Pracowniczka hipsterskiej knajpy o pierwszym dniu pracy: Przyszłam i nic. Kompletnie nic [POLSKA OD KUCHNI]

Ania* chciała pracować jako kelnerka w jednym z najmodniejszych warszawskich lokali. Z przyjęciem nie było żadnego problemu - decyzja o zatrudnieniu zapadła z godziny na godzinę. Ale potem... Ania opowiada nam, jak wyglądały początki w nowej pracy i dlaczego zrezygnowała po trzech dniach.
Y** to chyba najbardziej oblegany warszawski lokal. Jak tam trafiłaś?

Chciałam iść tam, gdzie można dużo zarobić. Bycie kelnerką kojarzy się z fajną pracą i dobrymi zarobkami. Ja specjalnie wybrałam klub w centrum, który cieszy się ogromną popularnością. Myślałam: fajni ludzie, fajny klimat.

Moje CV wyglądało tak: szkoła, jaką skończyłam, studia, na jakie się właśnie dostałam, i co lubię robić. I tyle. Żadnych książeczek sanepidu, żadnych szkoleń, nic. Weszłam, żeby zapytać, czy kogoś szukają. Popatrzyli na mnie, powiedzieli, że się odezwą. I już dwie godziny później telefon, żebym przyszła następnego dnia. To przyszłam.

Jak wyglądał pierwszy dzień w pracy? Przyszłaś i co?

I nic. Kompletnie nic. A ja nie miałam żadnego doświadczenia. Było widać, że nigdy nigdzie nie pracowałam. Nigdy nie miałam terminalu w ręku, nigdy nie nabijałam rachunków na kasę.

Pierwszy dzień to był piątek, dzień próbny. Przyszłam, dali mi tacę i powiedzieli: "Masz zbierać brudne talerze". No, to ją wzięłam i jak widzę, że ktoś skończył, to zbieram. I zaczęły się problemy, bo tacka wielkości dłoni, trudno wszystko na niej zmieścić, a tam i alkohol sprzedawano, i jedzenie... Nie umiałam jej dobrze trzymać, ręka mi się trzęsła. I co się dzieje? Podchodzi właściciel i zaczyna mnie opierdzielać. Ja przepraszam pana bardzo, ale ja nie wiem, jak ja mam to robić!

Jakoś tak po godzinie zaczęłam trochę ogarniać. Tylko czasem właściciel za mną chodził i się na mnie wydzierał. Ale dobra, trudno, robiłam swoje.

I tak cały dzień?

Nie. Jak zaczęła się pora obiadowa, to powiedziano mi, że mam iść za bar. Ale ja nie mam pojęcia, jakie tam są napoje, nie mam pojęcia o winach! A tam miało być tak, że głównie wina. Nic mi nikt nie mówi, niczego nie tłumaczy. Nie wiem nawet, kto kim jest, kto jest kierownikiem, kto ma co robić. Nikt nie ma czasu mi o tym opowiadać. Za to wszystko ma być szybko podane, kelnerzy zapierdzielają...

Potem dowiedziałam się, że mam donosić różne rzeczy na wystawę. Bo zabrakło jakichś sufletów. I ktoś się drze: "Gdzie te suflety?! Idź po suflety!". Poszłam do spiżarni, gdzie wcześniej też nie byłam, jest tam multum rzeczy, nie wiem, co gdzie leży... W końcu znalazłam suflety w zamrażarce - wyciągam je spięta, że zaraz mnie wszyscy pozabijają, kładę szybko na wystawę i słyszę "Gdzie na wystawę! Jak na wystawę! Przecież one są zamrożone". I OK. Wiadomo, źle zrobiłam, to oczywiste, ale byłam już w takim stresie, a tu znowu opierdziel.

Doszliśmy do takiej godziny, że ludzie zaczęli już kupować wino. I były niezłe jazdy. Bo ja nie mam pojęcia o winach. Nikt mi nic nie powiedział. No, to sobie coś tam nalewałam.

Dostałaś jakąś umowę do podpisania? Bo, jak rozumiem, po dniu próbnym automatycznie cię przyjęli?

Umowę dali mi jeszcze w czasie dnia próbnego. Przez chwilę nikogo nie obsługiwałam, to oni: "Chodź tu na dół, to ci damy umowę, weź ją sobie do domu, wypełnij i przyniesiesz nam z powrotem". OK, nigdy nie podpisywałam żadnej umowy, to chciałam ją sobie przejrzeć. I potem wszyscy o tym zapomnieli. Właściwie można powiedzieć, że pracowałam na lewo.

Drugiego dnia było chyba już łatwiej?

