330 kilometrów kwadratowych powierzchni opisanej roślinami. Wbrew pozorom nie jest to temat pracy naukowej ambitnego botanika, a zadanie zlecone przez Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Krakowa, za które będziemy musieli zapłacić ponad 424,5 tys. zł. Komu ma służyć ten wydatek? - Dzięki mapie z jednej strony będziemy mogli chronić obszary, które są szczególnie cenne pod względem roślinności, a z drugiej zyskamy wiedzę na temat terenów, które bez szkody dla środowiska będą mogły być zabudowywane - wyjaśnia Przemysław Szwałko z wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska. - W miejscach, które okażą się szczególnie cenne, ograniczymy intensywność zabudowy lub w ogóle ją wyeliminujemy, jeśli np. okaże się, że powinien tam powstać rezerwat przyrody.
W ocenie magistratu mapa roślinności ułatwi urzędnikom m.in. formułowanie ustaleń miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a także wydawanie decyzji o zabudowie i zagospodarowaniu terenów nieobjętych tymi planami. W efekcie może się więc ona stać batem na deweloperów, którzy chcieliby budować wszędzie. Urzędnicy twierdzą jednak, że opracowanie ma pomóc w zrównoważonym rozwoju Krakowa, a nie blokowaniu inwestycji. Wykonaniem mapy zajmuje się frma ProGea Consulting z Krakowa, która - jak mówi magistrat - zaoferowała najniższą cenę za wykonanie zlecenia (drugi oferent sam wycofał się z przetargu). Prace w terenie prowadzi 15-osobowy zespół naukowców pod kierownictwem prof. Eugeniusza Dubiela z Uniwersytetu Jagiellońskiego i prof. Jerzego Szwagrzyka, z Akademii Rolniczej w Krakowie. Ze względu na czas wegetacyji roślin mapa będzie powstawać dwuetapowo. Pierwszy etap zakończy się jeszcze we wrześniu tego roku, drugi - rok później. Magistrat twierdzi, że cena, którą zaproponował wykonawca, nie jest wysoka. Wynosi ona bowiem około 70 zł za każdy opisany hektar, a mapa ma być niezwykle szczegółowa. Będzie to pierwsze takie opracowanie dla dużego miasta w Polsce.