angeli Merkel.

Jak Rychliccy oceniają Angelę Merkel jako polityka? - Daje sobie radę - komentuje Zygmunt Rychlicki. - Podziwiam, że ona podjęła się takiej funkcji! - nie ukrywa żona Denise.

- Według "Forbesa" to najbardziej wpływowa kobieta na świecie - podrzucam.

- O kurczę! - Rychlicki trąca lekko żonę. - Zobacz, jak rosnę!

- Chyba wszerz - docina mu Denise.

Rychliccy podkreślają, że mieć Angelę Merkel w rodzinie to dla nich zaszczyt, ale do całej sprawy podchodzą z dystansem. - Dzwoniła do mnie siostra żony. Pytała, czy ma mówić teraz do mnie "Jego Eminencjo" - opowiada pan Zygmunt. Czy ujawnione w biografii Merkel fakty traktują jako nowy początek w swoim życiu? - Początek przy końcu życia? Coś za późny ten początek! - śmieje się krewny pani kanclerz.

- To czego się pan teraz spodziewa? Myśli pan, że Angela Merkel zechce tu kiedyś przyjechać? - podpytuję.

- Nie wiem, czy to jest dla niej aż takie ważne. Ona ma na głowie tyle spraw, łącznie z tym kryzysem! Myśli pan, że będzie się teraz dalekimi krewnymi zajmować? Może bardziej zainteresuje to jej brata Marcusa. Czytałem, że on interesuje się historią rodziny.

Rychliccy zgodnie zapewniają, że nie będą zabiegać o widzenie czy rozmowę ze sławną krewniaczką. Gdyby jednak Angela Merkel zechciała ich kiedyś odwiedzić, to oczywiście bardzo się ucieszą i serdecznie ją ugoszczą. - Bo mi się wydaje, że ona jest przychylna Polakom - mówi pan Zygmunt.

Poznańska rodzina Angeli Merkel

Polska praprababcia Angeli Merkel nazywała się Apolonia Kaźmierczak, z domu Bilewicz (1826-1903). Jej córką była Anna z domu Kaźmierczak (prababcia Merkel), która urodziła się zapewne (bo na różnych dokumentach figurują różne daty) 9 lipca 1867 roku w Kunowie (powiat szamotulski). Była wyznania katolickiego, pracowała jako służąca. W 1895 roku pracowała jako służąca w majątku w Arcugowie (wieś pod Gnieznem). Stamtąd przyjechała do Poznania, będąc w ciąży.

17 października 1896 r. w Poznaniu przyszedł na świat Ludwik Kaźmierczak, panieńskie dziecko Anny. Ojcem był Ludwig Wojciechowski, który jednak nie ożenił się z Anną i nie dał tym samym dziecku swojego nazwiska. Anna zamieszkała z synkiem w Poznaniu przy Grabenstrasse 14 mieszkania 56 (dzisiejsza ulica Grobla) - w lokalu należącym do Ludwika Rychlickiego (katolika, urodzonego w 1866 r., pochodzącego spod Berlina). W kamienicy tej mieściły się służbowe mieszkania pracowników pobliskiej gazowni. - Dziadek Ludwik Rychlicki zapalał latarnie gazowe. Drobny był, ale w rodzinie opowiadają, że dwanaście pyz na obiad zjadał - przypomina sobie Zygmunt Rychlicki.

3 czerwca 1901 r., gdy Ludwik Kaźmierczak miał niespełna 5 lat, jego matka Anna wyszła za swojego opiekuna Rychlickiego. Ludwik Kaźmierczak wychowywał się pod opieką matki i swojego ojczyma. Ze związku Anny Kaźmierczak (która przyjęła nazwisko Rychlicka) i Ludwika Rychlickiego urodziła się czwórka dzieci: Józef (1902), Helena (1903), Marianna (1904) i Jan (1906). Córki zmarły jednak w wieku dziecięcym: Helena w 1908 r., a Marianna w 1913 r.

Od 1913 r. rodzina Rychlickich mieszkała w kamienicy na Piekarach (Bäckerstrasse) 5/17. Anna - prababcia Angeli Merkel - wyprowadziła się z Piekar w 1941 r., zmarła dwa lata później. Dziś spoczywa w grobie na cmentarzu górczyńskim razem ze swoją synową Cecylią i wnuczką Elżbietą.

