Choć "Tutus Tuus" (taka nazwę nosi pociąg) papieskim szlakiem jeździ od czerwca, wciąż budzi ciekawość podróżnych. Kiedy pojawia się na Dworcu Głównym, oblegają go turyści. Jedni robią zdjęcia, inni pytają, co to za pociąg i dlaczego pomalowany jest żółtą fosforyzującą farbą (kolejarze postanowili, że "Totus Tuus" będzie miał barwy papieskie).
Papieski pociąg to pomysł kolejarzy na turystykę pielgrzymkową. Trzy razy dziennie wyjeżdża z Krakowa, zatrzymuje się w miejscach związanych z Janem Pawłem II: krakowskich Łagiewnikach, Kalwarii Zebrzydowskiej i Wadowicach. Turyści mogą wysiąść na każdej ze stacji, pozwiedzać i wsiąść do następnego pociągu.
- Taki układ sprawdził się. Turyści w ciągu jednego dnia mogą zobaczyć najważniejsze dla Papieża sanktuaria i kościoły. Pociąg cieszy się sporym zainteresowaniem wśród zagranicznych pielgrzymów. Jechali nim m.in. Włosi, Hiszpanie, Duńczycy i Amerykanie - mówi Łukasz Kurpiewski.
Papieskim pociągiem może podróżować nawet kilkuset pielgrzymów (152 miejsca siedzące, 8 miejsc dla niepełnosprawnych). Turyści w czasie podróży klimatyzowanym wagonem oglądają fragmenty wystąpień Jana Pawła II. Gdy zbliżają się do Wadowic, na ekranach pojawia się Papież wspominający pomaturalną wyprawę na kremówki. Bilet kosztuje 11,50 zł (w jedną stronę) i 18 zł (dzienny).
Pociąg pokonuje trasę z Krakowa do Wadowic w godzinę. Mógłby rozwijać prędkość do 110 km na godzinę, ale rozpędza się tylko do 80 km - tory nie są przystosowane do dużych prędkości. To nie jedyny problem papieskiego pociągu, bo "Totus Tuus" miał już kilka awarii, a pasażerowie musieli korzystać z komunikacji zastępczej. Kolejarze zapewniają jednak, że kłopoty mają za sobą, bo pociąg jest już "dotarty".
- W tej chwili kursuje bez problemów. Nie planujemy też na jesień żadnych zmian w rozkładzie, bo turystów wakacyjnych zastąpią wycieczki szkolne i parafialne - twierdzi rzecznik PKP.
We wrześniu w pociągu będzie też można kupić papieskie pamiątki. Do tej pory jedyną pamiątką z tej podróży był bilet ze specjalną pieczęcią.