Drugiego dnia stałam za barem, żeby się tych nazw jakoś nauczyć i to ogarnąć. Ale największy problem był trzeciego dnia, bo zrobili za mnie kelnerkę. Jak tylko weszłam, to oni znowu: "Szybko, szybko, szybko". Dali mi tę tackę, którą się nie umiem posługiwać. Nie znam menu, bo nikt mi go nie dał, nie znam win, nie znam cen, nie wiem, jak się zwracać do klientów, bo wtedy to był pierwszy raz, jak miałam styczność z ludźmi w takiej roli, nie wiem, jak się posługiwać kartą, jak terminalami. Nie mam pojęcia, a słyszę od kierowniczki: "Raz, raz, raz, ja ci szybko pokażę na jednym kliencie, chodź ze mną". I najlepsze jest to, że ta kierowniczka źle mi pokazała, jak obsługiwać terminal.

I tyle, jeśli chodzi o szkolenie. Poszłam do klientów i zapierdzielałam wte i wewte i nie było miło. Ludzie się strasznie na mnie denerwowali, raz chcieli wzywać kierownika. Jakieś głupie sytuacje. I przez cały czas wydawałam paragony odwrotnie, tak jak mnie nauczyła ta kierowniczka. Nie wiedziałam, że mam patrzeć i sprawdzać, który to kopia.

Było nerwowo?

Ogromny stres. Jak jesteś w takiej roli, to czujesz, że powinieneś ogarniać, co się dzieje i wszyscy tego od ciebie oczekują. Sama w podobnej sytuacji bym tego wymagała. I czujesz się jak debil, bo robisz coś źle, masz tego świadomość, ale nie masz pojęcia, jak to zrobić dobrze. Nikt cię nie nauczył.

Były takie głupie rzeczy jak podawanie kawy. Jak brałam za ten spodek, to mi się wszystko trzęsło, ludzie się na mnie gapili, ale co miałam zrobić? No, nie umiałam.

Na dobre zraziłaś się do gastronomii?

Nie, mam znajomych, którzy lepiej trafili. Moja koleżanka pracowała w knajpie w centrum, też nie miała żadnego doświadczenia, dosłownie z ulicy ją wzięli. Tylko że ona miała jakoś normalnie, najpierw sprzątała podłogę, nie dawali jej zaraz do stolików. Potem sypała jakieś chipsy do misek czy uzupełniała coś tam na półmiskach.

Ja musiałam ogarnąć na wstępie pół sali. To był koszmar. W życiu się nie spodziewałam, że w Y tak będzie, bo wiem, że może być normalnie. A tu zero inwestowania w pracownika.

A pieniądze? Słyszałam, że w Y można naprawdę dużo zarobić.

Dostawałam 7 złotych za godzinę. I napiwki, które były świetne - tak po 50 zł, 75 zł.

Ale mimo to po trzech dniach postanowiłaś tam więcej nie wracać.

Po trzech dniach zadzwoniłam i powiedziałam, że się nie nadaję do tej pracy. Oni powiedzieli, że spoko. Ja sobie umiem poradzić w różnych sytuacjach, ale nie dałam rady. Moja koleżanka też tam była, wytrzymała tydzień. A ta dziewczyna ma bardzo silny charakter. Co się stało? Nie wiem, niosła jakieś muffiny czy coś i ktoś ją przy ludziach zaczął opieprzać i ona nie wytrzymała, rzuciła tymi muffinami o ziemię i wyszła sobie.

Od autorek: Pracowałeś w gastronomii? Masz knajpę? Masz swoją historię? Z uwagą przeczytamy komentarze pod tekstem. Wolisz pozostać zupełnie anonimowy? Napisz na adres: agnieszka.wadolowska@agora.pl

*Imię bohaterki zostało zmienione

** Nazwy lokalu nie podajemy




Więcej o:
Komentarze (364)
Pracowniczka hipsterskiej knajpy o pierwszym dniu pracy: Przyszłam i nic. Kompletnie nic [POLSKA OD KUCHNI]
Zaloguj się
  • rutek75

    Oceniono 371 razy 341

    Polacy! Zaraz o dziewczynie 'gapa;, 'fujara', itd. Popatrzcie gdzie sedno problemu. każdy pracownik przed dopuszczeniem do pracy MUSI przejść badania lekarskie, szkolenie. Dobrym zwyczajem jest też wprowadzić pracownika, zaznajomić z miejscem pracy, sprawdzić, czy posiada odpowiednia wiedzę do wykonywanej pracy i w końcu podpisać umowę o pracę. Takich 'biznesmenów' zatrudniających na gębę u nas jest multum. Odprowadzanie składem za pracownika to dla nich orient.

  • golem_t

    Oceniono 128 razy 120

    Pierwsze skojarzenie po przeczytaniu - film "Zaklęte rewiry". Jest tam na początku taka scena gdy bohater pracuje na zmywaku - i sobie nie radzi. Do pomieszczenia wchodzi właściciel i kiedy to widzi sam staje na miejscu bohatera i pokazuje mu jak ma pracować. Ale tak to było przed wojną ;).

  • pepe310

    Oceniono 143 razy 133

    ludzie..
    ale to co opisane w tym artykule t nie tylko problem li wyłącznie gastronomii. W bardzo wielu branżach szefostwo przyjmujac pracownika szczgólnie młodego bez doświadczenia uwaza, że powien on już wszystko wiedziec, na wszystkim się znać. A gdzie rpzyuczenie do zawodu? gdzie jakaś osoba wprowadzająca? NIE MA. a potem sie dziwią,że młodzi z dnia na dzień rzucają pracę i jeszcze robia wielkie ocvzy bo przecież taka faaajna firma a oni niewdzięcznicy.... to jest największy błąd bo w takiej restauracji po odejściu zfrustrowanej kelnerki bedzie potrzeba przyjecia nowe. I co? nadal będa na niej jeździć jak na kobyle? i znowu odejdzie? i ciągle bedzie problem nowego pracownika, nieprzyuczonego mało wydajnego. Lepiej na spokojnie nauczyć go fachu, lepiej dać mu zarobić w zamian za wydajność i lojalność.

  • sierota79r

    Oceniono 94 razy 92

    a były kiedyś tzw. szkoły zawodowe ....
    Dzisiaj jak ktoś się nigdzie do roboty nie może załapać to trafia do handlu, gdzie na pytanie o cechy sprzedawanego towaru usłyszy najczęściej, "nie wiem, nie jadłem/łam, nie lubię tego więc nie powiem itp. ..."
    Kelnerzy w knajpach to łapanka z ulicy uczniów, studentów itp.
    W tych bardziej się szanujących jakoś przysposobią człeka który nic nie umie, pomogą w pojęciu fachu, pod warunkiem że sami właściciele lub kierownictwo coś umie.
    Niestety Polska rzeczywistość, cięcia, cięcia, oszczędności, brak odpowiedzialności, liczy się tylko kasa pozostająca w portfelu.
    No i zero zasad ...

  • stasieczek5

    Oceniono 61 razy 39

    To przykład jednego (z wielu) problemów polskiej "gastronomii".
    Personel.
    Wiekszości sie wydaje, ze bycie kelnerem to najprostszy ze zawodów. Ot, bierzesz to co ci dadzą w kuchni czy bufecie, podajesz gościowi i ... po sprawie. Aha, jeszcze trzeba gościa skasować.
    Tak więc zarówno tzw. restauratorzy i ich pracownicy myślą, że to praca łatwa, przyjemna no i dochodowa.
    Stąd rozczarowania (jak u tej panienki ), złości i przekleństwa i ogólny bajzel.
    Czy ktos slyszał - w obecnych czasach - szkoleniach z prawdziwego zdarzenia ? Czy ktoś takie szkolenia POTRAFI przeprowadzic i przekazać wiedzę ?
    Pytań całe mnóstwo. Brak odpowiedzi i odpowiedzialności za to co się robi...

  • forssayt

    Oceniono 1 raz 1

    no pewnie brak doświadczenia i pcham się do popularnej knajpy , sama się zgodzilaś.. trzeba było zacząć od MC'D i tam nabyć obsługi kasy, sprzątania sali latania z miotłą no pewnie ...a tu stawka napiwki kasa kasa.. nabierz ogłady poucz się to i praca będzie bardziej przyjazna - NIE POTRAFISZ NIE PCHAJ SIĘ NA AFISZ

  • kamalaska

    Oceniono 3 razy -1

    najlepsze było to, gdy właściciel miejscowej knajpy zachwalał przy mnie tanią wędlinę, a ja nie chciałam jej wziąć, tanią? mortadelę za 1,5 kawałek!!!
    nie ma sprite to damy mr maxa za 1,2 butelka:>
    sok z leder price?:)

  • milosz.pipka

    Oceniono 2 razy 0

    W kraju JP2 ludzie ludzi traktują po bożemu, nie żałują chrześcijańskiego serca.

  • moman4

    Oceniono 2 razy 2

    Moja żona jest nauczycielką i twierdzi, że .
    młode pokolenie jest niedoyebane, nie rozumie poleceń, nie łapie więcej niż jedna informacja w jednym zdaniu. Polecenie dla ucznia typu " Idz na zaplecze i przynieś karton ciemnozielony w rulonie i z dolnej pólki pinezki i nożyczki" przerasta młodego człowieka.

    Wine ponoszą nadopiekuncze mamusie i babcie. "Daj, mamusia Ci pomoze". "Babunia zawiąże Ci buciki, nie schylaj się."

    Bohaterka artykułu jest z tego własnie pokolenia. Człowiek 20 letni nie musi umieć obsługiwać koparki, ale wiedza, jak się ustawia talerze na małej tacy, powinna być !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX