W całej Polsce pracownicy NFZ liczą specjalistów, u których od przyszłego roku nie będą mogli kupować wizyt. Ta akcja to wynik zarządzenia prezesa NFZ opublikowanego ostatnio na stronach internetowych Funduszu. Określa ono zasady finansowania ambulatoryjnych świadczeń specjalistycznych, czyli porad u specjalistów, na 2007 rok. Z zarządzenia wynika, że Fundusz zamierza płacić tylko za porady u tych lekarzy, którzy mają pełną specjalizację. Wytłumaczmy to na przykładzie porad ortopedycznych. Jeśli udzieli nam jej "lekarz ortopeda" - fundusz za poradę u niego nie zapłaci; jeśli byłby to "specjalista ortopeda" - to już zapłaci. Ten pierwszy ma tylko pierwszy stopień specjalizacji, a to - wedlug Funduszu - za niskie kwalifikacje.
Ta różnica sprawi, że od przyszłego roku zmniejszy się gwałtownie liczba lekarzy z uprawnieniami do porad w ramach ubezpieczenia, co może wydłużyć kolejki do specjalistów. - W poradniach, które funkcjonują w moim ZOZ-ie, na około stu lekarzy dziesięciu nie spełnia wymagań Funduszu - mówi dyrektor ZOZ-u na południu Polski. - Jeśli Fundusz wprowadzi te zasady, będę musiał ich zwolnić. Przy czym są to bardzo dobrzy lekarze, lubiani przez pacjentów. W sile wieku, mogliby jeszcze kilkanaście lat pracować w publicznej służbie zdrowia.
Ilu takich lekarzy pracuje w polskich przychodniach - nie wiadomo. Najpierw bowiem ukazało się zarządzenie prezesa, a dopiero potem oddziały Funduszu zaczęły liczyć, ilu wykluczy ono z publicznej służby zdrowia. - Choć te dane zaczęliśmy sprawdzać kilkanaście dni temu, to analiza nie jest jeszcze zakończona. Prosiliśmy nawet centralę o przesunięcie terminu oddania wyliczeń - mówi Piotr Bożek, zastępca dyrektora ds. medycznych małopolskiego oddziału NFZ w Krakowie.
Z naszych informacji wynika, że policzenie, ilu lekarzy ubędzie z systemu, nakazało Ministerstwo Zdrowia i że problemy z doliczeniem się ich wynikają z tego, iż w wielu ZOZ-ach lekarze ci przyjmowali na cząstki etatów i teraz trwa przeliczanie tych ułamków na etaty.
- Dotąd robiliśmy tak, że nawet wtedy, gdy lekarz nie miał drugiego stopnia specjalizacji, kupowaliśmy u niego porady po zasięgnięciu opinii konsultanta wojewódzkiego w danej dziedzinie. Jeśli zarządzenie wejdzie w życie, nie będziemy mogli tak postępować. W miastach takich jak Kraków - nasyconych specjalistami, pewnie problemu z dostępnością nie będzie. Ale w innych rejonach Polski może się pojawić - mówi dyrektor Bożek.
- Rzeczywiście, zarządzenie prezesa zawęża grono lekarzy, u których mogliśmy kontraktować porady. Ale po to prosimy oddziały o szczegółowe wyliczenia, żeby sprawdzić, jak to wpłynie na dostępność usług dla pacjentów. Jeśli okaże się, że może to wydłużyć kolejki, pewnie je zmienimy - mówi Renata Furman, rzecznik prasowy NFZ.