Co było grane w sztuce za mojej tu kadencji, czyli od końca 1999 roku? Miło powspominać, bo to był dobry czas dla polskiej sztuki. Pamiętam, jak w 2000 r. pojawiła się u nas słynna krakowska Grupa "Ładnie". To było odkrycie i powiew świeżości! Podczas ich pierwszej warszawskiej wystawy w agencji reklamowej D'Arcy ceny ich obrazów sięgały ledwie kilkuset złotych. Wielu kolekcjonerów pluje sobie w brodę, że wówczas nie podjęło decyzji o zakupie.
Powstały dwie ważne instytucje, które zrewolucjonizowały rynek sztuki w Polsce, sposób jej pokazywania i mówienia o niej - Raster i Fundacja Galerii Foksal. Joanna Rajkowska ustawiła na rondzie de Gaulle'a sztuczną palmę, przypominając nam o genezie nazwy Alej Jerozolimskich i o obecności Żydów w Warszawie. Przetrwała nieprzychylnych urzędników, którzy nie wiedzieli, co z tą palmą zrobić, przekonała warszawiaków. Dziś nikt nie wyobraża sobie naszego miasta bez palmy.
Były wystawy i akcje, które budziły emocje i gorące dyskusje: jubileuszowa wystawa w Zachęcie z instalacją Maurizia Cattelana przedstawiającą papieża przygniecionego meteorytem (2000), Julita Wójcik obierająca ziemniaki w Małym Salonie Zachęty (2001), fotografie Nan Goldin w CSW (2003), rzeźby Igora Mitoraja na placu Zamkowym (2004). Oj, było gorąco! Są takie wydarzenia, które wyjątkowo ciepło wspominam: wystawy w CSW: "Scena 2000" i "Gendai", w Zachęcie: Mirosława Bałki i akcja "Bródno 2000" Pawła Althamera. Ale to, co szczególnie cieszy, to gigantyczna zmiana sposobu mówienia i pisania o sztuce. Odpomniczenie, odpompowanie powietrza. Dzięki temu przybywa jej odbiorców i kolekcjonerów. A galerie takie jak Zachęta pękają w szwach.