Dominika Kulesza
- Właściwie to świętować powinniśmy dopiero za pięć lat na 100. urodziny, ale nasi absolwenci tak bardzo lubią się spotykać, że uległem ich prośbom - przyznaje Ludwik Kowalski, dyrektor "mechanika". Sobotnie uroczystości jubileuszowe rozpoczęły się mszą świętą w kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy. Następnie ponad 500 osób - absolwenci, obecni i emerytowani już nauczyciele oraz uczniowie - spotkało się w gmachu Opery Nova. Były przemówienia i wspomnienia absolwentów placówki, a nowi uczniowie złożyli przysięgę na sztandar szkoły. Nie zabrakło tam też kabaretu: uczniowie w żartobliwy sposób przypomnieli historię "mechanika", który kończyli m.in. tacy znani bydgoszczanie, jak: były wojewoda Wiesław Olszewski, dyrektor Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Braille'a Zenon Imbierowski, poeta i kolekcjoner pocztówek o naszym mieście Wojciech Banach, czy Marek Jeleniewski, autor książki "Bydgoska Szkoła Techniczna". Po uroczystościach w Oprze ruszył korowód przez miasto, do gmachu szkoły - na czele nie mogło zabraknąć uczniów na bicyklach, wykonanych w "Mechaniku" pod okiem Czesława Maniewskiego (na zdjęciu).
A jak wspominają czasy nauki abslowenci "Mechanika"? - Był czas, kiedy o jedno miejsce w naszej szkole ubiegło się po siedem, osiem osób - opowiada Jeleniewski, absolwent z 1977 roku. - Nasza placówka była elitarna. Z czystym sumieniem można stwierdzić, że w całym regionie nie ma uczelni o profilu technicznym, która zasłużyłaby się w równym stopniu dla rozwoju Bydgoszczy i województwa - dodaje. Wymagający profesorzy i świetnie przygotowani do studiów absolwenci to znak rozpoznawczy "mechanika". - Jeżeli ktoś chciał studiować, to nie miał najmniejszego problemu, żeby się dostać na wymarzony kierunek. Byliśmy tak doskonale przygotowani, że to, czego uczono nas w technikum, często pojawiało się na wykładach na II czy III roku - ocenia Jeleniewski.
Świetne przygotowanie do zawodu, jak i do studiów to niewątpliwa zasługa legendarnych już nauczycieli. Do dziś po Bydgoszczy krążą legendy o Janie Klepcarzu, zwanym przez uczniów "Klepa", który oblał własnego syna; czy o Czesławie "Maniusiu" Maniewskim, którego oryginalne powiedzonka przeszły do historii szkoły (np. "Do odpowiedzi przyjdzie ostatnia ławka"). - Ja na zawsze w pamięci zachowam surowość profesor Haliny Kędzierskiej, zwanej "Onucą", nauczycielki chemii - wspomina jeden z absolwentów. - Terror, który wprowadzała na lekcjach, nie miał sobie równego. Podczas wykładów każdy uczeń musiał siedzieć na baczność, z założonymi za krzesłem rękami. Najmniejszy ruch sprawiał, że "Onuca" natychmiast rozkazywała wezwać rodziców delikwenta, za "skandaliczne zachowanie". Była naszą wychowawczynią, więc mieliśmy specjalne względy. Nasi rodzice byli wzywani najczęściej - dodaje z uśmiechem.