Komitet Wyborczy "Krasnoludki i gamonie" będzie walczyć o mandaty w Radzie Miejskiej Warszawy i o fotel prezydenta. To już drugi start Fydrycha w wyborach, który w latach 80. zasłynął we Wrocławiu jako lider Pomarańczowej Alternatywy, m.in. malując krasnoludki na szarych plamach na murach, w miejscu zamalowywanych przez władze opozycyjnych napisów. Po roku 1989 Fydrych bez powodzenia kandydował do Sejmu oraz na prezydenta. Do Polski wrócił w 1999 r., a rok później w Poznaniu, podając się za inspektora sanepidu, sprzedawał w mieście na ulicy preparat o nazwie Biosyntex. W rzeczywistości była to woda mineralna z kroplami żołądkowymi. Wtedy też został aresztowany przez policję za "podszywanie się pod osoby publiczne oraz wprowadzanie do obiegu środków farmaceutycznych bez zezwolenia".
Michał Kokot: Dlaczego zdecydował się Pan ponownie na kandydowanie na prezydenta Warszawy?
Waldemar "Major" Fydrych: Obecni politycy są moim zdaniem skończeni. Zmiany są konieczne, a mogą zacząć się tylko od Warszawy. Potrzebna jest wymiana pokoleniowa w polityce i budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli zdobędę fotel prezydenta miasta, zacznę od dobrego kontaktu z obywatelami.
Pod jakim hasłem występujecie?
Pierwsze to "Głosując na gamoni, głosujesz na siebie". Społeczeństwo może pomylić się raz na dziesięć lat i wybrać gamoni, ale jeżeli robi to cały czas, to znaczy, że samo jest gamoniami. My też nimi jesteśmy, ale w odróżnieniu od tych, którzy rządzą, jesteśmy bardziej sympatyczni i otwarci. Będziemy do tego przekonywać mieszkańców Warszawy, organizując happeningi na Nowym Świecie. Trochę pomagają nam w tym też krasnoludki. A drugie nasze hasło brzmi: "Głosując na nas, nie musisz uciekać z kraju".
A co chcecie ludziom zapewnić, żeby zostawali w Polsce?
Ludzie uciekają, bo wstydzą się tych, którzy rządzą. My chcemy, żeby nie tylko się wstydzili, ale i stworzyć im miejsca pracy oraz zapewnić wyższe pensje.
Ma Pan jakieś doświadczenie w polityce?
W ciągu ostatnich 17 lat większość życia spędziłem poza granicami kraju. Mieszkałem w Paryżu, gdzie współpracowałem z organizacjami pozarządowymi, między innymi francuskimi Zielonymi. Nie może być tak jak w Polsce, że społeczeństwo jest zniewolone i pozbawione kompletnie inicjatyw i to właśnie chcemy zmienić.