Związywały dzieci pieluchami i becikami. W prywatnym żłobku

15.10.2012 14:36
Brama żłobka przy ul. Lipowej

Brama żłobka przy ul. Lipowej (Fot. Joanna Dzikowska)

- W piątek policja kazała nam zabierać dzieci - opowiada jedna z matek. W sobotę na komendzie miejskiej pokazano jej zdjęcia związanego synka. - Były też filmy. Nawet policjantka podczas ich oglądania płakała.
Rodzice podejrzewali, że w żłobku dzieje się coś niedobrego. - Mój synek stał się bardzo nerwowy, budził się w nocy, krzyczał i jakoś dziwne podnosił do góry rączki. Nigdy wcześniej tego nie robił - opowiada pani Agnieszka, mama dwuletniego Oliwiera.

Do żłobka Zaczarowana Kraina Puchatka przy Alei Lipowej we Wrocławiu wysłała dziecko w czerwcu tego roku. - Nie mogę uwierzyć, że przez pół roku mój synek przeżywał taki koszmar, a ja mu nie pomogłam - mówi matka.

Dodaje, że wszyscy rodzice coś podejrzewali. - Nie wpuszczano nas do środka. Kiedy mąż chciał wejść, powiedziano mu, żeby tego nie robił, bo przestraszy dzieci - relacjonuje kobieta.

Inna matka opowiada, że kiedy poprosiła opiekunkę o zrobienie dziecku kilku zdjęć podczas zabawy, jej przełożona, prywatnie siostra właścicielki żłobka, zrobiła awanturę. - Nie wolno robić żadnych zdjęć. Mamy jeden żłobkowy aparat i to wystarczy - krzyczała.

Poza problemami psychicznymi były też fizyczne. Dzieci chorowały: ciągłe wymioty, biegunki. - Wmawiano nam, że to grypa jelitowa. Teraz się okazało, że dawano im spleśniałe jedzenie - denerwuje się matka.

A inna dopowiada: - Mój syn wychudł. Przestał jeść. Teraz już wiem, dlaczego. Dowiedziałam się, że wmuszano w niego jedzenie, a to, co wypluł czy zwymiotował, wpychano mu z powrotem do buzi.

Udało nam się porozmawiać z dwiema opiekunkami, które pracowały w żłobku. Potwierdziły, że dzieci były wiązane i przymuszane do jedzenia. Tłumaczą, że w ten sposób kazała im postępować siostra właścicielki, Magda. - Wmawiała nam, że tylko związane dzieci czują się bezpiecznie i jeśli ich nie zwiążemy, to nie zasną. Do dziś po nocach śnią mi się ich wrzaski, mam ogromne wyrzuty sumienia - mówi jedna z opiekunek.

Małgorzata Klaus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu: - Dwie osoby, właścicielka żłobka i jej siostra, usłyszały zarzuty znęcania się nad dziećmi w terminie od 3 września do 12 października. W tym czasie krępowały im ręce becikami i pieluchami, przywiązywały do krzesełek lub do łóżeczek.

Dodaje, że dzieciom kazano też leżeć na samych szczebelkach łóżeczka, bez materaca. Wmuszano w nie jedzenie. Podczas karmienia opiekunki trzymały je za nogi i ręce i zatykały nos. Kiedy dzieci zaczynały się dusić, otwierały buzię, a opiekunki wciskały im jedzenie.

Do żłobka uczęszczały dzieci w wieku od 6 miesięcy do 2 lat. W sumie było ich około 20. Zawiadomienie o przestępstwie złożył ojciec jednego z maluchów.

Prokuratura ma zdjęcia i filmy, na których widać, jak opiekunki znęcają się nad dziewiątką dzieci. Ale być może poszkodowanych jest więcej.

Opiekunki, które opowiadają o tym, co działo się w żłobku, twierdzą, że sytuacja trwała od początku działania placówki, czyli od czerwca tego roku.

Wszystkie zostały już przesłuchane przez policję.

- Rodzice mają do nas żal, że nie powiedziałyśmy im o wszystkim wcześniej. Ale powinni nas zrozumieć: na początku bałyśmy się przeciwstawić w obawie przed utratą pracy. Potem już same chciałyśmy odejść. Tylko że w ten sposób nic by się w żłobku nie zmieniło. Postanowiłyśmy najpierw zebrać dowody, które obciążą Magdę i Sylwię - tłumaczą.

Właśnie te dowody - zdjęcia i filmy - przekazały najpierw jednemu z rodziców, który złożył zawiadomienie o przestępstwie.

Placówka - oficjalnie będąca "punktem żłobkowo-przedszkolnym" - nie była zgłoszona w miejskim rejestrze żłobków, co oznacza, że miasto nie miało nad nią żadnego nadzoru. To była działalność gospodarcza.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (183)
Zaloguj się
  • deylano

    0

    ojej:( co za świat... zgadzam się, podgląd internetowy to obecne coś wspaniałego, ale to trochę chore, że nie ma już ludzi, którym można zaufać, że zaopiekują się dziećmi szczególnie, że się płaci... ja polecam żłobek Montessori, a konkretnie taki jak wesolekoziolki.pl bo jest po prostu przecudowny!

  • brzdaciq

    0

    ojej:( co za świat... zgadzam się, podgląd internetowy to obecne coś wspaniałego, ale to trochę chore, że nie ma już ludzi, którym można zaufać, że zaopiekują się dziećmi szczególnie, że się płaci... ja polecam żłobek Montessori, a konkretnie taki jak wesolekoziolki.pl bo jest po prostu przecudowny!

  • brzdaciq

    0

    ojej:( co za świat... zgadzam się, podgląd internetowy to obecne coś wspaniałego, ale to trochę chore, że nie ma już ludzi, którym można zaufać, że zaopiekują się dziećmi szczególnie, że się płaci... ja polecam żłobek Montessori, a konkretnie taki jak wesolekoziolki.pl bo jest po prostu przecudowny!

  • kobrakrak

    0

    Idziesz do przedszkola czy żłobka, gdy pytasz z troski o dziecko zawsze ta sama śpiewka, tak jadło, tak było grzeczne tak super się bawiło,, o co zapytasz dostajesz odpowiedzi takie jakbyś chciała usłyszeć, jedyne co obserwacja dziecka i jeśli dziecko mówi mama bo chłopczyk mnie bije czy dziewczynka czy pani krzyczy, dziecko tego sobie nie wymyśla trzeba reagować,, gdy moja córka 3 letnia powiedziała to i owo od razu poszłam..
    zapytałam innych mam o reakcję ich dzieci i moje obawy się potwierdziły, nikt nie będzie popychać mojego dziecka.. o nie !!!!

  • jaccaranda

    0

    Na miejscu opiekunek, które zostały nagrane schowałabym się gdzieś głęboko pod ziemią, bo ja nie wiem jak zachowałabym się gdyby to moje dziecko zostało tak potraktowane.

  • sonia_siemionowna

    0

    W Polsce punkt przedszkolny może otworzyć każdy. Nawet pedofil. Pod rozwagę.

  • sonia_siemionowna

    0

    No nie. Strach przed utrata pracy nie może usprawiedliwiać bierności. Cechą polskiego społeczeństwa jest strach rpzed wychylaniem się, oportunizm i chronienie swojej d**y za wszelką cenę. I tu szukałabym przyczyn zachowania pań opiekunek. Człowiek, który ma kręgosłup moralny nie będzie torturował dzieci.

  • sueellen

    0

    Wlasnie zapisalam swoja corke do przedszkola. Wybierajac placowke kierowalam sie raportem OFSTED - oficjalnym raportem ministerialnym WB. Wyniki bez zarzutu. Moja Mloda zaczyna od stycznia ale juz od 7 listopada bedzie przychodzila raz w tygodniu na dwie godziny Z RODZICEM by sie przyzwyczaila do placowki i opiekunow. Rodzic ma prawo wejsc kiedy chce a w pierwszych tygodniach jego obecnosc jest absolutnie konieczna jesli tylko dziecko zaczyna plakac. Nie wyobrazam sobie inaczej. Gdyby mi ktos powiedzial, ze nie moge wejsc, od razu naslalabym kontrole ewentualnie weszla sila i zabrala dziecko.

    Niecodziennik Matki Polki
    abotak.com/

  • felicjan.dulski

    Oceniono 2 razy -2

    Znamy takie przypadki. Prywatny właściciel, jak wiadomo działa ekonomicznie. Nie marnuje środków. Zatrudnił prawdopodobnie dwie emerytki, babcie po sześćdziesiątce płacąc im za ćwierć, no może pól etatu. Kobiety radziły sobie z gromadką kilkunastu dzieci tak, jak tylko mogły. W końcu bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze. Bez przesady z tą, jak to się teraz modnie mówi, traumą u dzieci. W krajach dalekiego wschodu (Chiny , Japonia) małe dzieci chodzą po ulicy przywiązane do rodziców (w uprzęży) i jakoś im to nie przeszkadza, a wyrastają na przyszłych menadżerów (nadzorców polskiej siły roboczej). U nas jest pogląd, że lepiej niech kosiarka nóżkę czy rączkę utnie, albo auto niech przejedzie, ale dziecka nie wypada skrępować czy uwiązać. No ale to taka złośliwa dygresja. Niemniej jednak niniejszy przypadek to kolejny argument za tym, że prywatne znaczy lepsze (poprzedni to było gimnazjum w Lubinie).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje