Akcja w Bieszczadach. Rodzice wrocławskich licealistów bronią opiekuna

05.02.2013 20:18
22-latek, który miał się opiekować grupą licealistów uczestniczących w szkole przetrwania w Bieszczadach, usłyszał zarzut narażenia swoich podopiecznych na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Bronią go jednak rodzice uczniów.
Policjanci z Ustrzyk Dolnych ustalają przebieg wydarzeń, jakie rozegrały się w poniedziałek w Bieszczadach.

W charakterze podejrzanego

Kilkunastu licealistów w ramach tzw. szkoły przetrwania, organizowanej przez Szkołę Przetrwania i Przygody SAS we Wrocławiu, wędrowało górskimi szlakami. W poniedziałek rano utknęli na Bukowym Berdzie (szczyt ma 1313 m n.p.m.). Nie byli w stanie samodzielnie zejść ze szlaku. W siedmiogodzinnej akcji ratowniczej uczestniczyło około 50 osób (ratownicy GOPR, funkcjonariusze straży granicznej, leśnicy), a także dwa śmigłowce. Te jednak zawróciły do bazy, bo pogoda była fatalna. Prędkość wiatru dochodziła do 100 km/godz.

We wtorek po południu, po zebraniu wstępnych informacji na temat wyprawy, policjanci zatrzymali 22-letniego opiekuna grupy. Usłyszał zarzut narażenia dziesięciorga swych podopiecznych, w tym siedmiorga małoletnich, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia mimo ciążącego na nim obowiązku opieki nad nimi.

Mężczyzna został przesłuchany w charakterze podejrzanego. Policjanci wystąpią z wnioskiem do prokuratora o objęcie go dozorem policji.

W obronie opiekuna

Rodzice uczestników wyprawy bronią jednak zarówno szkoły, jak i opiekuna. - Pewnych rzeczy, jak załamanie pogody, nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Kiedy wychodzili w góry, pogoda była dobra. Załamała się dopiero w wyższych partiach. Wszyscy jednak zareagowali bardzo trzeźwo, bo od razu rozbili obóz i schronili się w nim. Nasze dzieci były bardzo dobrze przygotowane do wyprawy - twierdzą zgodnie rodzice licealistów, z którymi wczoraj rozmawialiśmy.

- Podawane w mediach informacje na temat stanu zdrowia uczestników wyprawy są nieprawdziwe. Wszyscy są w bardzo dobrej formie. Nie mają odmrożeń ani innych problemów ze zdrowiem - dodaje Bogdan Tymoszyk, właściciel wrocławskiej Szkoły Przetrwania i Przygody SAS.

Rodzice powołują się na wieloletnie doświadczenie opiekuna swoich dzieci. Nie mają do niego pretensji. Przyznają także, że ich dzieci były w szoku, kiedy zobaczyły, jak w telewizji zostało przedstawione zdarzenie. Jednocześnie zapewniają, że nie zamierzają wnosić oskarżenia przeciwko szkole, która organizowała obóz, i opiekunowi grupy.

- Wręcz przeciwnie, zamierzamy ich bronić przed oszczerstwami, jakie padły pod ich adresem - podkreślają.

Zapowiadają, że w obronie opiekuna skierują otwarty list m.in. do mediów i prokuratury.

Wszyscy uczestnicy wyprawy wrócili do Wrocławia. - Nie mam nic przeciwko temu, by pojechali na następną - usłyszeliśmy od jednego rodziców.

Oświadczenie rodziców

"My, rodzice uczestników obozu survivalowego w Bieszczadach, organizowanego przez Szkołę Przetrwania i Przygód SAS, oświadczamy, że nie zgłaszamy żadnych pretensji ani uwag pod adresem opiekuna naszych dzieci, jego zachowania w zaistniałej sytuacji oraz bezpieczeństwa całego wyjazdu.

Jednocześnie chcielibyśmy zaznaczyć, iż jesteśmy oburzeni nierzetelnością informacji zamieszczanych na portalach internetowych i telewizyjnych, jak również całą medialną nagonką powstałą wokół sprawy".

Zobacz także
Komentarze (328)
Zaloguj się
  • myszykiszek

    Oceniono 1 raz 1

    "Rodzice powołują się na wieloletnie doświadczenie opiekuna swoich dzieci."

    Iluletnie, ciekaw jestem?

  • tadan.se

    Oceniono 2 razy -2

    22-letnie dzieciaki siedza za sterami samolotow bojowych wartych kilkadziesiat milionow dolarow. I co? I nic, normalka.

  • tadan.se

    0

    Wyglada na to ze zli byli ci goprowcy jak jak licho ze musieli ruszyc na ratunek w tym sniegu i wietrze. Ale jak juz po akcji zjedli cos cieplego i sie ogrzali to moze im ta zlosc troche przeszla.

  • jozek48

    Oceniono 2 razy 2

    Ok, trzeba się hartować wiadomo, ale dlaczego w tak ekstremalnych warunkach(bez instruktora na miejscu)? Jak to komentarze zależą od tego jak impreza się skończyła.

    A teraz wyobraźmy sobie, że jeden z tych małolatów zamarzł, kto wie czy nie doszłoby do tego gdyby pomoc przyszła 2h później. Czy rodzice nadal staliby murem za organizatorem? Czy Pan ratownik/poseł napisałby taki wpis?

  • inkwizytorstarszy

    Oceniono 3 razy 1

    Kto naprawdę zapłaci za tą bandę kretynów -samobójców? MY.

  • rekin.finansjery

    Oceniono 1 raz -1

    O, juz bidoki na forum krzycza, obciazyc!

  • rekin.finansjery

    0

    A bo to pewnie o to chodzi co ponizej cytuje. Ilez to pieniedzy poszlo! No i trzeba bylo pomoc obywatelowi, jak to!

    "W siedmiogodzinnej akcji ratowniczej uczestniczyło około 50 osób (ratownicy GOPR, funkcjonariusze straży granicznej, leśnicy), a także dwa śmigłowce. Te jednak zawróciły do bazy, bo pogoda była fatalna. Prędkość wiatru dochodziła do 100 km/godz."

  • ulebyk

    Oceniono 3 razy 1

    Wyborcza wydała wyrok i wszystko ma być po jej myśli!
    Jeden chłopak powiedział kiedyś kilka słów o Michniku i Tusku publicznie to go michnikowszczyzna wsadziła do więzienia na 8 miesięcy.

  • washner

    Oceniono 6 razy 0

    Bohaterscy rodzice pozbawieni zdrowego rozsądku nie biorą pod uwagę czarnych scenariuszy które mogły nastapić. Obciążyć rodziców kosztami akcji ratunkowej - dlaczego mamy za ich głupotę płacic wszyscy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje