Oficjalnie Mieczysław Śledź został odwołany za niewłaściwą współpracę z podległymi mu prokuraturami okręgowymi. Jednak z naszych ustaleń wynika, że nad Śledziem zbierały się od pewnego czasu czarne chmury. Śledź miał podpaść ministrowi śledztwem w sprawie dwóch szefów poznańskiej spółki Bestcom. W czerwcu ubiegłego roku trafili oni do wrocławskiego aresztu z zarzutem udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i prania brudnych pieniędzy. Jesienią w ich obronie stanął "Nasz Dziennik" oraz trzech parlamentarzystów PiS. Dziennik ojca Rydzyka w serii tekstów zarzucał wrocławskim prokuratorom przetrzymywanie w areszcie niewinnych ludzi i łamanie praw człowieka. Prokuratura Krajowa kazała zwolnić biznesmenów. Waldemar Kawalec, zastępca Śledzia, który - co ciekawe - nawet nie nadzorował tej sprawy, stracił funkcję. Jak ustaliliśmy i Śledź i Kawalec musieli gęsto tłumaczyć się w prokuraturze krajowej z tego, że wrocławscy policjanci szukają śladów na powiązania "Bestcomu" z przedsięwzięciami ojca Rydzyka.
Gwoździem do trumny Mieczysława Śledzia miał być konflikt z szefem wrocławskiej prokuratury okręgowej, Januszem Jarochem, bratem senatora PiS Andrzeja Jarocha. Przed kilkoma dniami Mieczysław Śledź złożył w ministerstwie sprawiedliwości wniosek o odwołanie Janusza Jarocha. Prokurator Jaroch odmówił rozmowy z "Gazetą". Odesłał nas do rzecznika prokuratury apelacyjnej Krzysztofa Schwartza. A Schwarz był w stanie powiedzieć tylko tyle: - O żadnym konflikcie nie słyszałem.
Senator Andrzej Jaroch powiedział nam natomiast: - Nigdy nie zajmowałem się sprawami wrocławskiej prokuratury.
Powodem konfliktu Śledzia z Jarochem był skandal, który wybuchł trzy tygodnie temu. W szafie pancernej emerytowanej od paru miesięcy prokuratorki znaleziono akta kilkunastu spraw, które zaginęły w Prokuraturze Rejonowej Stare Miasto. W jej domu znaleziono dokumenty czterdziestu kolejnych spraw.
- Śledź się zdenerwował bo Jaroch przez kilka dni ukrywał przed nim tę informację. Poza tym śledztwo w sprawie szafy dał koleżance tej prokuratorki - mówi nasz informator z prokuratury.
Mieczysław Śledź kierował Prokuraturą Apelacyjną przez rok. Nikt nie spodziewał się tak błyskawicznego awansu szeregowego prokuratora. Przed rokiem, mianując Śledzia szefem regionalnej Prokuratury Apelacyjnej, minister Zbigniew Ziobro tłumaczył, że awansuje człowieka, który sprawdził się w walce z przestępczością. Śledź prowadził m.in. wielkie śledztwo w sprawie oszustów podatkowych, wsadził za kratki adwokata współpracującego z gangsterami, śledztwa korupcyjne przeciwko lekarzom, policjantom i strażnikom granicznym. Jego następcą został szef Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Robert Hernand. Awansował rok temu w ten sam sposób co Śledź.
Mieczysław Śledź nie komentuje decyzji zwierzchników.