Jest nieduży, widać go z trasy Białystok -Warszawa, ma swoją stronę internetową i motto: "one czasem też odchodzą". Pomysłodawcą jest Krzysztof Iwaszko, na którego ziemi cmentarz się znajduje.
- Parę lat temu moim znajomym, którzy mieszkają w bloku, zszedł królik. Poprosili mnie, bym im pomógł - opowiada. - Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że w Białymstoku nie ma miejsca, gdzie właściciele mogliby pogrzebać swoich ulubieńców.
Pan Krzysztof długo się nie zastanawiał, od rozmyślań przeszedł do czynów. Cmentarz działa od roku. Spoczywa tam blisko 20 zwierząt. Jest kotka Agatka, pies Bilbo i świnka morska Sonia. W miejscu pochówku każdego z nich leży betonowa płyta i metalowa tabliczka z imieniem zwierzaka.
- Właściciele odwiedzają te miejsca, stawiają znicze, kwiaty, czasem małe figurki zwierząt - mówi pan Krzysztof. - Kiedy przyjeżdżają pogrzebać swoje zwierzęta, wyzwalają się z nich niesamowite emocje. Nie dziwi mnie to, bo psy i koty traktowane są często przez domowników jak równoprawni członkowie rodziny. Odejście kota czy psa najbardziej przeżywają dzieci.
Ukochanego kota lub chomika można też upamiętnić w inny sposób - umieszczając zdjęcie czworonoga i krótki jego opis na stronie internetowej wirtualnego cmentarza.
- Marzy mi się również, by kiedyś, już w rzeczywistości, stworzyć aleję "zasłużonych", czyli psów pracujących np. w policji lub championów - dodaje nasz rozmówca. Na razie jednak żaden z właścicieli takich psów się do niego nie zgłosił. - Sądzę, że musi upłynąć jeszcze kilka lat, zanim białostoczanie zaczną myśleć, jak mieszkańcy zachodniej Europy czy Ameryki, gdzie takie cmentarze są bardzo popularne. U nas, jak na razie, zwierzęta zakopywane są w lesie, parku czy ogrodzie. Tymczasem, wedle przepisów weterynaryjnych, jest to niedozwolone.
Co dzieje się z psami, które odsłużą swoje np. w policji?
- Najczęściej przechodzą na psią emeryturę i trafiają do domu przewodnika, czyli policjanta, z którym pracowały przez lata. Te nieuleczalnie chore są usypiane. Całe szczęście takie przypadki są sporadyczne - wyjaśnia aspirant Witold Opoński z podlaskiej policji. - Gdzie trafiają ciała takich zasłużonych psów? Tego nie wiemy. Nie mamy obowiązku sprawdzania, co się z nimi dzieje.