Wdowiec Ludwik Rychlicki zmarł w 1942 r. w Generalnej Guberni. Jan, syn Ludwika mieszkał po wojnie w Szczecinie, zmarł w 1986 r. Józef, drugi syn Ludwika, ożenił się z Cecylią z domu Kociałkowską (zmarł 31 grudnia 1970 r., pochowany został na Junikowie). W 1934 r. urodził się Zygmunt - syn Józefa, a w 1936 r. - córka Elżbieta (zmarła w 1992 r.). Zygmunt - żonaty z Denise - ma córkę Alicję (ur. 1964). Miał też syna Krzysztofa (1962-1991). Zygmunt i Denise Rychliccy mają też czwórkę wnuków: Agnieszkę, Adama, Tomasza i Aleksandrę.

Komentarze (155)
Dziadek Angeli Merkel był w armii Hallera. Walczył z Niemcami?
Zaloguj się
  • tychik1

    0

    To "pogromu Żydów" to już nie trzeba dodawać bo to przecież wynika samo z siebie! :)
    Jak tylko byli Polakami to już "wiadomo że musieli "dokonywać pogromów żydów" tak w czasie pierwszej jak i drugiej wojny,w okresie międzywojennym i po ,aż no przecież aktywnie do dzisiaj !: ) A tak w ogóle to od początku i zarania państwa i narodu żydowskiego ,a nawet dużo wcześniej nazistami i faszystami to byli TYLKO Polacy a Niemcy i Ukraińcy i inni tylko bohatersko bronili Żydów przed nami -HA!
    To i inne przynajmniej wynika z antypolskiej propagandy którą nam serwują nasi podli i zakłamani wrogowie ! ;(

  • drojb

    Oceniono 2 razy 0

    "Hallerczycy przyjechali transportami kolejowymi przez Niemcy do Polski. Przybyli w samą porę - najpierw przyczynili się do sukcesu polskiej ofensywy na froncie ukraińskim" - przy okazji dopuszczając się pogromów Żydów (red. raczyła zapomnieć)
    I jeszcze jedno: "urodziła MU..." Znaczy się branka, niewolnicza albo popychadło płci żeńskiej urodziło własność w postaci dziecka przynależnego WYŁACZNIE do faceta? KObitka jako worek na płody?!?

  • prof-antoni

    Oceniono 3 razy 1

    DZIEKI DZIADKOWI Z WERMACHTU PIS WYGRAL DWA RAZY W 2005 (CIEMNY LUD WSZYSTKO KUPI)

  • patriotaa

    Oceniono 4 razy 0

    Artykuł jak inne, ale komentarze mówią same kto je pisze jednym słowem debile. Zacznijcie pisać na temat a nie groch z kapustą. Chyba sami nie wiecie o czym piszecie.

  • koniev

    Oceniono 4 razy -2

    heh, w Polsce rzadzi lib-postkomunistyczny niemiec, a w Niemczech konserwatywna Polka HAHA

  • 1neo1

    Oceniono 3 razy -1

    A nasz Premier Tusk miał dziadka który był w Wermachcie ;-)

  • talbor73

    Oceniono 4 razy 2

    Bardzo ciekawa sytuacja jest z tymi polskimi korzeniami wśród rządzących w krajach sąsiednich. Kanclerz Niemiec miała dziadka Polaka, prezydent Ukrainy Janukowicz miał ojca Polaka. Nawet premier Rosji Miedwiediew wspomniał, że jego babka pochodziła z Ukrainy i nazywała się Kowal. A jak to na Ukrainie całkiem możliwe, że ci Kowale mogli przywędrować z Polski.

  • lexisnexis

    Oceniono 8 razy -6

    A co robił ojciec Merkel? Pewnie był u franciszkanów a póżniej u Jezuitów.
    Funkcjonariusze z czerskiej przeszli już samych siebie, propaganda Goebellsa przy was mogła by się wiele nauczyć.

  • 19tad19.1

    Oceniono 10 razy -4

    Nie pamiętam już nazwiska autora plagiatu Malowany Ptak.Autor dostal nagrodę Pulicera. Pamiętam wywiad w Glosie Ameryki. Podniecona redaktorka mówi. Jak się cieszymy ze Polak dostał takie wielkie wyróżnienie"
    Autor odpowiada ale ja nie jestem Polakiem.
    redaktorka,, no tak Pan jest Żydem polskiego pochodzenia"
    Autor nie
    ja jestem żydem który czasowo mieszkał w Polsce
    Potem nałożył sobie worek w wannie na głowę i tak skończył
    Dlaczego to piszę? Bo dzisiaj mamy w Polsce bardzo dużo takich ludzi kształtujących opinię społeczna. Będących w najwyższych władzach. Obawiam się że ich interesem nie jest polska tylko ich interes

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX