Szajka działała dwa lata. Jej organizatorzy: kucharz, cukiernik i meliorant wpadli na pomysł, jak oszukać skarb państwa. Znaleźli lukę w przepisach. A te stanowiły, że gdy gaz wykorzystywany jest do celów opałowych i grzewczych jest zwolniony z akcyzy. I na tym postanowili zarabiać. Od hurtowników kupowali propan-butan na podstawie fałszywych oświadczeń, że dla celów grzewczych. Potem albo zakładali na podstawione osoby spółki krzaki, albo umawiali się na fikcyjny odbiór z właścicielami istniejących firm.
W rzeczywistości gaz tankowano do cysterny i sprzedawano stacjom LPG na Śląsku i w Małopolsce. - Gaz do aut jest objęty akcyzą, a tej oskarżeni nie płacili - mówi prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik prokuratury apelacyjnej w Krakowie, która skierowała akt oskarżenia do sądu.