Sala muzeum pękała w szwach.
- W tych podziemiach widać jak w pigułce 400 lat dziejów Warszawy. Przynajmniej w części muszą być zachowane - mówił Andrzej Sołtan, prezes Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, organizatora dyskusji.
O zburzeniu podziemi zdecydowały dwa tygodnie temu władze miasta. W miejscu murów z XVII, XVIII, XIX i 1. poł. XX w. ma powstać dwupoziomowy parking, a na nim odbudowana bryła Pałacu Saskiego. Archeolodzy i badacze architektury zaproponowali pozostawienie fragmentu piwnic, ale miasto to odrzuciło, argumentując, że koszty operacji sięgną 30-70 mln zł. Tak wyliczył wykonawca budowy - Budimex-Dromex.
- Jak można podawać jakieś sumy, skoro nie wiadomo, co znajdzie się w pałacu? - pytał prof. Andrzej Tomaszewski, przewodniczący Społecznej Rady Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przy Prezydencie Warszawy.
- Dawno nie mieliśmy w Warszawie znaleziska tej skali. Trzeba przerwać inwestycję i przemyśleć ją od początku - zaproponował prof. Juliusz A. Chrościcki z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego.
Stanowiska władz Warszawy bronił wiceprezydent Włodzimierz Paszyński. Stwierdził, że dyskusja jest o kilka lat spóźniona, bo decyzja o odbudowie pałacu z garażem zamiast starych piwnic zapadła za poprzednich rządów w stolicy. Powołał się na kontrakt miasta z wykonawcą z 21 czerwca 2006 r. - Zmiana projektu kosztuje wiele milionów. Odstąpienie od kontraktu również. To są publiczne pieniądze, z których jesteśmy rozliczani - tłumaczył. - Nie sądzę, by dla moich dzieci oglądanie tych reliktów było szczytem marzeń.
Oburzyło to obrońców podziemi. Na koniec prof. Andrzej Tomaszewski zaapelował: - Proszę władze miasta o rozważenie, jak wyjść z tej sytuacji, by inwestycja nie stała się kompromitacją.
O wpisanie najcenniejszej części piwnic do rejestru zabytków wystąpił już do konserwatora Zespół Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy "ZOK".