Kataryniarz ze Starówki przed sądem: "Jestem niewinny"

18.12.2012 22:11
Piotr Bot, ostatni kataryniarz ze Starówki

Piotr Bot, ostatni kataryniarz ze Starówki (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Do zarzuconego czynu się nie przyznaję. Handlu nie uprawiam. Jestem kataryniarzem - oświadczył przed sądem Piotr Bot. A strażnik miejski, przez którego się tam znalazł, akurat na rozprawę wziął urlop wypoczynkowy. Trzeba było ją odroczyć
- Kogo sądzą? Bosa jakiegoś? - pytali wczoraj zaskoczeni kamerami interesanci sądu przy Marszałkowskiej. - Kataryniarza? To pseudonim? - byli przekonani.

Po niedawnym artykule "Gazety" na proces warszawskiego kataryniarza stawiły się najważniejsze polskie telewizje, dziennikarze kilku gazet i rozgłośni radiowych. Nie jest to jednak żaden bos. Piotr Bot nigdy wcześniej nie był ukarany przez sąd. A największe jego przewinienie to mandat za przekroczenie prędkości.

- Zdenerwowany trochę jestem. Raz w życiu byłem w kasynie i w ruletkę grałem. I teraz czuję się podobnie. Bo nie wiadomo, co będzie - przyznał tuż przed wejściem na salę rozpraw.

Pan Piotr jest najprawdziwszym kataryniarzem. I to jedynym zawodowym w Polsce. Od 14 lat z katarynką przemierza uliczki Starego Miasta. Wygrywa najróżniejsze melodie: od serenad Mozarta po "Siekierę motykę". Za 2 złote jego papuga Carlos wyciąga wróżby chińskie i horoskopy. Kataryniarz ma jeszcze losy za 5 złotych. Każdy wygrywa. Nagrody to pamiątki warszawskie - figurki Pałacu Kultury, Syrenki, breloczki, zakładki do książek ze Starówką. - Ale losy każdy sam już ciągnie. Żeby później na papugę nie było - opowiada.

Jak już pisaliśmy wcześniej, w kwietniu strażnik miejski uznał, że Piotr Bot handluje bez zezwolenia. Chciał wystawić mandat w wysokości 300 zł. Ten jednak go nie przyjął. I tak sprawa znalazła finał w sądzie.

- Kataryniarz to folklor warszawski. Zawsze mu towarzyszy papuga. Czy czynem społecznie szkodliwym jest propagowanie tradycji? Strażnik podszedł do sprawy zbyt formalistycznie - uważa mec. Wojciech Dobkowski, adwokat kataryniarza.

- Przecież ja nie handluję na Starówce rękawiczkami, czapkami czy biustonoszami. Niech sąd rozstrzygnie, czy strażnik miał rację - mówił dziennikarzom pan Piotr.

Na rozprawie przedstawił zgodę Zarządu Terenów Publicznych ze Śródmieścia na swoją działalność - przemieszczanie się z instrumentem po Starówce i Mariensztacie. Miał też pismo burmistrza dzielnicy z 2008 r., że może być "wyposażony we wróżby, horoskopy i losy". - Te pisma dają mi przeświadczenie, że działam legalnie. Już po zajściu zwróciłem się do ZTP o wyjaśnienie sprawy - tłumaczył sędziemu. Dodał, że ma zarejestrowaną jednoosobową działalność gospodarczą i płaci podatki, że wcześniej kontrolowali go pracownicy ZTP, urzędu dzielnicy, a nawet straż miejska. I nikt nie zarzucił mu, że działa nielegalnie. Aż do kwietnia, kiedy trafił na strażnika formalistę.

Andrzej Pawlak, oskarżyciel posiłkowy straży miejskiej, był jednak nieugięty. - Podtrzymuję wniosek o ukaranie obwinionego. Na Rynku Starego Miasta sprzedawał z wózka sztuczną biżuterię, diabełki, wisiorki, figurki - wyliczał.

- Te wszystkie rzeczy to fanty do losów. Każdy może sprawdzić swoje szczęście u kataryniarza - przekonywał Piotr Bot.

- Czy wystąpił pan o zgodę do ZTP o wyznaczenie stanowiska handlowego na Starym Mieście? - nie odpuszczał oskarżyciel posiłkowy.

Piotr Bot bez wahania odparł: - Handlem nie jestem zainteresowany. Prowadzę działalność kataryniarską.

- A co, jeśli któryś z turystów chce kupić te pamiątki? - zapytał kataryniarza jego adwokat.

- Odpowiadam, że trzeba wyciągnąć los i mieć szczęście.

Wczoraj nie było finału tego niecodziennego sporu. Piot Bot będzie musiał pofatygować się do sądu przynajmniej jeszcze raz. Sędzia odroczył sprawę do 22 stycznia. Wnioskował o to oskarżyciel posiłkowy straży miejskiej. Dlaczego? Oskarżyciel zasugerował, że trzeba by przesłuchać Pawła Jareckiego, strażnika, który w kwietniu chciał wystawić kataryniarzowi mandat. Wczoraj nie było go w sądzie. Akurat w dniu rozprawy wziął jeden dzień urlopu.

Zobacz także
Komentarze (40)
Zaloguj się
  • panchuck

    Oceniono 123 razy 119

    strazy miejskiej trzeba sie ewidentnie pozbyt, przestani juz działac w służbie obywateli. straz miejska to "wrzod na dupie" obywateli.

  • vald

    Oceniono 97 razy 95

    Ludzie , tam w sądzie powinien być od razu lekarz i dwóch pielęgniarzy w celu zabrania strażników - tego posiłkowego i i tego drugiego co to akurat wziął urlop, na badania. Niech ktoś powie gdzie jeszcze jest tak na świecie? czy tylko my mamy takich mądrali

  • exhumed

    Oceniono 80 razy 78

    własnie takich "bandytów" umie karać nasze państwo
    gościu dostanie większą karę niż pan słowik z pruszkowa...
    no comments bo się nóż w kieszeni otwiera, a swoją drogą tak jak ktoś już napisał: straż miejska to wrzód na d... obywateli

  • popijajac_piwo

    Oceniono 69 razy 67

    "Akurat w dniu rozprawy wziął jeden dzień urlopu"... A podatnicy płącą za pracę sądu i beznadziejnego strażnika...

  • dariusz22

    Oceniono 58 razy 56

    Paranoja jest gola jak spiewala dawno temu Kora. Mysle ze ta sprawa jest najlepszym komentarzem do stanu naszego panstwa, sadownictwa i wszelkich innych instytucji.

  • kwiecien45

    Oceniono 57 razy 55

    Kto wreszcie pójdzie po rozum do głowy i zlikwiduje ten kosztowny balast jakim jest Straż Miejska. Już sam kontrast pomiędzy tymi wiecznie naburmuszonymi grubasami a życzliwymi i zawsze uczynnymi warszawskimi policjantami jest szokujący.

  • antybiurokrata

    Oceniono 56 razy 54

    Papuga wyraźnie zagraża bezpieczeństwu narodowemu:

    certare.pl/wp/?p=99

  • pucha-tek

    Oceniono 42 razy 42

    Następny dowód na wyjątkową inteligencję pracowników służby miejskiej i sens jej istnienia. Dobrze, że niektóre miasta już zmądrzały i polikwidowały tych ,, spacerowiczy "

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje