Tysiące zdjęć nagich dzieci w komputerze dyrektora rodzinnego domu dziecka

11.01.2013 14:20
Areszt

Areszt (Fot. policja)

Dyrektor jednego z rodzinnych domów dziecka na Pomorzu w swoim komputerze domowym miał kilka tysięcy zdjęć nagich dzieci. Mężczyznę zatrzymali policjanci z Wrocławia. - Udało nam się ustalić, że przynajmniej raz doprowadził do tzw. innych czynności seksualnych z 12-letnią dziewczynką. Jego ofiarą nie było jednak żadne z dzieci mieszkające w rodzinnym domu dziecka - dowiedziała się "Gazeta"
51-letni mieszkaniec Pomorza, pedagog, dyrektor rodzinnego domu dziecka w gminie Stary Targ w woj. pomorskim został zatrzymany przez policję pod koniec listopada ubiegłego roku.

- Na jednym z portali społecznościowych funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego znaleźli zdjęcia nagich dzieci poniżej 15. roku życia - mówi Krzysztof Zaporowski, rzecznik prasowy policji we Wrocławiu. - Wszczęliśmy postępowanie, udało nam się nawiązać kontakt z portalem. Dzięki temu ustaliliśmy, kto zamieszczał zdjęcia w internecie i prowadził z małoletnimi korespondencję o zabarwieniu erotycznym. Kiedy zatrzymaliśmy mężczyznę, okazało się, że to mieszkaniec Pomorza, pedagog z wieloletnim doświadczeniem, prowadzący rodzinny dom dziecka w jednej z miejscowości w woj. pomorskim.

Aresztowany na trzy miesiące

Po zatrzymaniu policja sprawdziła również domowy komputer mężczyzny. Znaleziono w nim kilka tysięcy zdjęć nagich dzieci. Część z nich zawierała treści pornograficzne z udziałem osób poniżej 15. roku życia. - Okazało się również, że w jednym przypadku zatrzymany doprowadził do tzw. innych czynności seksualnych z 12-letnią dziewczynką - mówi rzecznik policji we Wrocławiu. - Decyzją sądu mężczyzna został aresztowany tymczasowo na trzy miesiące. W dalszym ciągu analizujemy dane z jego komputera, sprawdzamy, czy zdjęcia, które się nim znalazły, nie były rozpowszechniane.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Apelacyjna we Wrocławiu. - Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące posiadania treści o charakterze pornograficznym z udziałem małoletnich - mówi Wiesław Bilski, zastępca prokuratora apelacyjnego we Wrocławiu. - Zarzut doprowadzenia do innych czynności seksualnych w stosunku do 12-letniej dziewczynki nie dotyczy jednak podopiecznej rodzinnego domu dziecka, który prowadził mężczyzna.

Inna czynność seksualna to zachowanie, które nie jest stosunkiem płciowym - np. kontakt cielesny, masturbacja lub inne zachowanie, które zmierza do pobudzenia lub zaspokojenia potrzeby seksualnej przez sprawcę.

Dzieci nie były skrzywdzone

Czworo dzieci w wieku od 10 do 16 lat (w tym trójka rodzeństwa), nad którymi opiekę zatrzymany mężczyzna sprawował wraz z żoną, cały czas mieszka w tym samym domu.

- Zmienili się wychowawcy i typ placówki - tłumaczy Ewelina Łęgowska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Sztumie. - W tej chwili nie jest to już rodzinny dom dziecka, lecz placówka opiekuńczo-wychowawcza typu socjalizacyjnego. Ze względu na dobro dzieci postanowiliśmy nie przenosić ich w inne miejsce, w pobliżu mieszkają ich rodziny biologiczne, wiązałoby się to też dla nich ze zmianą szkoły. Byliśmy gotowi do udzielenia dzieciom pomocy psychologicznej, ale w toku działań prokuratorskich okazało się, że dzieci z rodzinnego domu dziecka nie zostały w jakikolwiek sposób skrzywdzone.

Ewelina Łęgowska tłumaczy także, że Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Sztumie nie miało żadnych zastrzeżeń podczas kwalifikacji mężczyzny na stanowisko dyrektora rodzinnego domu dziecka: - Złożył wszystkie wymagane dokumenty, m.in. zaświadczenie o niekaralności.

Założycielem rodzinnego domu dziecka jest fundacja "Bona Fide", prowadząca w tej chwili dwie placówki socjalizacyjne w woj. pomorskim. Aresztowany mężczyzna był dyrektorem jednej z nich od początku istnienia, czyli od jesieni 2011 roku. Do rodzinnego domu dziecka trafiły wówczas dzieci z likwidowanego państwowego domu dziecka w Starym Dzierzgoniu.

- Najistotniejsze jest w tej chwili dobro dzieci - mówi Marcin Kerber, prezes Fundacji "Bona Fide". - Prokuratura zapewniła nas, że żadne z dzieci nie zostało pokrzywdzone, wszystko funkcjonuje normalnie, wychowawcy nie zauważyli problemów. Jedna z podopiecznych po osiągnięciu pełnoletności już się usamodzielniła, jedno dziecko wróciło do biologicznej rodziny - wniosek w tej sprawie złożyli rodzice wychowanka, jeszcze przed aresztowaniem dyrektora.

Zobacz także

Najnowsze informacje