Wbrew wcześniejszym informacjom policji, skradzione diamenty należały do holenderskich, a nie belgijskich, wystawców uczestniczących w targach bursztynu "Amberiff". W firmie tej pracują także Belgowie.
W środę, w pierwszym dniu targów ok. godz. 19, przedstawiciele firmy przekazali diamenty do depozytu - sejfu w piwnicy pod halą targową.
Gdy w czwartek przed południem chcieli je przenieść na swoje stoisko w hali nr 4 stwierdzili, że ich kamienie zniknęły.
- Nie mamy sprawcy, ale prowadzimy intensywne śledztwo: przesłuchujemy pracowników MTG i wystawców - powiedziała nam rzeczniczka gdańskiej policji Dominika Przybylska.
Przybylska dodała, że obecnie na miejscu kradzieży są policjanci i wyjaśniają okoliczności sprawy. Do tej pory przesłuchano kilkunastu świadków. Trwa przesłuchanie dwóch poszkodowanych Belgów.
Targi nie zostaną przerwane
Gdy organizatorzy targów dowiedzieli się o kradzieży, zastanawiali się nad przerwaniem imprezy. Ostatecznie jednak, po konsultacji z policją, zdecydowali, że będzie kontynuowana.
- To największe na świecie targi kosztownościami. Kupcy z 48 krajów świata przygotowywali się do nich przez cały rok i przerwania imprezy by nam nie darowali - mówi wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich (MTG), Tomasz Hołdys. Dodał on, że władze spółki dla dobra śledztwa zostały zobowiązane przez policję do nieudzielania szczegółowych informacji na temat kradzieży.
Wiceprezes targów: "Każdy system można złamać"
Zdaniem Hołdysa, taka kradzież może się zdarzyć na każdych targach jubilerskich w świecie. - Nasz system przechowywania eksponatów jest dobry, a teren targów jest profesjonalnie zabezpieczony - powiedział. Nie chciał jednak wyjawić, w jaki sposób eksponaty są zabezpieczane. - Organizujemy "Amberiff" od 14 lat - podkreślił. - Jak widać każdy system można złamać, jeśli się tego bardzo chce - wzdycha Hołdys.
Targi "Amberiff", w których uczestniczy 480 wystawców z kilku krajów, potrwają do niedzieli.