Z darmowych wejściówek mógł skorzystać każdy z 60 radnych miasta, ze statusem VIP przyznanym przez stołecznych włodarzy "w związku z dużym zaangażowaniem Radnych w proces przygotowań Miasta do mistrzostw Europy w piłce nożnej
UEFA Euro 2012". Zasiądą w lożach podczas jednego z pięciu meczów rozgrywanych na Narodowym. Mają także płatne bilety: po jednym dla osoby towarzyszącej, dowolnie wybranej przez radnego.
Część radnych, szczególnie z PiS, była niechętna projektowi. Z upływem czasu grupa topniała. Zdanie zmienił np. szef klubu PO Jarosław Szostakowski, który wcześniej mówił, że "taki bilet to bardzo cenne dobro. Przyjmowanie go w trybie ekstraordynaryjnym wygląda nieco głupio". Wybiera się na mecz. Mówi, że odbierze darmową wejściówkę, "by nie odstawać od klubu". - Postąpiłem po koleżeńsku, poza wszystkim uważam, że to atrakcyjna impreza - tłumaczy Szostakowski.
Tak samo zdecydowało 50 radnych. Pozostała
logistyka, czyli podział VIP-owskich wejściówek na pięć meczów na Narodowym między cztery partie, które mają swoich przedstawicieli w radzie Warszawy: PO, PiS, SLD i jednego radnego Ruchu Palikota.
Polityczną dystrybucję biletów wzięła na siebie PO, jako zaplecze prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz i stołecznego ratusza. Paweł Lech (PO), szef komisji sportu, jeszcze przed rozmowami z liderami partii politycznych zapowiedział, że wejściówki VIP chciałby podzielić według politycznego parytetu. Jak się dowiadujemy, początkowo misja była niepewna. Lider PiS Maciej Wąsik ogłosił bowiem, że sama oferta ratusza może położyć się cieniem na reputacji rady. I ocenił: - To typowy przywilej władzy, którego nie chcę.
PO podejrzewała, że po słowach Wąsika - wpływowego działacza partii i jednego z bliższych współpracowników wiceprezesa Mariusza Kamińskiego - PiS biletów nie weźmie. Do szeregów Platformy dotarła informacja o spotkaniu PiS i komunikacie, w którym partia Kaczyńskiego ma ogłosić bojkot bonusu. - Jako kibice radni z PO chcieli wziąć te bilety, ale jako politycy bali się jak wypadną wizerunkowo - opowiada jeden z działaczy PiS. - Ciągle wysyłali do nas Pawła Lecha, a ten ciągle się dopytywał: "No i co?" albo: "I co robicie?".
Ostatecznie PiS zgodził się, by jego radni wzięli bilety. Ale wcześniej radni partii Jarosława Kaczyńskiego prześwietlili sytuację prawną darmowych wejściówek. Gdy już mieli pewność, że puli wejściówek zwrócić UEFA nie można, zaś na ich bojkocie skorzystaliby urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz - dostali od liderów wolną rękę.
- Dyscypliny klubowej nie było - potwierdza Maciej Wąsik. - Choć nadal uważam, że to niesmaczne, wybór innych pozostawiam sumieniom innych.
- Muszę przyznać, że opinia kierownictwa klubu miała znaczenie - mówi Paweł Lech. - Bo po wejściówki zgłosiło się najmniej radnych PiS. Byli najbardziej zdecydowani, jako partia obstawili mecz
Polska-
Rosja.
- Temu akurat się nie dziwię - komentuje Maciej Wąsik. - W końcu porachunki są wciąż otwarte.
Preferencje PiS to niejedyny problem, który pojawił się podczas rozdziału biletów. Nie dość że część radnych PO zrezygnowała na rzecz PiS z kibicowania na meczu z Rosją, to jeszcze dostała polityczny zakaz zapisów na wejściówki ćwierćfinału mistrzostw 21 czerwca. - Tego dnia jest sesja rady miasta, dbamy o to, by klub Platformy miał większość podczas obrad - tłumaczy Lech.
Na rozgrywkach między PO a PiS skorzystał klub SLD. - Przez to, że my w końcu obstawiamy mecz otwarcia, a ludzi z PiS wśród zainteresowanych meczami było najmniej, na spotkanie z Rosją dostaną się też przedstawiciele z SLD - tłumaczy Lech.
- Wyborowi PiS się nie dziwię - komentuje Marcin Rzońca z klubu SLD. - Dusza polskiego kibica jest taka, że mecz z Rosją czy Niemcami to coś więcej niż widowisko sportowe, to narodowa bitwa, kolejny Cud nad Wisłą, dla mnie też.
Maciej Maciejowski (PiS) zaprzecza, że partia kierowała się uczuciami narodowymi. - Chodziło atrakcyjne widowisko. Uważam, że wybraliśmy lepiej od Platformy, od udziału w fecie, która nastąpi po meczu otwarcia, wolimy prawdziwe emocje. A patriotami jesteśmy zawsze.