Milicjanci z Lubina nie pamiętają

Katarzyna Lubiniecka
2007-01-12, ostatnia aktualizacja 2007-01-12 00:00

Byli milicjanci zeznający w piątek przed wrocławskim sądem w procesie lubińskim po 25 latach od tragedii coraz mniej pamiętają.

- Nie pamiętam - odpowiadał na pytania sądu Stanisław P., były lubiński milicjant, który brał udział w rozpraszaniu solidarnościowej manifestacji 31 sierpnia 1982 roku w Lubinie. Zginęły wtedy trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych.

Stanisław P. nie potrafił nawet odpowiedzieć, które z jego zeznań składanych w prokuraturze i przed sądem podczas trzech już procesów w tej sprawie są prawdziwe.

Dziś, po prawie piętnastu latach od momentu wpłynięcia do sądu aktu oskarżenia, do osądzenia pozostał jeszcze tylko jeden oskarżony - Jan M., były zastępca komendanta rejonowego MO w Lubinie. Dwaj pozostali oskarżeni - Bogdan G., były wicekomendant wojewódzki MO w Legnicy, oraz Tadeusz J., były dowódca plutonu ZOMO, odsiadują już wyroki. Janowi M., skazanemu w trzecim procesie za "sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób" oraz nieumyślne spowodowanie śmierci, Sąd Apelacyjny wyrok uchylił (jak dwa poprzednie). Uznał, że powinien odpowiadać za umyślne spowodowanie śmierci demonstrantów.

Zdaniem prokuratury to Jan M. rzeczywiście dowodził milicją lubińską w pierwszych chwilach sierpniowych wypadków. I nie zrobił nic, aby nie dopuścić do tragedii. - Przeciwnie, jako dowódca dążył do zbrojnej konfrontacji z tłumem - uważa prokurator Edward Zalewski, autor aktu oskarżenia, który trafił do sądu w 10. rocznicę tragedii.

Oskarżony nie przyznaje się do winy. Zapewnia, że on ani przez chwilę nie dowodził oddziałami MO.

Kolejna rozprawa w przyszłym tygodniu.



Najczęściej czytane24 htydzień