Iwona Szpala: Hanna Gronkiewicz-Waltz chce zlikwidować Pańskie stanowisko.
- Podobnie jak resztę miejskich biur, które budował prezydent Lech Kaczyński. To właśnie wyczytałem w projekcie statutu PO. Role likwidowanych biur mają przejąć dzielnice. Platforma zapowiadała decentralizację, więc zdziwiony nie jestem. To polityka.
Pani prezydent chce podzielić Pańską władzę między urzędników.
- Nie rządzę sam. Decyzje podejmuje 20 osób, które upełnomocnił prezydent, a nie ja. Całość biura to 400 urzędników, z czego ponad połowa siedzi w 18 dzielnicowych delegaturach.
Stanowisko naczelnego architekta obroni się?
- Mam nadzieję. Rzecz jasna, zakres władzy, jaki będzie miał, zależy od prezydenta. Byłbym szczęśliwy, gdyby Hanna Gronkiewicz-Waltz oddzieliła politykę od spraw administracyjnych. Dotąd musiałem decydować w obu obszarach, co nie było zbyt komfortowe.
Decyzje polityczne w biurze naczelnego architekta miasta?
- A choćby to, czy pozwolić na budowę kolejnego centrum handlowego w mieście. Ikei zgodę dałem sam, ale to była właśnie polityka. Od takich decyzji powinien być prezydent, radni, zespół konsultacyjny, który mówi nam, co mamy robić.
Chce Pan zostać w ratuszu. Jak spotka się pan z Hanną Gronkiewicz-Waltz, to co Pan jej powie?
- Że miasto jest w trakcie bardzo ważnych projektów. Zacząłem je jako naczelny architekt, mam wiedzę. W przeciwieństwie do niektórych urzędników nie należę do ptaków lotnych. Jak coś zacznę, to chciałbym skończyć.