"To nie strach, to emocje". 192 m nad ziemią [WIDEO]

02.11.2012 08:00
Paweł Kiljański i Krzysztof Rogulski wchodzą do podnośnika. Do chodnika mają 192 metry. Efektem ich pracy jest zwieńczenie najwyższego apartamentowca w Unii Europejskiej - drapacza chmur Złota 44
Kiedy kilka dni temu na apartamentowcu zawisła wiecha, media obiegły niesamowite zdjęcia: dwóch mężczyzn w kaskach na metalowej konstrukcji, a za nimi w dole Złote Tarasy, Marriott, Filtry, dalej Mokotów, Warszawa aż po horyzont.

Ta konstrukcja to symboliczny dziób orła wzbijającego się do lotu, jak o formie swojego wieżowca opowiadał projektant, architekt Daniel Libeskind.

Mężczyźni to "szczytowcy", pracownicy firmy wysokościowej Avibex. O tym dziobie w narożniku Złotej 44 mówią: "steel peak". Umawiamy się z nimi, żeby poczuć emocje na szczycie. Razem wjeżdżamy na górę.

Zapinają pasy, uprząż. Mają sprzęt jak himalaiści, tylko zamiast czekana biorą w rękę klucz dynamometryczny o wielkości i wadze mieczy grunwaldzkich. Skręcają nim śruby, łączą stalowe belki.

Szczytowcy 50+

Do kosza podnośnika wchodzą Paweł Kiljański (53 lata) i Krzysztof Rogulski (58 lat). Pozostałych pięciu kolegów obsługuje podnośnik, asekuruje ich, dostarcza potrzebne materiały. Wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Mówią: - Praca zespołowa, w której wszyscy muszą na sobie polegać.

- Pracownicy są zaczepieni w trzech punktach. Oprócz osobistej linki bezpieczeństwa przywiązywanej do konstrukcji w górze widać bęben z autoblokiem, który działa jak bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa w samochodach. Jeśli zaczyna się upadek, urządzenie się blokuje i pracownik zawisa w powietrzu. Stalową linkę mocujemy do pasów. To daje prawie 100-procentowe bezpieczeństwo - mówi inż. Wojciech Masewicz, dyrektor Avibeksu (59 lat).

- Zawsze jest jakiś procent ryzyka. Mogą się przecież zdarzyć pomyłki czy awaria sprzętu - przypomina Krzysztof Rogulski.

- 100-procentowego bezpieczeństwa nie ma nigdy - pociesza się (i wszystkich) Paweł Kiljański.

Na samą górę i na stalowe belki Złotej 44 wchodzą akurat ci szczytowcy, którzy w danym dniu są w najlepszej formie. Rogulski: - Każdy ma lepsze i słabsze dni. Ciśnienie nie takie. Kiljański: - Ból głowy, zęba czy akurat wstanie lewą nogą z łóżka.

Twierdzą zgodnie, że nie wolno owijać w bawełnę, ukrywać prawdy, bo to oznacza zagrożenie dla siebie i innych.

Szczytowcy wszystkie narzędzia mają na "smyczy". Nie może się powtórzyć taka sytuacja, jak na budowie wysokościowca Rondo 1 przy rondzie ONZ. Niefrasobliwemu robotnikowi wyleciał z ręki młotek. Na szczęście żaden przechodzień nie dostał w głowę.

- Pod spodem "steel peaka" rozciągamy też siatkę, bo przecież śruba czy nakrętka przy montażu zawsze może wylecieć z ręki - zauważa Kiljański.

W grupie jest wielu pracowników w wieku 50 plus. Oni "tańczą" w najtrudniejszej robocie pod chmurami. - Najważniejsze są wyszkolenie, doświadczenie i predyspozycje psychiczne, a młodym zwykle jakiegoś elementu tej układanki brakuje. W naszym wieku nie odczuwamy już potrzeby gwiazdorzenia, chodzi o to, by pracę wykonać bezpiecznie. Młodzi ludzie, zwłaszcza jeśli trafi się widownia płci odmiennej, bardziej są zajęci podkręcaniem wąsa niż procedurami bezpieczeństwa. Muszą najpierw przejść okres czeladnictwa, uczenia się. Zaczynają od podawania klucza. Są obserwowani przez kolegów, którzy oceniają, czy nadają się do bardziej kwalifikowanej pracy. Bo przecież potem zdrowie i życie siwego lidera zależy od kolegi. A jeśli młody ma fiu-bździu w głowie, jest zagrożeniem dla wszystkich - wyjaśnia dyr. Masewicz.

Ogląda i podpisuje: OK

Przy każdej śrubie stalowej konstrukcji widać różne znaczki w kilku kolorach. Najpierw kropkę czy swojego ptaszka odhacza ten, który skręcał. Potem montaż sprawdza kolega. Drugi znaczek. Kolejna kontrola kolegi z zespołu - trzecia parafka. Na samym końcu inspektor nadzoru ogląda i podpisuje: OK.

Szczytowcy nie udają, że mają nerwy ze stali, wiedzą, jak łatwo o błąd, który może się skończyć tragicznie. - Zawsze jest pewna obawa. To nie strach, tylko instynkt samozachowawczy. Bez niego nie nadawałbym się do tej pracy - mówi Kiljański. Ale przyznaje, że panorama Warszawy z wysokości 192 m wciąż robi na nim wrażenie. Wspomina swój pierwszy raz - naprawdę wysokie wejście na komin elektrociepłowni w Łodzi. - 240 m wysokości, paskudna pogoda jak teraz, 16 lat temu. Trudna była też wymiana klimatyzatorów we wrześniu tego roku na dachu wieżowca Orco Tower na wprost Marriotta, przyleciały helikopterem.

- Wielkie emocje to były za pierwszym razem. Teraz jestem już w firmie 25 lat - mówi Rogulski. Wylicza, gdzie pracował: montaż anten na Pałacu Kultury ("w tej iglicy gwiżdże jak w kominie"), roboty na dachu Błękitnego Wieżowca, dawnych hotelach Warszawa i Forum, na Siekierkach.

Szef Avibeksu mówi, że jest święta zasada, której hołduje. - Kiedy pracownicy mówią: mamy dość, jesteśmy zmęczeni, to schodzą. A ja nie naciskam. Oni są jak kapitan samolotu. Kiedy mówią: lądujemy - to jest święte. Żony moich pracowników czasem narzekają. Pytają: co im pan zrobił? Normalni faceci rozmawiają o piłce nożnej, o samochodach. A oni wracają do domu i w kółko gadają o robocie.

Na ostatnim piętrze Złotej 44 ze "steel peakiem" powstanie dwupoziomowy penthouse. Cena do negocjacji - ok. 20 mln zł. Kto trafił kumulację w lotto 30 mln zł, może rozważyć. Wystarczy nawet na meble.

Zobacz także
Komentarze (6)
Zaloguj się
  • stavage

    Oceniono 12 razy 0

    Jaki najwyższy apartamentowiec w UE??? To nawet w Polsce, we Wrocławiu jest wyższy - Sky Tower (212 m). Jest jeszcze w Londynie jeszcze wyższy...

  • tenare

    Oceniono 5 razy -3

    Teraz oni montują podsłuchy dla Tuska.
    Przedtem Tusk sam montował podsłuchy na kominach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje