Cenna książka ukryta w ścianie. Wypadła podczas pożaru

05.03.2013 11:00
Pożółkłe strony wypełnione są drukowanymi tekstami po hebrajsku i niemiecku. Jest też rok wydania: 1877

Pożółkłe strony wypełnione są drukowanymi tekstami po hebrajsku i niemiecku. Jest też rok wydania: 1877 (Fot: Krzysztof Bielawski/www.sztetl.org.pl)

Ponad 70 lat hebrajsko-niemiecki modlitewnik ukryty był w ścianie jednego z drewnianych domów w Otwocku. Odsłonił go dopiero pożar budynku. Wzruszająca pamiątka po wymordowanej społeczności otwockich Żydów trafiła do muzeum.
Kilka dni temu do tymczasowej siedziby Muzeum Historii Żydów Polskich przy ul. Wareckiej zapukali Justyna i Marcin Andrzejewscy. Przynieśli starą księgę bez okładki, z nadpalonymi brzegami.

Pożółkłe strony wypełnione są drukowanymi tekstami po hebrajsku i niemiecku. Jest też rok wydania: 1877. Pracownicy muzeum rozpoznali modlitewnik na Święto Szałasów (Sukkot), obchodzone przez Żydów na jesieni. Taki świąteczny modlitewnik - zwany machzor - poza modlitwami zawiera poematy religijne.

- Książka sama w sobie nie jest dużo warta. Kilkadziesiąt, może sto złotych. Dla nas jednak cenna jest z powodu swojej historii - mówi Krzysztof Bielawski z Muzeum Historii Żydów Polskich.

Księgę znalazł Marcin Andrzejewski, strażak ochotnik z jednostki w Otwocku-Jabłonnie. W nocy z 18 na 19 lutego gasił pożar przedwojennego drewnianego domu przy ul. Fredry 8 w otwockiej dzielnicy Śródborów. W parterowym budynku z poddaszem, zajętym po wojnie przez komunalny kwaterunek, ostatnio nikt nie mieszkał. Zdewastowany pustostan prawdopodobnie został podpalony. W pożarze nikt nie ucierpiał. Strażacy ugasili ogień w ciągu dwóch godzin.

- Pod koniec akcji kolega odrywał deski z zewnętrznych ścian, a ja zalewałem to wodą. W pewnej chwili zobaczyliśmy, że coś wypadło. Była to książka - cała przemoczona. Zaciekawiło mnie, że jest w dwóch językach. Rozpoznałem niemiecki, ale ciężki do przeczytania, bo napisany starą czcionką - mówi Marcin Andrzejewski.

Po akcji strażak zabrał księgę do domu, wysuszył przy kaloryferze. Wspólnie z żoną postanowił zawieźć ją do antykwariatu w Warszawie. Antykwariusz z Nowego Światu nie był nią zainteresowany i odesłał państwa Andrzejewskich do Żydowskiego Instytutu Historycznego. Tu skierowali ich do Muzeum Historii Żydów Polskich, które przyjęło eksponat z otwartymi ramionami.

- Zawsze staramy się poznać historię właścicieli i użytkowników przyjmowanych przedmiotów - podkreśla Krzysztof Bielawski.

Nie wiadomo jednak, do kogo należał modlitewnik i w jakich okolicznościach znalazł się w skrytce w ścianie. Krzysztof Bielawski przypuszcza, że mógł zostać schowany w sierpniu 1942 r., gdy likwidowano otwockie getto. W 1939 r. żydowska społeczność miasta liczyła ponad 10 tys. osób i stanowiła większość mieszkańców. W Otwocku przebywali też żydowscy kuracjusze leczący tu choroby płuc. Podczas okupacji Niemcy zamknęli ich wszystkich w getcie. Zlikwidowali je 19 sierpnia 1942 r. Wywieźli wtedy do Treblinki od 7 do 10 tys. Żydów, a 1,5-3 tys. zamordowali na miejscu.

- Właściciel zapewne ukrył modlitewnik, żeby kiedyś po niego wrócić. Sądząc po użytym języku niemieckim i informacji: "według rytu polskiego", nie należał do Żydów ortodoksyjnych, ale reformowanych - twierdzi Krzysztof Bielawski.

Według Sebastiana Rakowskiego, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Otwocka i kustosza Muzeum Ziemi Otwockiej, księga musiała być ukryta wcześniej: - Ulica Fredry znajduje się w Śródborowie. Przed wojną ta część Otwocka była w 80 proc. zamieszkana przez Żydów. Niemcy wysiedlili ich stąd do grudnia 1940 r., by urządzić elitarną dzielnicę dla swoich żołnierzy. Getta tutaj nie było - zaznacza Sebastian Rakowski. Na pytanie, do kogo mógł należeć modlitewnik, odpowiada: - Nie wiemy. Osiedle Śródborów przyłączono do Otwocka dopiero w 1932 r. Mamy bardzo mało informacji o jego przedwojennych mieszkańcach.

W najbliższych dniach znalezisko poddane zostanie konserwacji. Będzie pokazywane na wystawach czasowych Muzeum Historii Żydów Polskich, a w wersji cyfrowej - dostępne w jego multimedialnej bibliotece.

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • ucago

    Oceniono 21 razy 3

    No i ja też się wzruszyłem.
    Uczciwością strażaka ochotnika.
    Jak by mu w antykwariacie dali przyzwoitą cenę to złodziej by sprzedał.
    Pewnie antykwariusz podpowiedział, że może w muzeum. I tak zrobił się w bohatera, prawie!
    Pozdrawiam strażaków, tych uczciwych też.

  • leonmasta

    Oceniono 6 razy 2

    Przy okazji tego zdarzenia gazeta podala ile to ludzi zydowskiego pochodzenia zginelo w obozach zaglady.Mam prawo domagac sie by podawano ile to Polakow zginelo w obozach zaglady nie tylko zydzi gineli moj pradziadek zginal w Oswiecimiu Babcia spedzila 5 lat w Majdanku nikt nie wynagrodzil nam naszych krzywd nie mowie o penieznym zadosc uczynieniu lecz o moralnym lecz nie dziwie sie dlachego tak sie dzieje znam przyczyny Z powazaniem Leon

  • dziadekjam

    Oceniono 17 razy -1

    Czy dzielny strażak Marcin Andrzejewski z wszystkich pożarów wynosi fanty, a dopiero jak nie znajdzie na nie kupca, to oddaje? Na mój gust ten pan kwalifikuje się do zainteresowania ze strony prokuratury...

  • zalep

    Oceniono 13 razy -1

    Wzruszającą pamiątką byłby rysunek wykonany ręką małego dziecka.... Nie wzruszyłem się.

  • vomitorium1

    Oceniono 16 razy -4

    " ... hebrajsko-niemiecki modlitewnik ..."

    panu bogu świeczkę i diabłu ogarek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje