Przebił oponę w dziurze, a od policji dostał mandat

07.02.2013 20:00
Dziura w jezdni

Dziura w jezdni (Czytelnik Gazety)

Co ma począć kierowca, gdy na wyrwie uszkodzi samochód? Eksperci radzą, by zrobił zdjęcia w miejscu zdarzenia, znalazł świadków i wezwał policjantów. Tak też zrobił nasz czytelnik. Ale nie dość, że zniszczył koło, to jeszcze został ukarany
Karol Dempich jechał w środę drogą wojewódzką nr 541 z Lubawy do Lidzbarka. Niedaleko Montowa stoi ograniczenie prędkości do 40 km na godz. i znak ostrzegający o dziurach w asfalcie. W jedną z tych dziur wpadł jego peugeot 206. Efekt: zniszczona felga i opona. Mówi, że nie mógł ominąć dziury, bo z przeciwka jechał inny samochód.

Jestem sobie winny

Kierowca dobrze pamiętał, co ubezpieczyciele radzą kierowcom, którzy chcą odzyskać pieniądze za szkody w podobnych sytuacjach. Pan Karol zrobił zdjęcia zniszczeń w samochodzie i dziury w asfalcie, świadków co prawda nie znalazł, ale zadzwonił po policję. - Usłyszałem, żebym się nie martwił, że niedługo przyjedzie do mnie patrol i sporządzi odpowiednią notatkę - wspomina. - Po przyjeździe policjanci powiedzieli, że droga jest w fatalnym stanie od kilku lat, ale jestem sam sobie winny, że zniszczyłem samochód. I dostałem 100 zł mandatu.

Za co? Policjanci tłumaczą to tak: skoro kierowca uszkodził samochód, to znaczy, że jechał nieostrożnie, a być może i zbyt szybko, choć nie sposób tego zweryfikować. - Funkcjonariusze słusznie ukarali kierowcę mandatem za popełnione wykroczenie, bo zarządca ustawił znak [ostrzegający o dziurach - red.], a on się do niego nie dostosował - mówi Mieczysław Wójcik, szef policji w Nowym Mieście Lubawskim. A skąd wiadomo, że się nie dostosował? Bo zniszczył koło.

A mogło być 500 zł mandatu

Kierowca próbował negocjować z policjantami, by zamiast mandatu cała sprawa skończyła się na pouczeniu. Bezskutecznie. Karę w końcu przyjął, bo uznał, że dojazdy na rozprawę w sądzie w Nowym Mieście Lubawskim będą go kosztowały więcej, niż straci płacąc mandat. - A od policjantów usłyszałem, żebym się cieszył, że mam zapłacić 100 zł, bo równie dobrze mógłbym dostać i 500 zł - wspomina. - Dodali także, że kiedyś w takim wypadku poprzestali na pouczeniu i dostało im się za to od przełożonego.

Komendant tamtejszej policji odpowiada, że to nieporozumienie. - Żadne naciski na policjantów nie mają miejsca. Wysokość kary to ich suwerenna decyzja. Równie dobrze mogli pouczyć kierowcę - mówi Mieczysław Wójcik.

Nie jest wcale pewne, czy mniejsza prędkość uchroniłaby koło przed zniszczeniem. Zapytany przez "Gazetę" wulkanizator z warsztatu Walesiak przy ul. Szarych Szeregów w Olsztynie stwierdził, że wszystko zależy od konkretnego przypadku. - Wydaje się, że przy większej prędkości zniszczenia będą większe. Czasem jednak dzięki wyższej prędkości koło przelatuje nad wyrwą i zniszczeń nie ma żadnych - odpowiada.

Nie do wygrania

Zazwyczaj, gdy kierowca niszczy samochód na dziurze, wina leży po stronie zarządcy dziurawej drogi. Przyznaje to także policja. Jednak znak informujący o zniszczonej nawierzchni może być wybawieniem przed kłopotami. Tylko nieliczni odzyskują pieniądze za remont auta, które uszkodzili na jezdni oznakowanej jako dziurawej. Tak przynajmniej wynika z lektury wpisów w internecie i rozmowy z prawnikami. - Znak ostrzegający o usterkach zdejmuje w dużym stopniu odpowiedzialność z zarządcy drogi - tłumaczy radca prawny Świętosław Fortuna. - Wygrane sprawy w takich przypadkach zdarzają się sporadycznie. Aby uzyskać odszkodowanie w takim przypadku, trzeba by udowodnić szczególne zaniedbania ze strony drogowców.

