- Nasze pielgrzymowanie będzie przebiegać sztafetowo. Jeszcze przez startem ustalamy kto, kiedy i ile przebiegnie. Średnio każdy ma do pokonania dwa-trzy etapy dziennie po kilka lub kilkanaście kilometrów, ale ich długość jest uzależniona od formy biegacza - opowiada Marek Gajewski, który weźmie udział w pielgrzymkowym maratonie. - Zasada jest taka: na trasie biegnie do sześciu osób, reszta podróżuje autokarem. Natomiast przez większe miasta już obowiązkowo biegniemy wszyscy i by mieszkańcy wiedzieli, kim jesteśmy, niesiemy wtedy ze sobą wielki transparent - dodaje.
Wśród uczestników są zarówno wytrawni biegacze, mający na koncie udział nawet w stu maratonach, ale również ich rodziny i przyjaciele, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z bieganiem. Nie ma znaczenia wiek, płeć ani wykonywany zawód. Jest to bowiem wspaniałe połączenie sportowej pasji z duchowym przeżyciem, jakim jest pielgrzymka.
Sam pomysł takiej formy pielgrzymowania zrodził się 10 lat temu w tarnobrzeskim Klubie Biegacza "Witar". Rzeszowianie przyłączyli się do tej inicjatywy dopiero w ubiegłym roku. Wówczas pielgrzymka startowała z Tarnobrzega i tam dołączyło do niej ośmiu śmiałków ze Stowarzyszenia "Ruch dla zdrowia" z Rzeszowa. - Teraz wystartujemy już bezpośrednio od nas. Najpierw pobiegniemy do Tarnobrzega, a stamtąd następnego dnia wyruszymy całą grupą w dalszą drogę - mówi Janusz Wacnik, który rok temu pielgrzymował w taki sposób razem z synem.
- Największa satysfakcja i wzruszenie przychodzi jednak u celu podróży. Tradycją jest, że zmęczeni, ale szczęśliwi kładziemy się na granitowych płytach, którymi wyłożona jest aleja na wzgórzu klasztornym, by na kilka minut się wyciszyć i w skupieniu rozważyć intencje, z jakimi tam przybiegliśmy - mówi pan Marek i dodaje: - Te cztery dni dodają nam więcej energii do życia niż dwutygodniowe wczasy wypoczynkowe. Dlatego jeśli się raz pobiegnie na Jasną Górę, to chce się już biegać zawsze.