Pierwsza debata kandydatów na prezydenta Częstochowy

Dorota Steinhagen
2006-10-19, ostatnia aktualizacja 2006-10-19 00:00

?Gazeta? zaprosiła kandydatów na prezydenta Częstochowy do debaty o przyszłości miasta. 18 października w ośrodku ?Gaude Mater? stawiło się pięciu. Szósty - Longin Dobrakowski z LPR-u - nie dotarł, ale nieobecność usprawiedliwił


Fot. Fot: Grzegorz Skowronek / AG
Gdyby pogląd na zamknięcie III Alei dla ruchu miał decydować o tym, kogo poprzeć na prezydenta, częstochowianie byliby w kropce. Wszyscy kandydaci chcą w tym miejscu deptaku. Równie zgodni są w kwestii powołania uniwersytetu częstochowskiego: trzeba zrobić wszystko, by powstał. Co więcej zarówno prezydent Tadeusz Wrona, jak i Szymon Giżyński uważają się za autorów sukcesu, dzięki któremu do uniwersytetu bliżej - zdobycia 10 mln euro na rozwój Akademii Jana Długosza. Zielone światło dla galerii handlowej na wyspie przy Krakowskiej też zapalają wszyscy kandydaci, ale prohibicja w pawilonach na Dekabrystów już ich poróżniła - tylko Tadeusz Wrona jest pewien, że ma trwać. Inni chcieliby przynajmniej wrócić do dyskusji na ten temat.

Głównym tematem debaty było jednak: co zrobić, aby Częstochowa stała się atrakcyjna dla młodych ludzi. Miasto bowiem się wyludnia, a prognozy demografów są niepokojące: za 25 lat w Częstochowie nie będzie nawet 200 tys. mieszkańców. Problemów młodzieży dotyczyło też najwięcej pytań od publiczności, która szczelnie wypełniła salę Ośrodka Promocji Kultury "Gaude Mater".

Inwestor pilnie poszukiwany

Kandydaci są zgodni: nowe miejsca pracy to podstawowy warunek, by zatrzymać młodych. Skąd jednak wziąć tych, którzy miejsca tworzą - pomysły są różne. - Inwestor sam do nas nie przyjedzie - uważa Halina Rozpondek. - Nie wystarczy udział w targach. Trzeba, jak robi prezydent Wrocławia, samemu jechać do inwestora i sprowadzić go do Częstochowy.

Krzysztof Matyjaszczyk chciałby przede wszystkim przygotować odpowiednie tereny dla przedsiębiorców. Będzie dobra infrastruktura, znajdą się inwestorzy.

Wrona za ważniejsze uważa pomaganie tym firmom, które w mieście już są, bo jak będą miały ku temu warunki, to rozwiną działalność. Za wzór postawił TRW, które po rozbudowie zatrudni 1100 nowych pracowników. Giżyński z kolei podkreśla rolę urzędów o zasięgu regionalnym. Jeśli w Częstochowie powstaną ich oddziały, mieszkańcy znajdą w nich pracę.

Spór o kasę

Awantura między kandydatami wybuchła w sprawie zabiegania o unijne pieniądze. - Dostajemy ich za mało, bo wnioski, które przygotował Urząd Miasta, zawierały błędy - ocenił Matyjaszczyk. Oburzony prezydent Wrona odparł, że to lewicowy zarząd województwa śląskiego tendencyjnie pomijał Częstochowę przy rozdziale europejskich pieniędzy. Chwilę wcześniej jednak pytany, co zdoła zrobić dla miasta, skoro jego Wspólnota Samorządowa nie stara się nawet o miejsca w Sejmiku, dowodził, że dobry wniosek przejdzie niezależnie od tego, kto go będzie oceniał. - Po znajomości załatwiało się w PRL-u - uważa Wrona.

Ale Giżyński nie ma wątpliwości: ważne, by prezydent miał dobre układy w Katowicach i Warszawie, bo tam decyduje się o funduszach dla Częstochowy.

Urząd bez kolejek?

Dyskusja o magistracie i jego funkcjonowaniu rozpaliła zarówno kandydatów, jak i publiczność. Zaczęło się od wypowiedzi Wrony, który ocenił, że administracja samorządowa działa dużo lepiej niż cztery lata temu. Dowodem są liczne nagrody i certyfikaty oraz... brak kolejek w urzędzie. - Są kolejki! - gwałtownie zaprotestowała publiczność. - To nie o nagrody i certyfikaty chodzi, tylko o kompetentnych urzędników! - oceniła Rozpondek. - Żeby nie zatrudniać krewnych i znajomych - dorzucił Ryszard Raczek, zarzucając obecnemu prezydentowi takie właśnie zasady rekrutacji kadr. Wrona odpierał zarzut, tłumacząc, że na część stanowisk są organizowane konkursy.

Matyjaszczyk obiecał odmłodzenie urzędu. Jak skuteczni mogą być młodzi ludzie, pokazuje - jego zdaniem - przykład szefa SLD Wojciecha Olejniczaka, który dobrze rządził Ministerstwem Rolnictwa.

e-czestochowa

Kiedy wszyscy mieszkańcy Częstochowy będą mieli swobodny dostęp do szerokopasmowego internetu? - chcieli wiedzieć słuchacze. - Dostajemy nagrody za informatyzację urzędu - mówił Wrona. - Ale to nie o urząd chodzi, a o sieć funkcjonującą w całym mieście - ripostował Matyjaszczyk i zaczął się rozwodzić nad zaletami systemu WIMAX, który działa już w niektórych miastach Polski: pozwala na duże oszczędności oraz może pomóc w przyciągnięciu inwestorów.

- Chyba nikt z kandydatów nie odważy się powiedzieć, że bezprzewodowy internet nie jest konieczny - orzekła Rozpondek.

- A moim ulubionym narzędziem pracy jest kartka i ołówek - wyznał Giżyński i ocenił: - W rządzeniu miastem najważniejsze są pomysły i polityczna wola, by je realizować.

Klasówka z miasta

Pretendenci do prezydenckiego fotela nie mieli łatwo. Poddaliśmy ich egzaminowi z wiedzy o Częstochowie. Najlepiej odpowiadał obecny prezydent Tadeusz Wrona, a najgorzej były wojewoda Szymon Giżyński. Okazał się jednak zapalonym kinomanem, bo jako jedyny prawidłowo odpowiedział, że Cinema City ma osiem sal projekcyjnych. Na kilku pytaniach polegli wszyscy egzaminowani: nikt nie wiedział, że godzinny bilet MPK kosztuje 3,80 zł i że najwyższym punktem w mieście jest Wzgórze Błesznieńskie, a nie Jasna Góra. Za to wszyscy prawidłowo odpowiedzieli na podchwytliwe pytanie: ile razy papież był w Częstochowie? Siedem, bo sześciokrotnie gościliśmy Jana Pawła II i raz Benedykta XVI.

  • Re: Pierwsza debata kandydatów na prezydenta Częs piotrbaum 20.10.06, 06:27

    Prowadzący debatę nie piszą , że zorganizowali ja w małej salce gdzie było bardzo dużo ludzi. Panował tłok i był oduszno. Prowadzący skupili się na moło ważnych rzeczach a nie prowadzili »

Najczęściej czytane24 htydzień