Ankieterzy CBOS-u spytali 1064 osoby, co myślą o nauczaniu religii w szkołach. Większość (72 proc.) opowiedziała się za jej obecnością, niemal jedna czwarta (24 proc.) jest przeciwnego zdania.
Jednak wliczanie stopnia z tego przedmiotu do średniej ocen (tak za sprawą rozporządzenia ministra edukacji Romana Giertycha będzie od przyszłego roku szkolnego) nie podoba się 55 proc. badanych (tylko 28 proc. ankietowanych uważa, że to dobry pomysł).
Ocena za wiedzę, a nie postawę
- Wyobraźmy sobie, że pozwalamy głosować wyborcy, a potem mówimy, że jego głos się nie liczy. Tak do tej pory było z religią w szkołach. Dzieci się jej uczyły, ale ich praca nie była nagradzana. Uczciwość intelektualna wobec tych uczniów wymagała, aby to zmienić - uważa ksiądz Tadeusz Panuś. Główny problem tkwi jednak w tym, że rodzicom trudno wyobrazić sobie, na jakiej podstawie ich dzieci będą oceniane. Czy ksiądz będzie brał pod uwagę ich uczestnictwo w niedzielnych mszach, czy wątpliwości i postawa buntownicza wpłyną na obniżenie noty?
- Religia to nie matematyka czy historia, gdzie wiedza potrzebna do uzyskania dobrej oceny z przedmiotu jest oczywista - tłumaczy Barbara Nowak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 85 w Krakowie. Przyznaje, że u niej w szkole do tej pory ocena z religii była "raczej symboliczna". - Uczniowie otrzymywali ją za zaangażowanie, za pilną obecność na lekcjach, za całą swoją postawę. Składały się na nią różne niewymierne rzeczy. Teraz, kiedy ranga oceny wzrośnie, wymagania wobec uczniów muszą nabrać konkretu - uważa Nowak.
Ostatnia podstawa programowa do uczenia religii w szkołach została opracowana w 2001 roku i zatwierdzona przez Episkopat. Na każdym etapie nauczania katecheci mogą wybierać spośród sześciu propozycji podręczników.
- Stawiamy w nich przede wszystkim na wiedzę. I to wiedza ucznia będzie podstawą do wystawienia mu oceny. Nie jego wiara i uczestnictwo w mszach świętych. Będzie nas obchodziła znajomość katechizmu szkolnego, a nie książeczki do nabożeństwa - przekonuje ksiądz.
Wątpliwości z braku informacji
- Wątpliwości w dużej mierze wynikają z ogromnej niewiedzy na temat nauczania tego przedmiotu - podkreśla ksiądz Panuś i argumentuje: - Na przykład ponad połowa ankietowanych postuluje, by na lekcjach przekazywana była wiedza o różnych religiach [36 proc. uważa, że program powinien dotyczyć tylko religii katolickiej. przyp. red.]. Przecież tak właśnie jest! Wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek katechizm gimnazjalisty czy licealisty, aby się przekonać, że opisywane są w nim różne wierzenia. Ale ludzie nie biorą, tylko wolą powtarzać obiegowe opinie.
Z raportu wynika, że ponad połowa badanych (53 proc.) uważa, że religii powinny uczyć się już dzieci w przedszkolach, dwie piąte (41 proc.) jest innego zdania. Nauka religii w szkołach nie jest obowiązkowa. Zamiast tego uczniowie mogą uczyć się etyki. Badania CBOS-u pokazują, że rozwiązanie to odpowiadałoby 13 proc. ankietowanych. Problem w tym, że takie lekcje odbywają się tylko w 353 na 32 tys. szkół w całej Polsce. Okazuje się nawet, że dość znaczna grupa (26 proc.) chciałaby, aby dziecko uczęszczało na obydwa przedmioty.
Jednak wliczanie stopnia z tego przedmiotu do średniej ocen (tak za sprawą rozporządzenia ministra edukacji Romana Giertycha będzie od przyszłego roku szkolnego) nie podoba się 55 proc. badanych (tylko 28 proc. ankietowanych uważa, że to dobry pomysł).
Ocena za wiedzę, a nie postawę
- Wyobraźmy sobie, że pozwalamy głosować wyborcy, a potem mówimy, że jego głos się nie liczy. Tak do tej pory było z religią w szkołach. Dzieci się jej uczyły, ale ich praca nie była nagradzana. Uczciwość intelektualna wobec tych uczniów wymagała, aby to zmienić - uważa ksiądz Tadeusz Panuś. Główny problem tkwi jednak w tym, że rodzicom trudno wyobrazić sobie, na jakiej podstawie ich dzieci będą oceniane. Czy ksiądz będzie brał pod uwagę ich uczestnictwo w niedzielnych mszach, czy wątpliwości i postawa buntownicza wpłyną na obniżenie noty?
- Religia to nie matematyka czy historia, gdzie wiedza potrzebna do uzyskania dobrej oceny z przedmiotu jest oczywista - tłumaczy Barbara Nowak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 85 w Krakowie. Przyznaje, że u niej w szkole do tej pory ocena z religii była "raczej symboliczna". - Uczniowie otrzymywali ją za zaangażowanie, za pilną obecność na lekcjach, za całą swoją postawę. Składały się na nią różne niewymierne rzeczy. Teraz, kiedy ranga oceny wzrośnie, wymagania wobec uczniów muszą nabrać konkretu - uważa Nowak.
Ostatnia podstawa programowa do uczenia religii w szkołach została opracowana w 2001 roku i zatwierdzona przez Episkopat. Na każdym etapie nauczania katecheci mogą wybierać spośród sześciu propozycji podręczników.
- Stawiamy w nich przede wszystkim na wiedzę. I to wiedza ucznia będzie podstawą do wystawienia mu oceny. Nie jego wiara i uczestnictwo w mszach świętych. Będzie nas obchodziła znajomość katechizmu szkolnego, a nie książeczki do nabożeństwa - przekonuje ksiądz.
Wątpliwości z braku informacji
- Wątpliwości w dużej mierze wynikają z ogromnej niewiedzy na temat nauczania tego przedmiotu - podkreśla ksiądz Panuś i argumentuje: - Na przykład ponad połowa ankietowanych postuluje, by na lekcjach przekazywana była wiedza o różnych religiach [36 proc. uważa, że program powinien dotyczyć tylko religii katolickiej. przyp. red.]. Przecież tak właśnie jest! Wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek katechizm gimnazjalisty czy licealisty, aby się przekonać, że opisywane są w nim różne wierzenia. Ale ludzie nie biorą, tylko wolą powtarzać obiegowe opinie.
Z raportu wynika, że ponad połowa badanych (53 proc.) uważa, że religii powinny uczyć się już dzieci w przedszkolach, dwie piąte (41 proc.) jest innego zdania. Nauka religii w szkołach nie jest obowiązkowa. Zamiast tego uczniowie mogą uczyć się etyki. Badania CBOS-u pokazują, że rozwiązanie to odpowiadałoby 13 proc. ankietowanych. Problem w tym, że takie lekcje odbywają się tylko w 353 na 32 tys. szkół w całej Polsce. Okazuje się nawet, że dość znaczna grupa (26 proc.) chciałaby, aby dziecko uczęszczało na obydwa przedmioty.