Pójdę do nich z fajnymi ludźmi i będziemy gadać

Renata Radłowska
2006-11-05, ostatnia aktualizacja 2006-11-05 00:00

Zamiast wizyt w szkole ?trójek wizytacyjnych?, czyli policjanta, kuratora i prokuratora, spotkania ze znanymi piłkarzami, aktorami, muzykami - to pomysł i sposób Jerzego Fedorowicza na agresję, nietolerancję i obojętność. Program przygotowuje wspólnie z kuratorami oświaty i dyrektorami szkół.

Rozmowa z Jerzym Fedorowiczem, dyrektorem nowohuckiego Teatru Ludowego i posłem PO

Renata Radłowska: Jak się miewają Pana skini?

Jerzy Fedorowicz: Pyta pani o chłopaków, z którymi robiłem "Romea i Julię" w Teatrze Ludowym? Świetnie. To banał, co powiem, ale oni wyszli na ludzi. Na przykład Wiesio jest doktorem informatyki, Radek jest biznesmen. Jestem z nich dumny. A na początku lat 90., kiedy realizowaliśmy ten projekt teatralny, to wszyscy się ze mnie śmiali. Że porywam się na coś szalonego. Ale formuła tego teatru wypaliła.

Opracowuje Pan program przeciw agresji.

- Sam tego nie zrobię, bo nie mam przygotowania merytorycznego. Ale rozmawiałem już z kuratorami oświaty i obiecano mi pomoc. A ja? Ja mam doświadczenie, wiem, jak z dzieciakami rozmawiać i jak ich czymś zainteresować. Pomysł z programem, który teraz chciałbym realizować w szkołach, przyszedł zaraz po tym, jak przeczytałem w "Gazecie" rozpaczliwy i cholernie mocny list uczennicy jednego z krakowskich liceów. Byłem wstrząśnięty! Pomyślałem, że skoro polskie pomysły edukacyjne się nie sprawdziły, może więc warto wykorzystać te amerykańskie.

Amerykańskie szkoły nie są chyba najbezpieczniejsze na świecie...

- No właśnie. I dlatego Amerykanie mają spore doświadczenia w walce z agresją wśród uczniów. To, co oni robią, ja chciałbym w jakiejś części zastosować w naszych realiach. W styczniu chciałbym ruszyć z grupą ludzi do szkół. Ale nie żaden tam kurator, policjant, czy prokurator. Będzie to znany sportowiec, aktor, rockenrdolowiec. I nie ktoś taki, kto zanudzi, albo kogo znają świetnie rodzice, ale człowiek, którego dzieciaki szanują.

A są tacy?

- Jasne! Myśli pani, że jak się pojawi w krakowskiej szkole Marcin Cabaj, albo Kuba Błaszczykowski, to dzieciaki nie przyjdą na spotkanie z nimi? Przyjdą.

I co potem?

- Dla jednych nic, dla drugich wiele - będziemy gadać. O agresji, o nietolerancji, o ksenofobii. Nie tak, jak z panem pedagogiem; nie ze statystykami w ręce; żadna tam pogadanka zwołana na polecenie dyrektora. Normalnie. Taka rozmowa powinna być szczera, i chciałbym, żeby podczas niej mówiły obie strony. Także te chłopaki pod ścianą, które udają, że mają wszystko w d..., i plują na podłogę. Idealista z Pana.

- Możliwe. Ruszamy w styczniu. Parę dni temu zadzwonił do mnie Zbyszek Hołdys, stary rockendrolowiec, który chciał się przyłączyć do tego projektu. Spotkania w szkołach to nie wszystko - chciałbym, żeby studenci szkół artystycznych kończyli specjalne kursy dla terapeutów (to oczywiście opcja, którą można sobie wybrać). Potem mogliby pracować w szkołach, prowadzić zajęcia z dzieciakami.

Najczęściej czytane24 htydzień