W szpitalu im. Dietla od ponad miesiąca leży bezdomny mężczyzna. Do kliniki przy ul. Skarbowej trafił nieprzytomny, pijany i wyziębiony. - Wciąż jest bardzo słaby, wyniszczony trybem życia, a żebyśmy mogli go wypisać, musi samodzielnie chodzić. Więc na razie leży u nas - mówi dr Róża Karłowska, specjalistka chorób wewnętrznych w szpitalu im. Dietla.
Od początku 2012 r. straż miejska interweniowała ponad 4 tys. razy do osób bezdomnych. - Interwencji przybywa, bo ludzie stali się bardziej wrażliwi na bezdomnych, zwłaszcza gdy panują ostre mrozy, ludzie nie przechodzą obojętnie obok nich - mówi Marek Anioł, rzecznik straży miejskiej. Kilka dni temu strażnicy otrzymali zgłoszenie, że o jeden z kiosków opiera się osłabiony mężczyzna. - Był mocno wyziębiony, miał zaciśnięte dłonie, a z brody zwisały mu sople lodu. Okazało się, że ma odmrożone palce rąk i jest bezdomny. Wezwaliśmy karetkę - opowiada Anioł.
Dr Karłowska przyznaje, że codziennie na jej oddziale pojawiają się osoby bezdomne. Podobnie sytuacja wygląda w innych krakowskich szpitalach. - Od początku roku przywieziono do nas już kilkanaście osób z ulicy - mówi Leszek Gora, pełnomocnik ds. praw pacjenta w szpitalu im. Żeromskiego. W szpitalu wojskowym przy ul. Wrocławskiej lekarze nawet ich nie liczą. - Nie ma dnia, byśmy nie przyjęli kilku bezdomnych. A w czasie silnych mrozów i śniegu jest ich jeszcze więcej - mówi dr Piotr Puc, ordynator szpitalnego oddziału ratunkowego w szpitalu wojskowym.
Wszyscy przyznają, że bezdomni to trudni pacjenci, a wraz z nimi przybywa w szpitalu problemów.
- Przyjeżdżają wygłodzeni, wychłodzeni, najczęściej pod wpływem alkoholu. Są zawszeni, mają świerzb, liczne owrzodzenia, ropiejące rany, przewlekłe schorzenia neurologiczne. Nim zaczniemy ich leczyć, musimy poddać ich zabiegom higienicznym - tłumaczy Gora.
Bywają też agresywni w stosunku do personelu szpitala, do siebie albo innych pacjentów. - Mieliśmy pacjenta, który siedział na łóżku, wyciągał założonego przez pielęgniarkę pampersa, darł go i rzucał dookoła. Bywają też pacjenci agresywni, wulgarni. Zdarza się, że łamią poczucie intymności innych chorych, używają przemocy w stosunku do personelu. Staramy się ich izolować od reszty chorych, ale to nie zawsze jest możliwe - opowiada dr Karłowska.
Dr Puc dodaje: - Bezdomni to drodzy pacjenci. Trafiają do nas często nieprzytomni, nie reagują na bodźce, więc trzeba im zrobić wiele kosztownych badań: morfologię, biochemię, badania toksykologiczne. Gdy mają uraz głowy, konieczna jest tomografia. Wszystko kosztuje.
A pieniądze za bezdomnych nie zawsze da się odzyskać. - Bezdomni nie chcą się leczyć, a gdy są w szpitalu, najczęściej nie mają dokumentów, ubezpieczenia, ukrywają swoją tożsamość. Gdy trafiają na oddział, wtedy możemy im wyrobić czasowe ubezpieczenie i odzyskać pieniądze od funduszu za hospitalizację - tłumaczy dr Puc.
Za badania na SOR-ach szpitale pieniędzy nie dostają. -
NFZ płaci SOR-om ryczałtem zależnie od różnych czynników. Ale za osoby nieubezpieczone nie płaci - mówi dr Puc.
A bezdomnych, nieubezpieczonych pacjentów, którzy opuszczają SOR, nie da się namierzyć. - I koło się zamyka. Z jednej strony, kiedy przyjmujemy bezdomnych, narażamy szpital na wysokie koszty, z drugiej - nie możemy im odmówić leczenia w stanie skrajnego wycieńczenia. Tacy ludzie też zasługują na pomoc - dodaje dr Puc.