Braun o Orskim mówił, że epizodycznie współpracował z aparatem bezpieczeństwa w latach 60. Powiedział także, że dziennikarka wrocławskiej telewizji Elżbieta Sitek działała jako TW "Joanna".
Orski, dziś redaktor naczelny miesięcznika "Odra": - To, co robi Grzegorz Braun, to łajdactwo. Przyznaję, że na początku lat 60, kiedy wróciłem z Anglii od wuja, kilkakrotnie byłem przesłuchiwany przez SB. Musiałem napisać raport ze swojego pobytu w Anglii. Ubecy mi grozili, straszyli, że KGB skrzywdzi moją rodzinę w Anglii. Miałem wówczas 18 lat, byłem przerażony. Zobowiązałem się, że zgłoszę się na milicję, kiedy zobaczę jakiegoś szpiega na ulicy. Potem byłem wzywany przez SB, ale odmawiałem spotkań. Podobno w moich aktach jest wpis, że nie nadaję się na agenta. Zaczęły się groźby, śledzenie, byłem podsłuchiwany, wypytywano sąsiadów o mnie. Tak było przez kolejnych prawie 30 lat.
Elżbieta Sitek: - Nie byłam tajnym współpracownikiem. Napisałam to zresztą w swoim oświadczeniu lustracyjnym. W stanie wojennym byłam przesłuchiwana, ale nigdy nie podpisałam zobowiązania do współpracy z SB.
Grzegorz Braun nie po raz pierwszy zarzucił osobom publicznym związki ze służbami specjalnymi. W ubiegłym roku na antenie TVP Wrocław zasugerował, że takie kontakty mógł mieć polityk PO Grzegorz Schetyna. Nie podał żadnych dowodów.
Braun jest autorem kilkunastu filmów dokumentalnych. Najgłośniejsze z nich to „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, w którym jako agenta SB demaskował Lecha Wałęsę, oraz „Wielka ucieczka cenzora” o Tomaszu Strzyżewskim, który w roku 1977 ujawnił zbiór dokumentów dotyczących cenzury PRL. W zeszłym roku Braun zasłynął wypowiedzią o Czesławie Miłoszu. W programie TVP 1 „Stół z powyłamywanymi nogami” powiedział, że w ostatnich latach życia poeta był „zaangażowany politycznie" i był „kieszonkowym wieszczem » Gazety Wyborczej «”.
** Komentuje Jerzy Sawka
Dzielny oddział Braun
Jak to jest, że Grzegorz Braun, dzielny tropiciel agentury, ma już na swoim koncie tak wspaniałe trofea, jak: 1. Lech Wałęsa, 2. Wojciech Dzieduszycki, 3. Jan Miodek, a szef wrocławskiego IPN prof. Włodzimierz Suleja nic? Przecież Braun w przeciwieństwie do Sulei nie ma biur, nie ma zastępów śledczych, nie ma kluczy do archiwów.
Okazuje się, że to wszystko furda, gdy w piersi ogień płonie. Braun udowadnia, że jak się bardzo chce, to można. To on więc w pojedynkę powinien tworzyć wrocławski oddział IPN. Braun, Grzegorz Braun, wystarczy za wszystkich śledczych opłacanych z naszych podatków. On zlustruje Wrocław jak się patrzy i przy okazji zrealizuje ideę taniego państwa.
Dwóch jest prawdziwych lustratorów w IV Rzeczypospolitej, Macierewicz w Koronie i Braun na Dolnym Śląsku.