Po wybuchu w Oławie: 15 rodzin nie wróci do swoich domów

Joanna Dzikowska, Michał Kokot
23.12.2012 11:17
Zniszczenia po eksplozji w bloku przy ul. Chrobrego w Oławie

Zniszczenia po eksplozji w bloku przy ul. Chrobrego w Oławie (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

15 rodzin z ulicy Chrobrego nr 32 w Oławie, gdzie w sobotę wieczorem w jednym z mieszkań na trzecim piętrze doszło do wybuchu gazu, nie wróci na święta do swoich mieszkań
- Najprawdopodobniej naruszona została konstrukcja tego budynku - mówi Zbigniew Golema z powiatowego sztabu zespołu zarządzania kryzysowego w Oławie. - Konieczne są jeszcze szczegółowe ekspertyzy techniczne co do stanu tego budynku. Trudno w tej chwili powiedzieć, jak długo to potrwa.

Czytaj więcej o sobotnim wybuchu gazu

Inspektor nadzoru budowlanego jeszcze wczoraj wydał natomiast zgodę na powrót lokatorów do mieszkań z sąsiedniej klatki schodowej.

Ośmiu mieszkańców z Chrobrego 32 przebywa w jednym z oławskich hoteli od soboty wieczorem. Na razie nie wiadomo, jak długo w nim pozostaną. Pozostali mieszkańcy przenieśli się do swoich rodzin.

Stan mężczyzny, w którego mieszkaniu doszło do wybuchu instalacji gazowej, jest ciężki. Ma poparzone około 70 proc. ciała.

"Nie mamy już świąt"

Krzysztof Wicher mieszka na parterze budynku przy Chrobrego 32: - Był potworny huk, wszystko się zatrzęsło. Nie wiem, jakie mam zniszczenia w mieszkaniu, bo kiedy uciekałem, zupełnie mnie to nie interesowało. Najważniejsze było życie, trzeba było ratować dzieci i siebie. Wszyscy uciekliśmy z bloku w ciągu minuty. Kto mógł, poszedł do rodziny albo do znajomych. My pojechaliśmy do dziadków. Dzieci były w potwornym szoku, dlatego nie chciałem spędzać nocy w hotelu, jeszcze bardziej by się bały. Na szczęście przy najbliższej rodzinie trochę się uspokoiły. W sobotę wieczorem wszyscy przygotowywali się do świąt, my też. Teraz świąt już nie mamy.

Dorota Fliśnik mieszka nad mieszkaniem, w którym doszło do wybuchu. Ma dwójkę dzieci w wieku 10 i 13 lat. Opowiada: - Najpierw usłyszeliśmy ogromny huk. Wyleciała ściana z oknem, a potem poczuliśmy smród spalenizny. Drzwi wypadły z framugi. Dzieci powtarzały tylko jedno: "mamo, ja się boję". Na początku wszyscy staliśmy sparaliżowani, jakby nas zamurowało. Potem zaczęliśmy do siebie krzyczeć: "uciekajmy!". Biegliśmy po rozbitym szkle i deskach bez butów. Szkło spadało z sufitu jak śnieg. Wybiegliśmy tylko w koszulkach i spodenkach. Udało mi się złapać w biegu jakąś kurtkę. Wszystko zostało w mieszkaniu: jedzenie na święta, pieniądze, ubrania. To, co mam na sobie, to cudze. Znajomi i sąsiedzi poprzynosili buty i spodnie, bo my nic nie mieliśmy. Boję się, że strach w dzieciach szybko nie minie. Nie rozumieją, co się stało. Widziały tego płonącego mężczyznę, który wyleciał ze swojego mieszkania.

Mieszkańcy bloku, których w niedzielę rano spotkaliśmy pod zniszczonym budynkiem, podkreślają, że znali mężczyznę, u którego doszło do wybuchu, tylko z widzenia. Sprawiał dobre wrażenie, nie wyglądał, jakby miał jakieś problemy, ale między sobą mówią już, że to mogła być próba samobójcza.

Wybiegali bez butów i ubrań

Lokatorzy czekali dzisiaj przez kilka godzin na decyzję inspektora, czy mogą wrócić do swoich mieszkań na chwilę, chociaż po ubrania i lekarstwa. W czasie wybuchu wybiegli w tym, co mieli na sobie. Nikt nie zatrzymywał się, żeby ubrać buty albo czapkę. Na szczęście kiedy znajomi i sąsiedzi dowiedzieli się o wybuchu, przynieśli pod blok kurtki, rękawiczki i buty. Po południu inspektor wyraził zgodę na zabranie niezbędnych przedmiotów z mieszkań.

Te osoby, które bezwzględnie potrzebują lekarstw, dostały też od apteki leki - za darmo, za obietnicę późniejszej zapłaty.

Franciszek Październik, burmistrz Oławy: - Cała klatka schodowa będzie wyłączona z użytkowania przez okres dwóch-trzech miesięcy. Według inspektor nadzoru budowlanego tyle potrwa mniej więcej ekspertyza budynku, remont klatki oraz mieszkań. Nie wiadomo na razie czy doszło do naruszenia konstrukcji budynku. W tej chwili trwa sprzątanie klatki po to, by lokatorzy mogli choć na chwilę wejść do swoich mieszkań i pozabierać najbardziej potrzebne rzeczy. W hotelu znajduje się szesnaście osób z tej klatki schodowej. Będą tam tak długo jak to konieczne. Ten dramat bardzo przeżyły zwłaszcza dzieci. Są ciągle wstrząśnięte tym, co się stało. Rozmawiamy z naszymi deweloperami w Oławie w sprawie znalezienia mieszkań dla tych lokatorów. Chodzi o to, by mogli wynająć je na te dwa-trzy miesiące. Będziemy wspierać tych mieszkańców tak długo, jak to będzie konieczne.

Za pobyt w hotelu mieszkańców płaci gmina.

- Jeśli pozwolą nam wrócić, nie wiem, jak prześpimy pierwsze noce. O czymś takim nie da się szybko zapomnieć - mówi Krzysztof Wicher. - Możliwe, że będziemy mogli wprowadzić się dopiero na wiosnę. Nie wyobrażam sobie kilku miesięcy w hotelu - dzieci muszą chodzić do szkoły, my do pracy. Dorośli dadzą sobie ze wszystkim radę, ale potrzebujemy psychologa, żeby wytłumaczył to, co się stało, dzieciom.

Tagi:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX