Jacek Powałka jest 31-letnim menedżerem w dużej korporacji telefonicznej. Mieszka na Kabatach. - Pochodzę z Nowego Sącza i nie czuję się jeszcze tutaj jak w domu. Dlatego chcę oswoić swoje nowe miejsce zamieszkania - mówi.
Jesienią menedżer zauważył jak na kawałku zadeptanej łączki u zbiegu ulic Telekiego i al. KEN młode małżeństwo sadziło drzewo. Wtedy obudziła się w nim dusza leśnika amatora. Uznał, że nie tylko on ma ochotę, by w "betonowej pustyni Kabat" urządzić zieloną oazę. Za blisko 3,5 tys. zł własnych oszczędności kupił 11 sadzonek, ziemię ogrodniczą i paliki. Drzewa wybrał w dwóch szkółkach. Wszystkie mają powyżej sześciu lat, a niektóre nawet kilkanaście. Drzewa sadził sam. Niektóre mają nawet ok. 6 metrów wysokości.
- W Dzień Matki zamiast dać mamie kwiatka, zasadziłem jej czerwony buk - zdradza pan Jacek. Gatunki drzew i miejsce ich sadzenia wybrał po konsultacjach z architektami zieleni. W "swoim" parku porozklejał plakaty dopingujące sąsiadów, by dołączyli się do inicjatywy tworzenia parku. Czytamy na nich: "Wspólnie możemy zmienić wygląd tego obskurnego kawałka wydeptanej łąki. Zapomniana przez gminę jest przecież głównym widokiem z okna dla wielu z nas mieszkających w tej okolicy (...) Proszę, zasponsoruj kolejne drzewo, zanim wyrośnie tu stacja benzynowa albo kolejny apartamentowiec". Na plakatach podał numer swojej komórki. Telefon dzwonił bez przerwy, sąsiedzi chętnie deklarowali pieniądze na park.
- Dzięki ich pomocy w ostatnią sobotę posadziłem kolejnych 20 drzew. Już zapłaciłem robotnikom ze szkółki, by wykopali doły, bo ziemia jest tu podłej jakości. Pełno w niej gruzu i prętów - mówi inicjator zazieleniania Kabat. Niektórzy sąsiedzi prosili go, by na drzewach zamocować tabliczki z informacją o sponsorach. Jeden z czerwonych buków ma tabliczkę informującą, że jest to drzewko Agaty, Krzysztofa i Szymona Urbańskich.
Akcja zadrzewiania nie w smak jest ursynowskim urzędnikom. - Trudno, żebyśmy podchodzili do tej inicjatywy z entuzjazmem - przekonuje Monika Beuth-Lutyk, rzecznik dzielnicy. - Drzew nie można sadzić ot, tak sobie, na własną rękę. Jeżeli pod spodem są jakieś instalacje, korzenie mogą je uszkodzić. Uprzedziliśmy pana Powałkę, że dopuszcza się samowoli ale karać go nie zamierzamy - zaznacza.
- W ratuszu zostawiłem swoje namiary, gdyby chcieli mnie ciągać po sądach. Z pełną świadomością określam moją inicjatywę jako rozkosznie nielegalną. Od dwóch lat wysyłałem do dzielnicy pisma z prośbami, by posadzili tu drzewa. Dostawałem tylko zdawkowe odpowiedzi. Nie mam zamiaru dłużej czekać. Akceptacja mieszkańców dla pomysłu urządzenia tu parku jest 150-procentowa! Wytyczyłem już chodniki, przygotowuję się do zakupu kostki brukowej - oświadcza Jacek Powałka.
- Urządzenie skweru w tym miejscu nie jest złym pomysłem - uważa Michał Matejka, przewodniczący ursynowskiej rady dzielnicy. - Dla tego terenu nie ma jednak planu zagospodarowania. Rada może nadać mu charakter skweru za pomocą uchwały. Kiedy urzędnicy miejskiego biura architektury i planowania zlecą opracowanie planu, będą musieli wziąć to pod uwagę. W naszym urzędzie trwają jeszcze prace przygotowawcze, m.in. sprawdzamy status tego gruntu. Zapewne we wrześniu uchwałą o utworzeniu tam skweru zajmą się radni - obiecuje.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna