Melinę lumpów zmienią w perełkę. Mokotów odzyska zabytek

Słynna willa Arpada Chowańczaka na Mokotowie ma nowego właściciela. Obiecuje on przywrócić jej przedwojenny blask. Jeśli dotrzyma słowa, przypieczętuje sukces obrońców zabytków i urzędników, którzy nie dopuścili do rozbiórki historycznego domu.
Stan budynku z roku na rok był coraz gorszy. Od dawna niezamieszkany, pozbawiony ogrodzenia i ochrony, stał się meliną lumpów. Przypominał o sobie przy okazji kolejnych wybuchających w nim pożarów. Dziś jednak o willi piszemy z innego powodu.

Wokół niej wyrósł tymczasowy parkan, za nim ustawiono budkę dla strażników. Teren oczyszczono z krzaków. Przez otwory w ścianach widać konstrukcje podpierające stropy.

- Willa ma nowego właściciela. Jest bardzo otwarty, chce współpracować. Właśnie wystąpił do nas o wydanie mu zaleceń konserwatorskich, które określą, co może w tym budynku zrobić. Obiekt znajduje się w rejestrze zabytków, więc o jego rozbiórce nie ma mowy - informuje Katarzyna Miłko z Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków.

Piętrowa willa z wysokim dachem stoi przy ul. Morskie Oko, blisko pałacyku Szustrów. W latach 20. XX w. zbudował ją dla siebie król warszawskich kuśnierzy Arpad Chowańczak.

Willa Chowańczaka z czasów świetności Fot. ze zbiorów Tadeusza Świątka, z książki Jerzego Kasprzyckiego "Korzenie miasta", tom IV, Veda, Warszawa 1999 r.

Mimo dewastacji dom zachował do dziś ślady dawnej urody: kolumnowy ganek, narożną loggię, wewnętrzne schody z kutymi balustradami. Zdaniem historyka sztuki prof. Waldemara Baraniewskiego ma niekwestionowaną wartość artystyczną i historyczną. Jest przykładem tzw. redukcyjnego klasycyzmu - trzeciego, obok stylu dworkowego i modernizmu, kierunku międzywojennej architektury. W 1944 r. był powstańczą redutą. O willi znów stało się głośno blisko dziesięć lat temu, gdy spadkobiercy Chowańczaka po odzyskaniu nieruchomości sprzedali ją spółce Candela, a ta postanowiła zburzyć dom i wybudować apartamentowiec.

Przeciwni temu byli naczelny architekt miasta Michał Borowski i stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka, ale inwestorowi sprzyjał ówczesny wojewódzki konserwator Ryszard Głowacz. Odmówił wpisania willi do rejestru (błysnął kuriozalnym pomysłem, by ją rozebrać i odbudować w innym miejscu). Decyzja ta wywołała protesty historyków architektury i varsavianistów, a Ministerstwo Kultury ją uchyliło. Budynek w rejestrze umieściła w 2010 r. następczyni Głowacza - Barbara Jezierska. W tym samym roku miasto przyjęło plan miejscowy, gdzie również zapisano ochronę domu Chowańczaka. Wtedy miał on już innego właściciela. Candela sprzedała go hiszpańskiemu deweloperowi Torca W, który wcześniej nabył sąsiednie działki i zburzył na nich dwie wille. To samo chciał zrobić z domem króla futer, by budować biurowce. Objęcie willi ochroną pokrzyżowało te plany. Na początku 2012 r. Hiszpanie wystawili swoje parcele na sprzedaż.

Kupiła je spółka AP Projekty z Konstancina-Jeziorny. Należy do Andrzeja Piliszka, szefa firmy deweloperskiej Myoni, znanej z budowy apartamentowców w Warszawie i Gdyni. Nowy właściciel deklaruje przywrócenie willi przedwojennej świetności. Twierdzi, że namówiła go na to żona - miłośniczka zabytków.

- Nie tkniemy elewacji, zachowamy ściany nośne, klatkę schodową i inne elementy. Nie zmienimy bryły domu. Odtworzymy spalone okna i drzwi. Na podstawie starych zdjęć przywrócimy dawny kształt dachu z lukarnami - obiecuje Andrzej Piliszek.

Nie ma jeszcze pozwolenia na budowę, chcąc więc zabezpieczyć zabytkowy dom przed zimą, musiał wystarać się o decyzję nadzoru budowlanego nakazującą mu wykonanie tych prac.

- Osuszyłem już piwnice zalewane wcześniej ściekami z sąsiedniego budynku Filmoteki Narodowej. Podparłem przepalone drewniane stropy. Muszą być jak najszybciej wymienione. Trzeba wzmocnić popękane zewnętrzne ściany - wymienia Piliszek. - Z punktu widzenia technicznego ta inwestycja będzie trudna, ekonomicznie nieopłacalna, ale cóż.... Z żoną chcemy tu zamieszkać.

O pozwolenie na budowę zamierza wystąpić w grudniu. Liczy, że urzędnicy wydadzą je szybko, by na wiosnę mógł rozpocząć roboty. W odrestaurowanej willi mają się znaleźć trzy mieszkania: 240-metrowe na parterze, 200-metrowe na piętrze i 170-metrowe na poddaszu. Inwestycja obejmie też pozostałe kupione działki przy Morskim Oku, gdzie mają powstać cztery dwupiętrowe wille z podziemnymi garażami. Deweloper twierdzi, że ma zapewniony kredyt bankowy na realizację przedsięwzięcia i chciałby je skończyć do września 2014 r.

Komentarze (5)
Melinę lumpów zmienią w perełkę. Mokotów odzyska zabytek
Zaloguj się
  • mordred

    Oceniono 11 razy 11

    Mieszkam tuż obok i rzeczywiście zaczęło się dziać w pewnym momencie. Wywalono co dało się i trzeba było wywalić. Teraz zastój i tylko strażnicy się nudzą. Dobrze że pilnują, bo na 100% znalazłoby się paru utalentowanych, chcących zniszczyć co tylko jest do zniszczenia. Z tym, że podpór wewnątrz już nie ma. Przynajmniej na parterze.

  • nordic79

    Oceniono 12 razy 2

    O ile się założymy, że wydarzy się nieprzewidziana katastrofa i willa ulegnie zniszczeniu, a na jej miejscu powstanie dochodowa inwestycja?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX