To kolejna odsłona sporu toczonego przez Wassermanna, posła PiS, a od niedawna koordynatora służb specjalnych, z fachowcami, którzy budowali i wykańczali mu willę.
Zgubny list do TVP
75-letnia Wanda Gąsior jest teściową Janusza Dobosza, głównego wykonawcy prac w domu polityka. Po tym jak Wassermann uznał, że nie zapłaci za - jego zdaniem - źle wykonaną pracę, rozpoczęła przeciwko posłowi kampanię. Oskarżając go o oszustwo, pisała pisma do władz PiS, wojewody krakowskiego, prasy i telewizji. To ostatnie okazało się dla niej zgubne. Wczorajszy "Super Express" opisał, jak TVP przesłała list napisany przez Gąsior Wassermannowi, by ten ustosunkował się do zarzutów. Poseł list przeczytał i zlecił swojemu adwokatowi Łukaszowi Woźniakowi sporządzenie aktu oskarżenia przeciwko teściowej fachowca.
Teściowa w ciągu przestępstw
Kobietę oskarża się w tym piśmie o to, że "działając w ramach ciągu przestępstw, pomówiła pokrzywdzonego Posła na Sejm RP (...) o takie postępowanie lub właściwości, które mogły narazić pokrzywdzonego w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska". Zdaniem adwokata Wassermanna "zarzuty stawiane przez Wandę Gąsior wykraczają poza zakres dozwolonej krytyki, z jaką musi się liczyć osoba pełniąca funkcję publiczną (...); oskarżona w swoim zamiarze miała poniżenie pokrzywdzonego w opinii publicznej (...) i spowodowanie utraty zaufania do pokrzywdzonego jako posła RP i członka PiS".
Trwa śledztwo w sprawie jacuzzi
Spór polityka PiS z fachowcami trwa od trzech lat. Chodzi o 240 tys. zł za budowę i wykończenie willi. Minister zgodził się zapłacić ponad połowę tych pieniędzy, ale reszty nie chce, bo ma liczne uwagi co do jakości wykonanych prac. Fachowcom zarzuca, że źle zrobili dach, źle zamontowali instalację elektryczną, zniszczyli przewody telefoniczne itp. Sprawa stała się słynna, po tym jak Wassermann stwierdził, że wanna z hydromasażem została podłączona tak, że mogła porazić prądem jego i jego rodzinę. Oskarżył sześciu fachowców o zamach na jego życie. Po naciskach polityka prokuratura postawiła im zarzuty. Śledztwo w tej sprawie zostało ostatnio przedłużone do końca roku.
Na razie bez ugody
Wczorajsze posiedzenie pojednawcze pomiędzy teściową Dobosza a Wassermannem nie przyniosło efektu. Dziennikarzy, którzy próbowali wejść do krakowskiego sądu, nie wpuszczono nawet na teren budynku.
Nie wpuszczono też najbliższej rodziny Wandy Gąsior. - Przedstawiłam się, a strażnik na to, że nie mogę wejść. Niepokoję się o mamę, bo jest tam zupełnie sama - mówiła przed wejściem do sądu zdenerwowana Danuta Dobosz, córka emerytki. Do sądu nie mógł też wejść wnuczek oskarżonej.
Sędzia Andrzej Almert, rzecznik krakowskiego sądu okręgowego, tłumaczył: - Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Mediacja to czynność pozasądowa i nie ma powodu, by dziennikarze byli w jej trakcie obecni. Zapytaliśmy, dlaczego nie wpuszczono najbliższych Wandy Gąsior. - Poza stronami i ich pełnomocnikami nikt nie ma prawa uczestniczyć w takim posiedzeniu - stwierdził sędzia Almert.
Samo posiedzenie trwało kilkanaście minut. Nie przyniosło żądnego rozstrzygnięcia. - Nie zgodziłam się na rozmowy, bo nie mam adwokata, a nie ufam panu Wassermannowi - mówiła po wyjściu z sądu Wanda Gąsior. Zbigniewa Wassermanna nie było wczoraj w sądzie. - Jest w nas wola ugodowego załatwienia tej sprawy - zapewniał pełnomocnik ministra mec. Woźniak.
|
ŹRÓDŁO:
|  |
Źródło: Gazeta Wyborcza