Gazeta.pl > pekin2008 >  teksty

Czarny rynek igrzysk

Bilety - na czarnym rynku kosztują od 150 do 35 000 złotych

Jest ich od kilku do nawet 30 tysięcy. Pracują w całym Pekinie - zazwyczaj w grupach. Bilety kupują w internecie, od kibiców którzy rezygnują, albo przez koneksje z organizatorami. Teoretycznie są przestępcami, jednak handel odbywa się pod okiem policjantów - co nie znaczy, że o swojej pracy mówią chętnie. Mi udało się porozmawiać z trzema z nich.

Pracujemy w grupach. Pięcio, ośmioosobowych. Takie grupy zazwyczaj tworzy zawodowiec - człowiek, który biletami handluje na co dzień i ma kontakty, wie gdzie dostać najtańsze wejściówki. Poza tym jeśli trzeba przekupić policję, to się zrzucamy i wychodzi na osobę tyle, co nic. Zresztą i tak zazwyczaj nas nie męczą, nie słyszałem żeby kogokolwiek za handel aresztowali. - powiedział mi 30-kilkuletni Mongoł (Mongolia Wewnętrzna, północna prowincja Chin), który na codzień zajmuje się podrabianiem zagranicznych win. Ubrany był na modłę rosyjską: tani garnitur i mnóstwo biżuterii, w tym także jeden złoty ząb. Wpadliśmy na siebie przy Olympic Green, terenie olimpijskim w centrum Pekinu, gdzie powiedział mi od razu, że porozmawia chętnie, ale nie za darmo i nie tutaj. Poszliśmy więc do baru, gdzie Mongoł udowodnił, że nie tylko wygląd ma z Rosjanina ;-) W każdym razie opowiedział sporo, zwłaszcza pod koniec.

Zarabiają dobrze, tylko praca trudna i żmudna. Stoją pod stadionami, czy w innych miejscach, nieraz nawet i 18 godzin, byle tylko sprzedać bilety na następny dzień. Z każdą godziną spuszczają trochę z ceny wiedząc, że muszą się biletów pozbyć - a przebicie "tylko" trzykrotne to też zarobek.

Coś dziwnego się stało - teraz jest więcej sprzedających, niż kupujących. Kupić bilet w internecie jest łatwo, ale potem go komuś odsprzedać - tragedia. Najgorzej, że wmieszali się też przyjezdni. Anglicy, Amerykanie, Rosjanie - oni też handlują. Z drugiej strony to moi najlepsi klienci. - powiedział mi z kolei niemal 50-letni mieszkaniec prowincji Xi'an, na co dzień kierowca. On też wie jak zarobić - nie stoi jak głupi pod bramami na stadion, tam ma swoich ludzi, którym płaci 60 juanów za dzień pracy (20 złotych), chyba że sprzedadzą też jakieś wyjątkowo dobre bilety. On sam koczuje pod hotelami, gdzie stacjonują drużyny olimpijskie - kilka dni temu sprzedał Rosjanom mecz do Wodnego Sześcianu za, jak twierdzi, 13 tysięcy juanów (jakieś 3, 7 tysiące złotych). Biorąc pod uwagę, że bilety na ceremonie otwarcia kosztowały nawet sześć razy tyle - to możliwa cena.

To, co my zarabiamy to i tak jest nic. Wszystkim rządza ci, którzy mają kontakty u organizatorów - tacy to robią grube miliony na biletach. Dla nich jesteśmy jak Głupie Kozy - jak ja sprzedam dziennie 2 bilety to cała rodzina jest szczęśliwa, a taki to jak jego ludzie nie upchną 400 biletów jednego dnia to nie mają po co wracać. Ale co poradzić, więcej mi się nie opłaca - jak się nie ma guanxi to powyżej pewnego poziomu trzeba już opłacać policję. Wolę zostać przy swoim. -Opowiadał młody student aktorstwa na uniwersytecie w Pekinie. On po prostu zarabia na studia i chce wysłać coś rodzicom, ale bohaterowie jego opowieści to mafia. Co to guanxi? Odsyłam do redakcyjnego kolegi, który z tym słowem spotkał się wcześniej niż ja.

Ostatnio w serwisie
Najczęściej czytane
Wizowe perypetie

Wizowe perypetie

Wizę do Chin teoretycznie...

"Chińska jakość"

"Chińska jakość"

- Gud czongwen kłaliti...

Copyright © Agora SAO nasStaże u nasReklamaPrywatnośćLicencje   Poleć stronę  |  Zgłoś błąd