Prawie dwustukilowy rozbity nagrobek z piaskowca pojawił się w poniedziałek w dziale "Antyki i sztuka". W opisie sprzedający o pseudonimie "dora-db" wyjaśnia, że macewa pochodzi z cmentarza żydowskiego i najprawdopodobniej została zniszczona w czasie okupacji. "Myślę że stanowią one jakąś wartoś dla narodu żydowskiego, których dorobek kulturalny niszczyli Naziści. Posiadam ok 20 elementów z nagropka sprzedaję wszystkie"(pisownia oryginalna) - pisze.
Dzwonimy pod numer podany w ogłoszeniu. Sympatyczny starszy mężczyzna już na wstępie zaznacza, że choć sprzedaje macewę, nie chodzi mu o pieniądze.
- Nagrobek znalazłem na śmietnisku w Lubartowie. Ja jestem Polakiem, ale żal mi się zrobiło. Przecież to kawałek historii narodu, który przez lata żył obok nas. Pomyślałem, że dla osób pochodzenia żydowskiego może mieć dużą wartość - tłumaczy.
- Ale czy to legalne?
- (Chwila milczenia) Wie pani, lepiej, żeby ktoś się tym zajął, niżby miało marnować się na śmietniku. W końcu to nagrobek.
- A policja się do mnie nie przyczepi?
- Szczerze mówiąc, myślałem, że kupi go jakieś muzeum.
- To dlaczego ogłasza się pan na Allegro, a nie zadzwoni do muzeum?
- Teraz wszyscy muzealnicy siedzą w internecie. Nawet dzwonili już do mnie z jednego instytutu. Miałem sporo telefonów, więc nie wiem, czy sprzedam go pani. Na razie wstrzymajmy się te dwa tygodnie do końca aukcji.
- Czyli jednak zależy panu na pieniądzach?
- Skąd. Ale chcę zobaczyć, kto jeszcze się zgłosi.
O sprawie opowiadamy Halinie Landeckiej, wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków z Lublina: - To niezgodne z prawem. Znalezienie macewy powinno zostać zgłoszone na policji. Ten pan nie ma prawa dysponować nagrobkiem. Należy jak najszybciej powiadomić o tym policję - mówi konserwatorka.
Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego jest przerażony: - Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś za pieniądze chciał coś takiego sprzedać. To niemoralne, bo to jakby kośćmi handlować. Na Woli na pchlim targu sprzedają kawałki Tory, a przecież zniszczona powinna zostać pochowana - mówi "Gazecie".
Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego opiekująca się cmentarzem żydowskim w Lubartowie o sprawie dowiedziała się od nas. - Skontaktujemy się z tym mężczyzną i sprawdzimy, czy rzeczywiście ta macewa pochodzi z lubartowskiego cmentarza. Jeżeli tak, postaramy się przekonać go, by ją oddał - mówi Jan Kuberski, rzecznik fundacji.
Próbą sprzedaży macewy zainteresowali się też pracownicy biura naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha. Skontaktowali się ze sprzedającym i rozmawiali o możliwości odzyskania macewy. Mężczyzna miał odpowiedzieć, że tak szacownej instytucji gotów jest ją oddać za darmo, ale musi jeszcze się zastanowić. Nie chciał też się przedstawić ani podać swojego adresu.