Kłótnia, ciosy, strzał. Akcja antyterrorystów na Pradze

Wojciech Karpieszuk, Piotrek Machajski, wideo TVN24/x-news
14.01.2013 11:12
Dramat na policyjnym osiedlu. Ojciec dwójki dzieci odebrał sobie życie, wcześniej kilkakrotnie ranił nożem żonę, strażniczkę miejską
On - 41-letni podkomisarz z wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej Policji. Szukał przestępców, za którymi wystawiono list gończy. Nie było zastrzeżeń do jego służby. Ceniony przez kolegów. Według nich był raczej spokojny i bardzo związany z rodziną. Ona - 37-letnia strażniczka jednego z oddziałów terenowych. Zajmowała się m.in. sporządzaniem wniosków o ukaranie do sądu.

Przed południem byli sami w mieszkaniu przy Jagiellońskiej na Golędzinowie. Na tyłach północnopraskiej komendy mieści się osiedle zamieszkane przede wszystkim przez policjantów i ich rodziny. Trzyletnia córka małżonków była w tym czasie w żłobku, ich 14-letni syn - na szkolnej wycieczce.

O co się pokłócili? Jedna z głównych hipotez rozważanych przez śledczych jest taka, że kobieta chciała opuścić męża. Ten bał się, że zabierze dzieci. To mogło być przyczyną szału, w jaki wpadł.



Policję ok. godz. 10 zaalarmowało pogotowie wezwane na miejsce przez sąsiadów. - Udzielałam z moim mężem pomocy [poszkodowanej]. Ja takich horrorów nie oglądam. Myślałam, że zemdleję. To był strumień krwi, wszędzie. Mąż założył jej opaski uciskowe. Później pukał do mieszkania. Dobrze, że nie otworzył mu [napastnik]. Z tego co słyszę, ma broń - relacjonowała reporterowi Radia Tok FM mieszkanka bloku, w którym doszło do tragedii. To była jedna z nielicznych relacji świadków, większość z nich unikała rozmowy.

W ślad za karetką na miejsce przyjechało kilkudziesięciu funkcjonariuszy, w tym antyterroryści. Teren odgrodzono taśmami. Straż pożarna rozstawiła poduszkę na wypadek, gdyby policjant miał wyskoczyć przez okno.

W trakcie gdy obecny na miejscu rzecznik komendy stołecznej przekazywał dziennikarzom kolejne informacje, niemal ze jego plecami rozległy się strzały. - To granaty hukowe. Sprawdzę, co się dzieje - rzucił Mariusz Mrozek i szybko odszedł. Po paru minutach z klatki wyszło kilku antyterrorystów, ale bez podejrzanego. Rzecznik wrócił do dziennikarzy wyraźnie zasmucony. - Policjant targnął się na życie. Na jakąkolwiek pomoc było już za późno - oświadczył.

Przebieg zdarzenia mógł być następujący. Małżonkowie pokłócili się. W trakcie awantury mąż sięgnął po nóż. Uderzył żonę najpierw w twarz, potem w brzuch, a gdy ta rzuciła się do ucieczki, jeszcze w plecy. Kobieta zdołała wydostać się na klatkę schodową, pomogli jej sąsiedzi. W tym czasie mąż zamknął się w mieszkaniu. Wiele wskazuje na to, że zastrzelił się ze służbowej broni (miał zgodę przełożonych, by trzymać ją w domu) jeszcze przed przyjazdem policji.

Antyterroryści zwlekali z forsowaniem drzwi, bo musieli się upewnić, że w środku nie ma dzieci. Wyważyli je dopiero, gdy potwierdzili, że policjant jest w mieszkaniu sam.

Ranna kobieta prosto z karetki trafiła na stół operacyjny. Według nieoficjalnych informacji jej stan jest stabilny. - Na razie nie ma mowy o przesłuchaniu pokrzywdzonej - mówi jednak prok. Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która wszczęła już śledztwo w sprawie dzisiejszych wydarzeń.



Do Warszawy wieczorem przyjechali bliscy małżonków - i jej, i jego. Mieli zaopiekować się dziećmi. Według naszych informacji policja zapewniła im pomoc policyjnych psychologów i zakwaterowanie m.in. po to, by nie musieli wracać do mieszkania, w którym doszło do tragedii.

Zobacz także