- Znakomita wiadomość! - cieszy się dr Tadeusz Bernatowicz z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z głównych obrońców piwnic pałacu.
Historyczne podziemia przeznaczone są do całkowitej rozbiórki. Tak w końcu stycznia postanowiło miasto, które w tym miejscu będzie odbudowywać zburzony podczas wojny pałac. Odkopany przez archeologów ceglany labirynt stoi na przeszkodzie ulokowania tu podziemnego garażu. Plany likwidacji piwnic wywołały prawdziwą burzę. Protestują badacze architektury, varsavianiści i zwykli warszawiacy, którzy dzwonią do "Gazety". Powstał nawet Społeczny Komitet Obrony Piwnic Pałacu Saskiego.
O objęcie podziemi ścisłą ochroną zwróciły się do konserwatora dwie społeczne organizacje: Zespół Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy "ZOK" i Towarzystwo Opieki nad Zabytkami. Pierwsza wnioskuje o umieszczenie w rejestrze tylko najcenniejszego fragmentu pochodzącego jeszcze z XVII-wiecznego pałacu Jana Andrzeja Morsztyna. Druga organizacja chce ocalić również odsłonięte mury z XVIII, XIX i XX w.
- O tym, co dokładnie znajdzie się w rejestrze, zdecydujemy w toku postępowania. W tej chwili wszczęliśmy procedurę wpisu całości - mówi Maciej Czeredys, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków.
Przyznaje, że sprawa jest trudna i decyzja o umieszczeniu piwnic w rejestrze zapadnie najwcześniej za dwa miesiące. W międzyczasie konserwator zamówi niezależną ekspertyzę odkopanych murów, która wskaże, co powinno być zachowane.
- Najważniejsze, żeby nie wjechały buldożery. Teraz trzeba zrobić uczciwą kalkulację, ile będzie kosztowało pozostawienie tych piwnic. Jeśli teraz nie ma pieniędzy na odtworzenie sklepień, można zabezpieczyć mury betonowym stropem i zostawić na później - radzi dr Tadeusz Bernatowicz.
Zdaniem urzędników z ratusza ocalenie fragmentów podziemi i włączenie ich w konstrukcję budynku jest nieopłacalne. Wykonawca odbudowy pałacu - Budimex-Dromex - wyliczył, że trzeba na to wydać 30-70 mln zł. Obrońcy zabytków twierdzą, że sumy są mocno zawyżone.
Na wprowadzenie zmian w inwestycji i zachowanie piwnic wciąż nie jest za późno. Projekty techniczne odbudowy Pałacu Saskiego jeszcze nie powstały. Nie wiadomo też, kto będzie użytkownikiem gmachu. Miasto zresztą na razie nie wysyła buldożerów.
- Ze spokojem obserwujemy rozwój sytuacji. Nie jesteśmy pewni, czy do wpisu do rejestru w ogóle dojdzie. A jeśli dojdzie, to zobaczymy, jaka część piwnic znajdzie się pod ochroną. Wtedy będziemy się zastanawiać, co dalej robić - mówi wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński. Od decyzji konserwatora ratusz może się odwołać do ministra kultury. Sam wiceprezydent nie ukrywa, że w odkopanych murach nie dostrzega nic rewelacyjnego.
Miasto broni piwnic, ale na Starówce
Zaniedbane dziś staromiejskie piwnice zmienią się w galerie, pracownie plastyczne i centra edukacji - taki projekt powstał w Biurze Stołecznego Konserwatora Zabytków. Wczoraj prezentowano go na seminarium w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy.
Projekt dotyczy tylko piwnic należących w stu procentach do miasta. Dziś mieszczą się w nich magazyny i urządzenia techniczne. Na ich remonty i adaptacje potrzeba 32 mln zł. W podziemiach Centrum Edukacji Kulturalnej przy Jezuickiej 4 zaplanowano nowe pracownie, pod Staromiejskim Domem Kultury przy Rynku - salę multimedialną, pod Starą Prochownią przy Boleść 2 - dodatkową salę teatralną i kawiarnię, pod Muzeum Historycznym przy Rynku - ekspozycję archeologiczną, zaś w nieczynnej w kotłowni przy Brzozowej 11/13/15 - Centrum Interpretacji Zabytku. Potrzebną na to kwotę miasto zarezerwowało w wieloletnim programie inwestycyjnym, ale chce wydać tylko połowę, resztę zaś pozyskać z tzw. Norweskiego Mechanizmu Finansowego. Inwestycja powinna się zacząć za rok i trwać do 2011 r.
- Ten projekt przygotowywaliśmy przez dwa lata. Nie można więc nam zarzucić, że ratujemy te piwnice kosztem podziemi Pałacu Saskiego, które odkopano dopiero kilka miesięcy temu - twierdzi stołeczny konserwator Ewa Nekanda-Trepka.