Władze naszego miasta dają brytyjskim organizatorom imprezy 10 mln zł. Kiedy na stronach internetowych BBC wpiszemy w okienko "szukaj": "Miss World 2006", nie pojawi się żadna informacja. CNN prezentuje piękności, a także krótkie migawki z Warszawy i innych polskich miast, w których były najpiękniejsze kobiety. Tylko że Amerykanie albo nie wiedzą, gdzie odbywał się show, albo odnotowują w lokalnej prasie, że "w Europie Wschodniej". Trudno się zresztą dziwić. Kto z nas interesował się tym, że aż trzy razy z rzędu finał Miss World odbywał się w chińskim kurorcie Sanya? I jakie to ma znaczenie? Większość chce tylko wiedzieć, kto wygrał, jak wygląda zwyciężczyni i z którego kraju pochodzi.
Lokalne władze naszych miast dwoiły się i troiły, by pokazać się z jak najlepszej strony. Najbardziej komicznie wyglądało to na zaniedbanym dworcu kolejowym w Katowicach. Na przyjazd urodziwych pań byle jakie ławki przykryto zielonym suknem, a nędzę peronów zasłonił sprytnie podstawiony pociąg - lśniący i zmodernizowany za unijne pieniądze. W Warszawie finał musiał się odbyć w "darze Stalina", bo od ponad pół wieku Warszawa nie potrafi się zdobyć na budowę nowoczesnej sali widowiskowej. Choć wszystko w telewizji wyglądało całkiem nieźle, to licznie zgromadzeni na widowni Sali Kongresowej ambasadorowie wielu krajów poczuli duchotę (brak klimatyzacji) i zobaczyli nędzę postkomunistycznego stylu glamour - wyliniałe obicia niewygodnych foteli cerowane grubą nicią.
Możemy się jedynie pocieszać, że przez miesiąc krok w krok za podróżującymi po Polsce misskami podążała czteroosobowa mongolska stołeczna telewizja z Ułan Bator. Jest więc nadzieja, że obszerna relacja trafiła nie tylko pod polskie strzechy, ale także do jurt.
Z Miss World najbardziej cieszą się hotelarze. We wrześniu mieli rekordowo dużo gości. Dumny z siebie jest też ratusz. Choć organizował imprezę na chybcika i na wariackich papierach, uniknął kompromitacji. Znów się okazało, że najlepsi jesteśmy w show pt. "Wielka Improwizacja". Szkoda tylko, że aż tyle energii i pieniędzy poświęcamy tak obciachowej imprezie jak Miss World, która od już kilkudziesięciu lat odbywa się poza kontynentem europejskim.
Komentują dla "Gazety"
Lech Isakiewicz, dyrektor zarządu Pałacu Kultury i Nauki: - Impreza była organizowana trochę na wariackich papierach, powinniśmy się do niej szykować od roku albo dwóch. Robiliśmy wszystko, by finał w PKiN się udał i to niezależnie od Anglików. Było sporo zamieszania z fakturami, bo po zerwaniu umowy z Biurem Miss Polonia płacić mieli Anglicy, ale tylko w teorii. Do ostatnich dni nie było umów, więc obciążaliśmy miasto. To, że impreza się udała, zawdzięczamy przede wszystkim załodze Pałacu: stolarzom, tapicerom, elektrykom, strażnikom, ochronie. Anglicy przywieźli sprzęt i dekoracje, ale reszta należała już do nas. Mamy tu ludzi, którzy organizowali zjazdy PZPR. Skoro wtedy radzili sobie z mównicą i stołem prezydialnym, które na oczach delegatów wyjeżdżały spod podłogi niczym deus ex machina, to nic dziwnego, że dali radę i na gali Miss.
Anglikom się wydawało, że wszystko wiedzą lepiej. Chcieli dodatkowych wzmocnień sceny. Wytłumaczyłem im, że te deski utrzymały cały chór Aleksandrowa i zespół taneczny z przytupami, więc nie będzie problemu ze 104 paniami. Sala nie była zapełniona, bo za późno wydrukowano bilety. Przez tydzień nie wiedzieliśmy, jak ponumerować miejsca dla gości, bo wciąż nie było decyzji, ile rzędów mamy zdemontować. W efekcie do Kancelarii Prezydenta zaproszenia dotarły w czwartek i się obrazili. Z polskich VIP-ów praktycznie nikogo nie było. Mimo tych przeciwności PKiN sobie poradził, a co najważniejsze, był na wszystkich reklamówkach konkursu.
Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications: - Starali się jak nigdy, a wyszło jak zawsze. Kiedy w czasie gali był wyświetlany film z pobytu uczestniczek Miss World, ktoś tłumaczył na żywo i z błędami. A przecież nawet najmniejsza agencja PR wie, że takie materiały należy tłumaczowi dać wcześniej, by mógł się dobrze przygotować.
To była superokazja do wypromowania miasta i Polski, bo tę imprezę ogląda cały świat. Duże wrażenie wywarły na mnie wybory Miss World w Kapsztadzie. Nie pamiętam, kto wygrał. Zapamiętałem za to, jak fantastycznie zaprezentował się Kapsztad przy okazji tej imprezy. Czy dobrze wypadła Warszawa? O to trzeba będzie pytać ludzi z zagranicy.
Marta Nowicka, międzynarodowa Agencja PR Fleishman-Hillard: - Zapytałam przedstawicieli Fleishman-Hillard z całego świata o ich spostrzeżenia związane z promocją Polski w związku z wyborami Miss Świata. Wszystkie odpowiedzi brzmiały identycznie: stracona okazja ("lost opportunity"). Polska była wprawdzie wymieniana jako kraj, w którym zorganizowano wybory, ale nie szły za tym działania informacyjno-promocyjne. Nikt nie odpowiedział twierdząco na pytanie, czy dowiedział się czegoś nowego na temat Polski. W Miami np. część osób w ogóle nie łączyła wyborów z Polską. Jako ciekawostkę można przytoczyć zdanie z "MiamiHerald", które prezentuje sposób postrzegania Polski przez przeciętnego Amerykanina, czyli "państwo w Europie Wschodniej": "Warszawa jest drugą po Londynie europejską stolicą, w której zorganizowano wybory Miss Świata (). 104 finalistki spędziły zeszły miesiąc, podróżując po wschodnioeuropejskich miastach, plażach, wsiach".
Przy promowaniu Polski za granicą łatwo zauważyć brak spójności i konsekwencji. Brakuje strategii, by przytoczyć choćby wykorzystywanie tak różnych symboli promujących Polskę w ostatnich latach jak latawiec czy hydraulik. Może to właśnie hydraulik powinien być przewodnikiem kandydatek po Polsce?
Michał Borowski, naczelny architekt Warszawy i koordynator konkursu w Polsce: - Najbardziej interesuje mnie, ile razy i gdzie pokazywano Warszawę, jaki będzie efekt promocyjny. Finały transmitowało 165 stacji telewizyjnych na świecie. Myślę, że tam impreza przebiła się bardziej niż w Polsce. Jednak wyniki oglądalności i inne twarde dane poznamy w raporcie, który ma być gotowy w przyszłym tygodniu. Dopiero wtedy zapłacimy ostatnie 4 mln z 10 mln zł, które samorząd wydał na finał konkursu.
Impreza to nasz niewątpliwy sukces. Udała się mimo całego splotu zdarzeń, który jej towarzyszył. Myślę tu o zmianie na stanowisku szefa rządu i odebraniu patronatu przez kancelarię premiera Kaczyńskiego, zatrzymaniu i zarzutach prokuratorskich wobec dwóch panów ze spółki Biuro Miss Polonia [chodzi o Pawła B., byłego wysokiego urzędnika samorządowego, i Wojciecha Ł., biznesmena, sprawa jest sprzed kilku lat], które miało umowę z Miss World Ltd, wreszcie jej wypowiedzenie przez stronę angielską. Gdybyśmy pracowali w spokoju, finały można by z pewnością zrobić z większym rozmachem. Niestety, nową umowę z Miss World Ltd. podpisaliśmy dopiero 30 września, w sobotę po południu (w dniu gali finałowej).
Znalazłem sponsorów gotowych wyłożyć nawet 1 mln funtów, tyle że nie miałem im czego zaoferować. W efekcie transmitowana na cały świat impreza nie miała sponsora głównego. Gdyby było więcej czasu, z puli 10 mln zł Warszawa wydałaby pewnie połowę. Uważam, że imprezę możemy powtórzyć, tyle że już z finansowym zaangażowaniem polskiego rządu i bez takiego pośpiechu.