Supersam w kwietniu zamknął nadzór budowlany. Stwierdził, że przeżarty korozją dach może runąć. Spółdzielnia Spożywców "Supersam" chce zburzyć ten pawilon, a na jego miejscu wspólnie z poznańskim funduszem inwestycyjnym BB Investment postawić ośmiopiętrowy budynek biurowo-handlowy. Trzyletni okres rozbiórki i budowy kupcy zamierzają przetrwać w tymczasowej hali handlowej, pod którą Kazimierz Marcinkiewicz, komisarz Warszawy, niedawno wydzierżawił im grunt u zbiegu Puławskiej i Domaniewskiej.
Kupcom Supersam...
Te plany może storpedować wojewódzki konserwator zabytków, który chce wpisać Supersam do rejestru zabytków. - Mamy wątpliwości, czy rzeczywiście budynek nie nadaje się do remontu. Zamówimy własną ekspertyzę - powiedział "Gazecie" Maciej Czeredys z biura konserwatora.
- Działania konserwatora mogą doprowadzić do katastrofy budowlanej i w konsekwencji są skierowane przeciwko ochronie budynku. Szczególnie wobec podjętych działań przez Politechnikę Warszawską w sprawie jego przeniesienia i rekonstrukcji - przekonuje Grzegorz Majewski, prezes spółdzielni.
Wczoraj w proteście przeciwko zamiarom konserwatora kupcy zorganizowali wiec. Pojawił się na nim wicepremier Andrzej Lepper, który obiecał pomoc. Jaką? - Będziemy wywierać nacisk na konserwatora, by nie uznawał Supersamu za zabytek - mówi Ryszard Czarnecki, europoseł Samoobrony, który również uczestniczył w wiecu. - Nie stajemy z konserwatorem do konkursu na wiedzę o zabytkach, na pewno jest fachowcem, ale decyzję w tej sprawie trzeba podejmować, biorąc pod uwagę ludzi - przekonuje. Zapewnia, że Samoobrona nie zainteresowała się sprawą Supersamu, żeby przed wyborami samorządowymi zaprezentować się jako partia broniąca warszawskich kupców. - Trudno, żebyśmy zaniechali interwencji i zajęli się sprawą dopiero dwa dni po wyborach. Biało-czerwonych krawatów na wiecu nie rozdawaliśmy. Jeżeli termin jest dla kogoś fortunny, to dla kupców - przed wyborami urzędnicy czują większą presję i są bardziej wyczuleni na problemy ludzi - utrzymuje.
...koniom wyścigi
Andrzej Lepper pod Supersam przyjechał prosto z toru wyścigów konnych na Służewcu. Tam z kolei przyrzekł, że od kwietnia będą działać pełną parą. Teraz konie ścigają się przy ograniczonej publiczności, która nie może obstawiać wyników. - Nie pozwolę, żeby konie czystej krwi stały się bezużyteczne, a państwowe stadniny miały problemy! - grzmiał. Podkreślał, że tegoroczny sezon wyścigowy zaczął się dzięki 2 mln zł, które wyasygnował. I obiecał, że w przyszłym sezonie będzie można obstawiać wyścigi.
- Żeby Służewiec wrócił do swojej świetności, potrzebujemy więcej pieniędzy. Niezbędna jest też pomoc Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Gospodarki - mówił "Gazecie" Feliks Klimczak, organizator tegorocznego sezonu na Służewcu.
Samoobrona atakuje Supersam - komentarz Dariusza Bartoszewicza
Ogłaszam alert wśród miłośników piękna - Andrzej Lepper zabiera się za lustrowanie warszawskiej architektury. Minister rolnictwa z innymi prominentnymi politykami Samoobrony naciska, by nie chronić budynku, który stanowi wybitne osiągnięcie projektantów z 1962 r. Dlatego właśnie Supersam znalazł się na liście Stowarzyszenia Architektów Polskich, obok stu kilkudziesięciu innych obiektów wzniesionych po drugiej wojnie światowej i stanowiących dziedzictwo naszej kultury współczesnej. Atak elit Samoobrony nastąpił w czasie, kiedy na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology w Stanach Zjednoczonych można oglądać wystawę poświęconą dorobkowi prof. Wacława Zalewskiego, jednego z projektantów Supersamu. Kiedy u nas hałaśliwe lobby próbuje za wszelką cenę usunąć halę, amerykańscy studenci podziwiają na zdjęciach i planszach finezję jego lekkiej konstrukcji. Cóż za paradoks.
Decyzja o definitywnym usunięciu Supersamu z pl. Unii Lubelskiej grozi czymś jeszcze - prowizorycznym blaszakiem ze sklepem w rejonie stacji metra Wilanowskiego. Cały ten obszar został już zagracony koszmarnie wielkimi i brzydkimi blokami mieszkalnymi. Do tego bałaganu ma jeszcze dojść "tymczasowy Supersam". Na wieść o tym Andrzej Fabierkiewicz, architekt i autor miejscowego szczegółowego planu zagospodarowania tych okolic przeraził się: "Prowizoryczny sklep na trzy lata? Przecież u nas każdą prowizorkę trzeba przemnożyć przez dziesięć. Będzie tam stać przez lat 30".
I pewnie o to chodzi.
Dariusz Bartoszewicz