A takim zaniedbaniem może być długotrwałe pozostawianie drogi bez remontu. Tomasz Szczyglewski, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Olsztynie, zapewnia, że oznakowanie w rejonie Montowa jest ustawione tylko chwilowo. - Stanęło, kiedy warunki atmosferyczne uniemożliwiały naprawę. Kiedy tylko aura się poprawi, uszkodzenia zostaną usunięte - zapewnia.

Drogowcy są przygotowani na ewentualne roszczenia kierowcy. - Może wypełnić formularz z naszej strony internetowej, a dalej sprawa potoczy się już między poszkodowanym a ubezpieczycielem [u którego zarząd dróg wykupił polisę - red.] - dodaje Tomasz Szczyglewski.

Komentarz do tej sprawy czytaj w piątkowym wydaniu "Gazety Wyborczej Olsztyn"

Komentarze (194)
Zaloguj się
  • tenare

    Oceniono 679 razy 661

    Najważniejsze, żeby Polakowi dopie...ć.
    A nikt tak pięknie Polakowi nie dopie..., jak drugi Polak.

    Na lotnisku w Modlinie można ustawić znak, że nawierzchnia lotniska jest uszkodzona i można przyjmować samoloty.

  • nameja

    Oceniono 465 razy 459

    "- Żadne naciski na policjantów nie mają miejsca" - Buhahaha! Komendancie puknij się w czoło. Nawet sam nie wierzysz w to, co mówisz.

  • tomesio

    Oceniono 404 razy 390

    Daj deboilom władzę, to pokażą co potrafią.

  • mieszczuch123

    Oceniono 349 razy 345

    Ustawieni znaków zdejmuje odpowiedzialność z zarzadcy dróg - to po co naprwiać nie lepiej postawić znaki zła nawierzchnia,? A najlepiej to wszystkie drogi tak oznaczyć . Tak profilaktycznie. Jako zarzadca bloku strzelę napis uwaga ciekknący dach i niech się lokatorzy bujają

  • dziadekjam

    Oceniono 329 razy 329

    Czy jak ktoś pojedzie z tablicą "nie mam prawa jazdy", to nie będzie odpowiadał za jego brak i ewentualne wypadki? Bo do tego sprowadza się "logika" ustawiania znaków i unikania odpowiedzialności.

  • pro-contra

    Oceniono 244 razy 242

    "Dajcie mi władzę, a ja was urządzę".
    Komendant łże, jak bura suka, bo każdy wie o naciskach na wyniki policjantów.
    Te są niezbędne dla szefostwa komisariatów i komend w sprawozdawczości wykazującej efektywność pracy policjantów, bo inaczej naczalstwo dostanie "po garbie".

    Sam znak ostrzegawczy nie chroni przed możliwością uszkadzania pojazdów.
    Chyba że ustawowo określi się "bezpieczną prędkość" na uszkodzonych drogach.
    Czy to ma być 5km/godz, czy 30km/godz, przy której samochód osobowy już może urwać zawieszenie?
    A co z delikatnymi ładunkami, możliwością urazów pasażerów wewnątrz pojazdu (ot, chociażby chorych lub niepełnosprawnych)???

    To, że zarządzający drogami są ubezpieczeni, kierowcom wisi i powiewa.
    Jeśli mają ubezpieczenie, powinni składać żądania jak najwyższych odszkodowań za WSZYSTKIE poniesione straty związane z uszkodzeniem pojazdu.
    W razie niesatysfakcjonującej oceny przez ubezpieczyciela, kierować sprawy do sądu.
    Do tego nie jest potrzebny adwokat, bo wzory pozwów można znależć w sieci.

  • wmc-33

    Oceniono 207 razy 185

    Kolejny przypadek, gdy zdarzenie na drodze spowodowała nadmierna prędkość, bezmyślność kierowcy i niedostosowanie się do warunków drogowych. Matołom nawet nie przyszło do głowy, że droga wojewódzka nie może być przez lata tak dziurawa, żeby rozpadały się na niej opony. Ze statystyk sporządzanych na podstawie tak pisanych raportów policyjnych stan dróg nigdy nie wyjdzie jako przyczyna wypadków. A potem oglądamy w telewizji ignorantów - ministrów opowiadających o swojej walce o nasze bezpieczeństwo i życie na drogach.

  • omgvoy

    Oceniono 181 razy 177

    Niebawem bedzie tak ze jak komus spadnie rusztowanie na glowe to jego wina bo niby dlaczego akurat musial chodzic tam gdzie rusztowanie?

  • tytanowa_mrowka

    Oceniono 137 razy 127

    Nic się nie stało,
    Polacy nic się nie stało...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje