Cesarka za późno, lekarz oskarżony. Dziewczynka mogła żyć?

03.09.2012
Szpital w Pińczowie

Szpital w Pińczowie (Fot. Jarosław Kubalski / Agencja)

Prokuratura Rejonowa w Pińczowie oskarżyła ginekologa z miejscowego szpitala. Zdaniem śledczych lekarz mimo alarmujących wyników badań zbyt późno zlecił wykonanie cesarskiego cięcia. Dziewczynka urodziła się martwa.
- Nikt nie zdaje sobie z sprawy z tego, jak bardzo przeżywam tę tragedię. Przez dziewięć miesięcy oczekuje się narodzin upragnionego dziecka, a w jednej chwili czar pryska jak bańka mydlana - opowiada mama zmarłej dziewczynki. Prosi o niepodawanie imienia i nazwiska.

Jej córeczka miała przyjść na świat pod koniec 2010 roku. Lekarz prowadzący ciążę zapewniał, że wszystkie wyniki są prawidłowe. Sytuacja skomplikowała się w listopadzie, w 37. tygodniu ciąży. - Tego feralnego dnia przestałam czuć ruchy dziecka. Natychmiast zgłosiłam się na oddział do szpitala w Pińczowie. Opiekę nade mną przejął inny lekarz, który twierdził, że nic złego się nie dzieje - opowiada kobieta.

I dodaje, że decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia podjęto dopiero po kilku godzinach, kiedy doszło do całkowitego zaniku tętna dziecka. - Dziewczynka urodziła się martwa. Lekarze zapewniali mnie, że zrobili wszystko, co było możliwe. Nie wiedzieli, dlaczego tak się stało - mówi. Przeprowadzona sekcja zwłok również nie wykazała żadnych nieprawidłowości.

Zrozpaczona matka zgłosiła sprawę do Prokuratury Rejonowej w Pińczowie. Procedurom przyglądali się biegli z Lublina i Krakowa. - W maju prokuratura skierowała przeciwko lekarzowi akt oskarżenia. Zdaniem biegłych zbyt późno podjął decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Miał wyniki badań, które wskazywały na konieczność wykonania go wcześniej - informuje Sławomir Mielniczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Według śledczych ginekolog z pińczowskiego szpitala naraził dziecko na niebezpieczeństwo bezpośredniej utraty zdrowia lub życia. - Przez to później nie udało się mu już przywrócić czynności życiowych - mówi Mielniczuk.

Lekarzowi grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, jego proces ruszy na początku września w pińczowskim sądzie.

Bartosz Stemplewski, dyrektor szpitala w Pińczowie, nie chce się wypowiadać na ten temat. - Nie udzielamy informacji. Na razie jeszcze nie udowodniono winy lekarzowi ani szpitalowi - tłumaczy.

Prokuratura przyznaje, że sprawy przeciwko lekarzom o popełnienie przez nich błędów nie należą do łatwych. - Często są niejednoznaczne i trudne dowodowo. Materia jest dość skomplikowana, a oczywistych z dowodowego punktu widzenia spraw jest naprawdę mało - podkreśla Mielniczuk.

Jedna z takich spraw rozpoczęła się w czerwcu przed Sądem Rejonowym w Kielcach. Prokuratura oskarżyła lekarza i instrumentariuszkę ze Świętokrzyskiego Centrum Matki i Noworodka przy ul. Prostej w Kielcach o to, że narazili na niebezpieczeństwo pacjentkę. Kobieta pięć lat temu miała wykonywane w tym szpitalu cesarskie cięcie. Po kilku miesiącach w jej brzuchu znaleziono chustę chirurgiczną. Biegli z Łodzi zasugerowali, że pacjentka mogła ją połknąć. Teorię obalili biegli z Wrocławia, którzy stwierdzili, że chusta została wszyta prawdopodobnie podczas zabiegu. Dopiero na tej podstawie udało się sporządzić akt oskarżenia.