Wiadomości >  Wiadomości dnia

Nie żyje prof. Andrzej Szczeklik, wybitny lekarz i humanista

Iwona Hajnosz, rr, mska
03.02.2012 11:27
A A A Drukuj
Profesor Andrzej Szczeklik

Profesor Andrzej Szczeklik (Fot. Michal Lepecki / AG)

Niekiedy choremu trudno przebić się słowem do lekarza. Ale bywa i na odwrót, lekarzowi do chorego trafić trudno - pisał w swych książkach. W piątek rano w szpitalu przy ul. Skawińskiej zmarł wybitny lekarz, legenda krakowskiej medycyny - prof. Andrzej Szczeklik.
Nie sposób wyliczyć wszystkich jego zalet: doskonały internista, świetny naukowiec, reformator krakowskiej Akademii Medycznej, patriota. "Andrzej Szczeklik jest lekarzem-humanistą i poeci oraz artyści wyczuwają w nim umysł pokrewny, choć wsparty nieznaną im wiedzą z zakresu mikrobiologii, chemii i genetyki" - pisał o nim Czesław Miłosz we wstępie do pierwszej jego książki "Katharsis. O uzdrawiającej mocy natury i sztuki". Była objawieniem na rynku wydawniczym, w Polsce nikt przed nim tak o medycynie nie pisał. Wstęp do drugiej "Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniach duszy medycyny" przygotował Adam Zagajewski. "Jakie to szczęście, że mamy autora, który czyta Dantego, rozumie - i podziela - niepokój dawnych i nowych poetów, który ma za sobą tak wiele humanistycznych lektur, a jednocześnie pomaga nam ogarnąć skomplikowaną strukturę najbardziej nowoczesnej teorii medycznej" - czytamy w nim.

Każdy akapit z tych dwóch książek to temat do rozmyślań dla tych, którzy chcą leczyć innych. "Niekiedy choremu trudno przebić się słowem do lekarza. Doktor się spieszy, ma swoje zmartwienia, po prostu nie słucha". Ale bywa i na odwrót: "Lekarzowi do chorego trafić trudno. Dostępu broni nieufność, wcześniejsze złe doświadczenie".

W swoim dorobku profesor ma nie tylko książki z pogranicza medycyny, sztuki i filozofii. Jego pozycję na rynku medycznym na lata zapewniły mu podręczniki z interny, biblia, z której uczyć się będą kolejne pokolenia studentów medycyny. W ostatnich latach był najczęściej cytowanym na świecie polskim autorem w piśmiennictwie z dziedziny medycyny i biologii. - Odszedł wielki internista. Było dwóch lekarzy, do których kierowałem chorych, gdy sam nie mogłem ich wyleczyć. Jednym z nich był prof. Szczeklik - mówi prof. Andrzej Bochenek, kardiochirurg Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. - Nigdy nie zawężał się do jednej specjalności, a medycyny nie traktował mechanicznie. Bardzo szeroko widział swoją rolę jako lekarza i widać to choćby w jego książkach. Był przy tym humanistą i erudytą, a także człowiekiem wielkiej pokory, skromności i ujmującego sposobu bycia. Zawsze powtarzałem, że gdybym zachorował, oddałbym się tylko w jego ręce. To nie będzie już możliwe.

Naukowiec

Był pierwszym rektorem Akademii Medycznej (1990-1993), związanym z antykomunistyczną opozycją. - Pamiętam, jak w czasie stanu wojennego wyszliśmy z mszy w kościele Mariackim i w pochodzie protestacyjnym szliśmy wokół Rynku. Potem chciano nas za to usunąć z akademii. A profesor stawał przed sądem za manifestowanie niewłaściwych postaw - wspomina udział w antykomunistycznej opozycji prof. Rafał Niżankowski.

Doprowadził do wcielenia akademii w struktury Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Był autorytetem dla społeczności akademickiej. W tamtym czasie, w latach 80. idealnie wpisywał się w nasze oczekiwania, studentów tworzących niezależny ruch - opowiada były student, obecnie senator Bogdan Klich. - To był człowiek, który swoimi zainteresowaniami wychodził poza medycynę, a formatem ponad polską medycynę. Po wcieleniu akademii do uniwersytetu w latach 1993-1996 został prorektorem UJ ds. Collegium Medicum. Otrzymał doktoraty honoris causa Akademii Medycznych we Wrocławiu, Katowicach, Warszawie i Krakowie.

Napisał około 650 prac naukowych, drukowanych w najbardziej prestiżowych międzynarodowych czasopismach. Jego największe zawodowe osiągnięcia to badania chorób serca rozwijających się na podłożu miażdżycy i chorób płuc o podłożu immunologicznym. W 1976 r. opisał działanie prostacykliny na ustrój ludzki i wprowadził ją do leczenia chorób tętnic. W 1997 r. uzyskał - wraz z dr. Markiem Sanakiem - I nagrodę czasopisma "Lancet" za odkrycie podłoża genetycznego astmy oskrzelowej. W 1998 r. Royal College of Physicians w Londynie wyróżniło go nagrodą specjalną i przyjęło w poczet swoich członków.

W maju 2009 roku, otrzymując doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówił m.in.: "W każdym zawodzie istnieją sytuacje esencjonalne, które odsłaniają jego twarz. I tak istotą medycyny jest spotkanie lekarza z chorym. (...). Trzeba wysłuchać opowieści chorego, pamiętając, że dla opowiadającego jest to sytuacja pierwszorzędna, a dla słuchającego, że któraś z tych opowieści może stać się jego własną historią, jego chorobą".

- Kiedy umierała Dorota Terakowska, długoletnia partnerka mojego taty Macieja Szumowskiego (a potem jego żona), Andrzej Szczeklik powiedział nam wprost: "Umrze za 78 godzin" - wspomina reżyser Wojciech Szumowski. On to wiedział, on to czuł. Sposób w jaki nam to powiedział - rodzinie, która ciągle miała nadzieję - był wyjątkowy. A przy tym czuły, delikatny i szczery. Był w tym ogromny smutek, przejęcie, ale też jakaś jasność, że Dorota nie będzie już cierpieć. Nie można nauczyć się przekazywać takich wiadomości, on miał ten dar - nie ranił, a zdejmował ciężar. Człowiek niesamowitej klasy, wielki humanista. To zabrzmi jak banał, ale on umniejszył cierpienie Doroty, za to mu dziękuję. Jeżeli są jeszcze na świecie tacy lekarze, jak Andrzej Szczeklik, to nie ma co bać się umierania.

Przyjaciel artystów

Był wielkim przyjacielem i opiekunem artystów. Związki ze światem artystycznym miał zresztą już jego ojciec - w kabarecie Zielony Balonik spiewano: "Jak z historii tej wynika, lecz się tylko u Szczeklika". - W kabarecie Zielony Balonik rzeczywiście śpiewano o moim ojcu, który wówczas musiał być bardzo młodym człowiekiem, a kabaret musiał być już bardzo stary. Nie mam pojęcia, skąd się wzięły związki ojca z artystami. Pewnie z jego zafascynowania literaturą, poezją. Pamiętam go jako bardzo poważnego człowieka. Ja wydaję się sobie o wiele mniej poważny. Już podczas studiów zacząłem chodzić do Piwnicy pod Baranami. Poznałem się wówczas z Piotrem Skrzyneckim i z wieloma piwnicznymi artystami - wyjasniał profesor w wywiadzie udzielonym "Polityce".

Na jeden wieczór w 2003 roku artyści zamienili się z nim rolami. Tym razem on był pacjentem. To wtedy Dorota Segda śpiewała: "dla Szczeklika moje serce pika". W benefisie wzięli udział m.in. Krystyna Zachwatowicz, Wisława Szymborska, Stanisław Radwan, Zygmunt Konieczny, Anna Dymna, Jerzy Trela. Tak sławił jego przymioty Grzegorz Turnau: "Sam nie wiem, skąd mu się to bierze, że jest mitologiczne zwierzę / Ni to Petrarka, ni Hipokrates, w ogóle z innych stron..." To był też dzień sławnego występu Wisławy Szymborskiej, która w ramach profilaktyki antyalkoholowej stworzyła nowy gatunek poetycki - odwódki. Nazwa pochodzi od znanego powiedzenia "Od wódki rozum krótki". Profilaktycznej noblistce towarzyszył Kwartet Okazjonalny pod batutą kompozytora Zygmunta Koniecznego.

- Swoje imieniny zawsze spędzał w Piwnicy pod Baranami. Lubił tu przychodzić, a my kochaliśmy jego. Jego poczucie humoru, ciepło i po prostu obecność. Leczył nas wszystkich - Piwniczan, krakowskich artystów, ale też naszych bliskich, znajomych, przyjaciół. Nigdy nie odmawiał, nigdy nie powiedział, że nie ma miejsca w szpitalu - mówi Zygmunt Konieczny, kompozytor, artysta Piwnicy pod Baranami. - Zawsze wstydziłem się w sytuacjach, kiedy musiałem powoływać się na znajomości, wykorzystywać je, ale nigdy w przypadku Andrzeja Szczeklika. Wiedziałem, że kochał ludzi, że do każdego podchodzi tak, jakby był mu najdroższy na świecie, w każdego się angażował. Nie potrafię zrozumieć dlaczego odszedł... On nie powinien umierać, ale nas leczyć. Coś tu jest nie tak...

Przeczytaj także: Ile waży dusza, a ile kilogram kota



Przeczytaj także: Prof. Andrzej Szczeklik: Medycyna to sztuka rozmowy



  • 1