Skazane na Wrocław. Ministerstwo mówi, gdzie powinny rodzić

22.11.2012 07:00

Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Szpitale położnicze m.in. z Oławy, Trzebnicy, Oleśnicy, Milicza powinny większość pacjentek odsyłać na poród do Wrocławia. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło listę tzw. czynników ryzyka, które wymuszają przekazanie rodzącej pod opiekę lekarzy w lepiej wyposażonych szpitalach.
Na liście tzw. czynników ryzyka związanych z porodem wymieniono kilkadziesiąt pozycji. Znalazły się na niej m.in.: otyłość, niedokrwistość, wcześniejsze cesarskie cięcie, pierwsza ciąża w wieku poniżej 18 lat lub powyżej 35 lat, przynajmniej raz w okresie ciąży stwierdzona gorączka powyżej 38 stopni, ale też wcześniejsze poronienia, ciąża mnoga.

Musieliby odesłać większość pacjentek

- Gdybym brał je pod uwagę, to wszystkie kobiety, które rodziły na moim oddziale w ciągu ostatniego miesiąca, musiałbym odesłać do szpitali we Wrocławiu - mówi dr Robert Owerkowicz, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Oławie.

W ciągu roku w oławskim szpitalu odbywa się około tysiąca porodów. To jedna z popularniejszych placówek w okolicy, przy czym blisko połowę przyjmowanych tu pacjentek stanowią kobiety z Wrocławia, Brzegu, Strzelina i części województwa opolskiego.

Równie popularna jest porodówka w Trzebnicy, w której rodzi się rocznie ponad tysiąc dzieci.

- Według rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia musiałbym odesłać do któregoś ze szpitali we Wrocławiu około 60-70 procent moich pacjentek - mówi dr Witold Skrzypek, ordynator w szpitalu św. Jadwigi w Trzebnicy.

A we Wrocławiu oblężenie

Dlaczego obie placówki muszą odsyłać pacjentki? Bo porodówki w Trzebnicy i Oławie, ale także m.in. w Miliczu i Oleśnicy, mają tylko tzw. pierwszy stopień referencyjności. Wyższy - drugi i trzeci stopień - mają szpitale, w których są rozbudowane oddziały neonatologiczne wyposażone w specjalistyczny sprzęt do opieki nad noworodkami. W dawnym województwie wrocławskim tylko cztery placówki mają takie oddziały, wszystkie są w stolicy Dolnego Śląska: kliniki przy ul. Borowskiej i ul. Chałubińskiego, szpital przy ul. Kamieńskiego oraz na Brochowie.

Jednak wszystkie cztery są oblężone przez pacjentki. W szpitalu przy ul. Kamieńskiego rodzi się rocznie ok. 2,5 tys. dzieci. - Nie mam warunków, aby przyjąć kilkaset kolejnych kobiet. Nie mamy już gdzie przyjmować porodów - mówi dr Janusz Malinowski, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego. - Więcej rodzących wymaga także rozbudowania neonatologii. Na to też nie mam warunków.

Wrocław pyta, czy mają miejsce

Tłok jest także w innych wrocławskich porodówkach.

- Jak mam wysyłać pacjentki do Wrocławia, skoro zdarza się, że z tamtejszych szpitali dzwonią czasem, czy mam miejsca, aby przejąć od nich rodzące kobiety? - mówi dr Owerkowicz z Oławy.

Odpływ pacjentek z mniejszych szpitali może doprowadzić do zamknięcia oddziałów ginekologicznych. - Jeśli będę musiał odesłać 300 z 500 kobiet, to utrzymanie oddziału dla 200 pacjentek będzie zupełnie nieopłacalne - mówi dr Mirosław Tomaszewski ze szpitala w Miliczu.

Dla dobra dzieci

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że nowe przepisy mają przede wszystkim zmniejszyć umieralność niemowląt. - A głównymi przyczynami umieralności niemowląt są choroby okresu okołoporodowego oraz wady rozwojowe - podkreśla Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy resortu zdrowia. - Można im zapobiegać lub minimalizować ich skutki poprzez właściwą opiekę okołoporodową.

Katalog czynników ryzyka ma pomóc w rozpoznaniu ewentualnych zagrożeń. - Konsekwencją jest ocena, na jakim poziomie opieka nad ciężarną kobietą lub rodzącą może być bezpiecznie kontynuowana - dodaje Bąk.

Przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia dodaje, że organizacja opieki zdrowotnej w regionie podlega władzom wojewódzkim.

Jak podpiszą, to zostaną

Tymczasem ginekolodzy szukają sposobów na obejście rozporządzenia. W Oławie pacjentki, którym zależy na porodzie w tamtejszym szpitalu, muszą podpisać oświadczenie, że wiedzą o rozpoznanych u nich czynnikach ryzyka, ale nie chcą jechać rodzić do Wrocławia.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (18)
Zaloguj się
  • yacop

    Oceniono 3 razy 3

    Poprawić warunki w pozostałych jednostach polepszając tym samym stopień referencyjności i problem rozwiązany.

  • mario-radyja

    0

    Polska to jest jakiś obszar klęski cywilizacyjnej.

    Z jednej strony wiemy, że rodzi się za mało dzieci, a z drugiej szpitale są przepełnione, mają za mało miejsc, albo muszą likwidować oddziały.

    Polacy, żeby rodzić, muszą wyjeżdżać za granicę.

    O co w tym wszystkim chodzi?

  • didja

    0

    Pytam zupełnie poważnie: jaki związek ma jednorazowa temperatura 38,5 w np. 5 miesiącu ciąży z wysokim ryzykiem dla noworodka?

    A druga rzecz: czy jeśli uważamy za czynnik wysokiego ryzyka ciążę mnogą albo jednorazową temperaturę, to czy te kobiety na wrocławskich porodówkach:
    a) będą miały hurtem cesarkę?
    b) wszystkie dostaną znieczulenie, jeśli nie będzie cc?
    c) wszystkie będą miały zapewnione podwyższone standardy pobytu, w tym bezustanną realną opiekę przez cały czas porodu i okresu poporodowego, bez standardowego "pani zawoła, jak coś się będzie działo"? I jak, jeśli obsada medyczna zostanie taka sama?

    Jeśli porodówki z Wrocławia zostaną zawalone rodzącymi, które miały raz w czasie ciąży wysoką temperaturę, to na jakiej podstawie będzie później segregacja przyjęć? Jeśli szpital najwyższego stopnia referencyjności, przyjmujący najcięższe przypadki, zamiast przyjąć 10 pacjentek zwykłych i 4 z poważnymi powikłaniami, których nie przyjmie nikt inny - nagle będzie miał 10 zwykłych, 4 pacjentki poważnie powikłane i 40 z bliźniakami i temperaturą, która wystąpiła raz, w 5. miesiącu ciąży? Teoretycznie priorytetowa opieka będzie dla tych czterech, bo tam może być wysokie ryzyko zagrożenia zdrowia i życia - a co z tymi 40-stoma? Jak karetki będą się błąkać od szpitala do szpitala, to o ile wzrośnie ryzyko dla noworodka w stosunku do faktu jego spokojnych narodzin w Trzebnicy czy Miliczu?

    Poza tym z własnego doświadczenia wiem, że pacjentka podwyższonego ryzyka jest odsyłana z ginekologii w Miliczu, więc w przypadku porodów lekarze są w stanie ocenić, czy taka pacjentka "mieści się w ich kompetencjach", nie trzeba zarządzeń nt. gorączki.

    Swoją drogą - czy jeśli temperatura skoczy pacjentce ze stresu, bo kobieta dowie się, że z powodu ciąży szef zapowiedział brak możliwości pracy po macierzyńskim, albo dlatego, że pacjentka musiała wyłożyć na badania kilkaset złotych, bo na NFZ nie ma miejsc do 2016 - to też taka temperatura staje się czynnikiem wysokiego ryzyka?

    A może tu chodzi o czynnik polityczno-finansowy? Były dwie ginekologie, dwa komplety stanowisk itd. Pewne animozje też były. Teraz wszystko jest w jednym molochu. Może chodzi o podkładkę do stworzenia nowej kliniki i obsadzenia chwilowy brakujących etatów? Ale do tego trzeba "zassać" fundusze z rynku?

  • zenblue1

    Oceniono 1 raz -1

    A doktor G. w jakim szpitalu pracuje? Tym lepiej czy gorzej wyposażonym?

  • stan-1

    Oceniono 3 razy 3

    "Tłok jest także w innych wrocławskich porodówkach."

    To dołożyć im pacjentek, może się rozluźni!

  • atrynity

    Oceniono 15 razy 15

    jakby jednakowoż pan "dziennikarz" dodał kilka faktów - np statystyki śmiertelności niemowląt w poszczególnych szpitalach, żeby ludzie mogli sobie wyrobić pogląd jakie to w ogóle ma uzasadnienie logiczne, a nie takie półprawdy i niedopowiedzenia....

  • laksmana

    Oceniono 7 razy 7

    Jak polskie szpitale tak sobie radzą z ujemnym przyrostem naturalnym, to co będzie, jak "polityka prorodzinna" zacznie w końcu działać?

  • moyokoyani

    Oceniono 6 razy 4

    Ministerstwo Połogu.

  • andrzej.rokosz

    Oceniono 14 razy 10

    Finansista amator, Rostowski wydał kolejne bzdurne zalecenie dotyczące oszczędzania, a w ministerstwie zdrowia posłuszny Arłukowicz wymyślił ideologię.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje