W polityce polskiej - tej grze o sumie często ujemnej - wyrzucenie Leppera to porażka także Jarosława Kaczyńskiego. Nie dość, że rządząc z warchołem z Samoobrony, ośmieszył hasła jakiejkolwiek sanacji państwa, to jeszcze mu się nie udało. A teraz zapowiada ciułanie głosów, które sami politycy (ci sędziowie moralności!) nazywają pogardliwie planktonem czy dietetycznymi. Los PiS jest teraz w rękach posłów-spadów od Leppera, często z wyrokami na karku. Powodzenia.
Chciałoby się - w odruchu naiwnego sprzeciwu - zawołać: Basta! Natura ciągnie obywatela do przyspieszonych wyborów: skoro źle nami rządzą, to wybierzmy lepszych.
Wybory, pięknie, ale czy na pewno teraz? Czy mamy siłę na kolejną kampanię, w której rządziłaby obelga i teczka? Przecież frekwencja będzie jeszcze niższa.
A jeśli wyniki będą z grubsza takie jak przed rokiem? Albo - co jeszcze gorsze - elektorat zawiedzionych uzna, że nadeszła era Leppera? Teraz jest on żałosnym przegranym, ale za chwilę zacznie gryźć, a w kampanii wyborczej niechybnie zawoła: PiS was oszukał. Miała być pełna lodówka, a co jest? Widmo Leppera krąży nad Polską.
Może lepiej poczekać. Może wreszcie pojawi się opozycja z prawdziwego zdarzenia.
Może Platforma Obywatelska zaproponuje wizję normalnej, otwartej i nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie? Może w ogóle coś zaproponuje.
Może jednocząca się centrolewica zmyje ślady po korupcji SLD i dorobi się nowych twarzy.
Poza tym wybory to miraż. Najpewniej Kaczyńskiemu uda się nałapać w durszlak dostatecznie dużo planktonu, by rządzić dalej. Wbrew PiS Sejm się nie rozwiąże, PiS zaś boi się wyborów w tej chwili. I słusznie - jakimi osiągnięciami miałby się pochwalić po roku rządzenia?
Nie ma więc dobrego wyjścia. Rządzić Polską będzie - jeszcze jakiś czas - PiS. Nie będzie reformy finansów publicznych, gospodarka nie dostanie od polityków kopa, a raczej kopniaki, na dworze i ekranie wciąż panować będzie małość, zawiść i duch rewanżu, na co świat spogląda ze szczerym zdumieniem.
Atmosferę będą psuły wypowiedzi polityków (nawet Lech Kaczyński powtarza, że świerzbi go język) i szaleństwa Giertycha w edukacji. Przekreślanie dorobku 17 lat polskiej wolności będzie nam niszczyć dumę narodową i zniechęcać do powrotu ludzi, którzy wybrali eu-migrację. Wiele autorytetów zostanie jeszcze skrzywdzonych.
Nie ma co liczyć na to, że Waldemar Pawlak coś tu poprawi, wchodząc - jeżeli wejdzie - do takiej koalicji. Premiera Pawlaka pamiętamy.
Propisowscy publicyści powtarzają, że nic nie grozi polskiej demokracji, a ci, co myślą inaczej, to histerycy. Nie mają racji, bo o wszelkich zagrożeniach trzeba krzyczeć, taka jest rola prasy. Ale na szczęście polska demokracja nie jest bezbronna. Po 17 latach jej instytucje trochę okrzepły, a łże-elity nie tracą ducha.
Trybunał Konstytucyjny pokazał właśnie władzy, gdzie jej granice. Niedawno rząd uznał racje organizacji pozarządowych, gdy zaapelowały, by nie podcinać podatkowej gałęzi, na której siedzą! Mamy mocne media, mamy opinię publiczną. Także Europa - jaka jest, taka jest - patrzy polskiej władzy na ręce.
Dlatego nie udaje się - i to jest dobra wiadomość - zbudować IV RP, czyli państwa zarządzającego wszystkim i narzucającego swój zestaw wartości w życiu publicznym z dyskretnym ograniczeniem pluralizmu opinii i postaw. To mrzonka, na dodatek co chwila samoośmieszająca się.
A dla strapionych dodatkowa pociecha: przestaniemy się - oby na zawsze - zajmować tym, ile kosztują trzewiki Andrzeja Leppera, tego prawdziwego obrońcy ludu.
|
ŹRÓDŁO:
|  |