Po roku i jednym miesiącu procesu wczoraj zakończyło się sądowe dochodzenie w sprawie nieprawidłowości, dotyczących planów zagospodarowania przestrzennego Choroszczy.
Grupa mieszkańców gminy nie chciała, by w sąsiedztwie ich posesji rozbudował się zakład spożywczy Kabo. W planach zagospodarowania przestrzennego, opublikowanych w Dzienniku Urzędowym Województwa Podlaskiego, odkryli, że firma chce zająć tereny przeznaczone pod działalność rolniczą. Ze swoimi rewelacjami poszli do urzędu w Choroszczy. Tam okazało się, że według dokumentów urzędników, grunt, który chciał zająć zakład, przeznaczony jest pod przemysł. Tak więc firma może bez przeszkód się rozbudowywać (Kabo dostało pozwolenie na budowę i nowa część zakładu już działa). Tyle, że źródłem prawa lokalnego, a więc nadrzędnym wobec dokumentów w urzędzie, są zapisy w Dzienniku Urzędowym. Dlatego też prokuratura o zaniedbania oskarżyła burmistrza Choroszczy Jerzego Ułanowicza oraz kierownika referatu planowania przestrzennego w jego urzędzie Rafała K.
Dla burmistrza prokurator zażądał wczoraj roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 3 tys. zł grzywny, a dla jego podwładnego - pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 1,5 tys. zł grzywny.
Sami oskarżeni nie przyznali się do winy. Ich obrońcy przekonywali sąd, że całe zamieszanie to błąd urbanisty, który tworzył plan zagospodarowania przestrzennego. Kiedy zaś sprawa wyszła na jaw, burmistrz od razu chciał skorygować pomyłkę (konieczne było uchwalenie całego planu zagospodarowania przestrzennego od nowa, a to zajęło dwa lata). Poza tym na całym zamieszaniu nikt nie ucierpiał.
- Mnie ocenili sami mieszkańcy gminy, którzy w ostatnich wyborach wybrali na burmistrza i to w pierwszej turze, na kolejną kadencję. Zarzuty prokuratury uważam za niezasadne - stwierdził Ułanowicz.
Wyrok we wtorek.