Pierwszy raz: zburzyli budynek i zbudowali identyczny

Takiej inwestycji jeszcze w Warszawie nie było: zburzono budynek, by w jego miejsce postawić nowy, prawie identyczny
Biurowiec Mokotowska Square pomiędzy ulicami Mokotowską i Kruczą tchnie ponadczasową elegancją. Równie dobrze mógłby powstać w latach 30. w zachodniej Europie. Siedmiopiętrowy gmach o rytmicznych podziałach elewacji obłożony płytami z piaskowca może budzić skojarzenia z budynkami dawnego Komitetu Centralnego czy modernistycznym "żyletkowcem" przy Wspólnej. Trop słuszny, ale jednak błędny. Biurowiec został oddany do użytku dopiero na przełomie tego i ubiegłego roku. Jest równie autentyczny jak Zamek Królewski.

Odtrutka na socrealizm

Przed wojną w narożniku Kruczej, Mokotowskiej i Pięknej stały niskie, parterowe i piętrowe domy. W 1939 r. zostały rozebrane - działkę szykowano na dziewięciopiętrowy monumentalny gmach zaprojektowany przez Juliusza Żurawskiego dla Państwowego Banku Rolnego. Dziś powiedzielibyśmy, że bank postanowił wystąpić w roli dewelopera i zbudować apartamentowiec. Inwestycja nie doszła do skutku, bo wybuchła wojna.

Po wojnie Biuro Odbudowy Stolicy zadecydowało, że Krucza zmieni się w ulicę rządową. Wytyczono ją na nowo, burząc część ocalałych kamienic. Na ich miejscu stawiano nowe gmachy o architekturze modernistycznej czy funkcjonalistycznej. Pomiędzy Kruczą a Mokotowską zaplanowano Centralę Handlu Zagranicznego "Metalexport". Budowa rozpoczęła się w 1950 r. według projektu świetnych architektów - Zbigniewa Karpińskiego i Tadeusza Zielińskiego. - Jego architektura wyrastała z idei funkcjonalizmu warszawskiego lat 50. Można powiedzieć, że to była bohaterska odtrutka na socrealizm - mówił kilka lat temu "Gazecie Stołecznej" Rafał Jan Szczepański, ówczesny prezes warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich.

- Obok budynków Marka Leykama i Macieja Nowickiego, był to jeden z piękniejszych warszawskich obiektów tamtego okresu - podkreśla prof. Waldemar Baraniewski, historyk sztuki z Instytutu Historii Sztuki UW. - Można mieć pretensje o to, jak postąpiono z ul. Kruczą, gdzie zburzono stare kamienice, ale nowa zabudowa miała wielkomiejski charakter. Między innymi dzięki temu gmachowi.

W 1956 r. biurowiec Metalexportu został przebudowany. Podwyższono go o jedno piętro według projektu Rudolfa Hemerlina. Ostatnią poprawkę wprowadzono w latach 70., wyposażając budynek w modne wówczas pomarańczowe szyby. W takim kształcie przetrwał do początku XXI wieku, stając się charakterystycznym punktem tej części Śródmieścia. W ubiegłej dekadzie przesłonił go nowy biurowiec Zaułek Piękna, który powstał na pustym dotąd skwerze przy samym skrzyżowaniu Kruczej i Mokotowskiej.

W 2003 r. Stowarzyszenie Architektów Polskich ułożyło listę budynków stanowiących dobro kultury współczesnej. Oprócz m.in. Supersamu i tzw. pawilonu chemii wpisano na nią także biurowiec Metalexportu. Podkreślano, że jest nowatorski zarówno w kontekście rozwiązań architektonicznych, przestrzennych, jak i technicznych, stanowi przykład "twórczego nawarstwiania się dziedzictwa pokoleń" i że dobrze znosi upływ czasu.

Szkielet widmo

W 2006 r. Metalexport sprzedał biurowiec firmie deweloperskiej Yareal. Ta zapowiedziała gruntowny remont budynku i rozpoczęła sondowanie, jak dalece może posunąć się z ingerencją w istniejący gmach. Okazało się, że całkiem daleko. Mimo zalet wyliczonych przez SARP stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka nie chciała uznać budynku za zabytek. Trafił tylko do ewidencji zabytków. A pani konserwator zapowiedziała, że plany przebudowy biurowca będzie oceniać tylko przez pryzmat wpływu na ul. Mokotowską, której układ urbanistyczny jest wpisany do rejestru zabytków. Inwestorowi postawiła tylko kilka ograniczeń: nie zgodziła się na podwyższenie ostatniej kondygnacji (dopuściła tylko powiększenie okien) i zaznaczyła, że musi zachować część wewnętrznej metalowej konstrukcji, która dźwigała elewację. Zgodziła się, by elewację wymienić, ale zobowiązała dewelopera, żeby nowa nie różniła się od starej.

Budowa zaczęła się w 2009 r. Choć deweloper cały czas inwestycję nazywał "modernizacją", stary budynek zburzył. Pozostawił tylko cienki plaster jego metalowej konstrukcji - absolutne minimum tego, co nakazała konserwator. Przez kilka tygodni szkielet starego biurowca osłonięty rusztowaniami i siatką zabezpieczającą przed sypiącym się pyłem wyglądał jak widmo albo ożywiony szkic konstrukcji budynku. Na jego tyłach pojawiły się koparki, które wgryzły się w ziemię, by zrobić miejsce na podziemny parking. Stopniowo wyrósł nowy, betonowy gmach oparty na starym szkielecie. Na podstawie projektu opracowanego przez pracownię Sweco budowlańcy z firmy RD Bud stworzyli budynek łudząco podobny do swojego poprzednika, ale wyposażyli jego wnętrze w mnóstwo nowych funkcji.

- Jak to? To nie jest wyremontowany stary budynek? - dziwi się prof. Baraniewski. - Nie śledziłem tej inwestycji, a w tym rejonie miasta rzadko bywam. Kiedy niedawno przejeżdżałem obok niego, zdziwił mnie tylko nieco inny odcień elewacji - mówi. I dodaje: - Szkoda. Karpiński nie ma szczęścia. To już kolejne jego warszawskie dzieło, które zostało rozebrane. A żadna kopia, choćby nie wiem jak pieczołowita, nie zastąpi oryginału.

Dyskretne nowości

- Mocno dbaliśmy o to, żeby biurowiec wyglądał jak stary budynek - podkreśla Tomasz Kostrzewski, architekt z pracowni Sweco. - Przed rozbiórką wymogliśmy na wykonawcy, żeby przeprowadził bardzo dokładną fotogrametrię starej elewacji, tak żeby ją odtworzyć na nowym gmachu. Nie dało się jej zachować. Stare płyty z wapienia pińczowskiego musieliśmy wymienić. Były po prostu przyklejone, jak glazura, a dziś na to nie pozwalają przepisy. Po zdjęciu płyt okazało się, że nie spełniają norm wytrzymałościowych. Odnaleźliśmy złoże, z którego je wydobyto, niestety tamtejszy wapień też tych norm nie spełnia. Dlatego zdecydowaliśmy się na bardzo podobny piaskowiec "Długosz". Długo przebieraliśmy w ofertach, żeby znaleźć jak najbardziej podobny odcień.

Zachowane stare detale mocno wyeksponowano, np. trzy ozdobione kamiennymi serpentynami oryginalne portale wejściowe na froncie budynku. Nowe elementy albo bardzo przypominają stare (elewacja), albo są umieszczone bardzo dyskretnie, na przykład wjazd do podziemnego garażu schowany za bramą od strony Mokotowskiej. Jest praktycznie niewidoczny, nie kłuje w oczy jak rampa prowadząca do sąsiedniego Zaułka Piękna. Zupełnie niewidoczny z ulicy jest zaś taras na ostatnim piętrze biurowca umieszczony na jego tyłach.

Wewnątrz budynek nafaszerowany jest nowoczesną technologią. Jego korytarze i windy są luksusowo wykończone. Projektanci ze Sweco zadbali o to, żeby gmach był efektywny - tzw. powierzchnie wspólne zajmują zaledwie 3,5 proc. wnętrz. O tym, że jest to jeden z najlepszych biurowców w Warszawie, świadczy fakt, że zaraz po jego oddaniu do użytku Yareal sprzedał go niemieckiemu funduszowi Deka, słynącemu z tego, że kupuje tylko budynki z najwyższej półki. Kwoty nie ujawniono.

Nowy biurowiec dobrze wpisał się w miasto. Pomiędzy nim a sąsiednim Zaułkiem Piękna powstał elegancki pieszy pasaż. Po obu jego stronach są sklepy i restauracje. Zgrzyta tylko to, że u wylotu tego kanionu ze szkła, aluminium i piaskowca stoi grożąca katastrofą budowlaną kamienica przy Kruczej 3. Może i ona kiedyś zostanie przebudowana.

Więcej o: