IPN o obchodach Millenium w Częstochowie

Rozmawiała Dorota Steinhagen
2006-06-07, ostatnia aktualizacja 2006-06-07 00:00

O setkach esbeków, podsłuchach, agentkach uwodzących zachodnich dziennikarzy i Beatlesach, którzy w 1966 roku mieli odciągnąć wiernych od obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski, opowiadał w ratuszu historyk śląskiego oddziału IPN-u dr Andrzej Sznajder


Fot. Grzegorz Misiak / AG
ZOBACZ TAKŻE
Dorota Steinhagen: Dużo esbeków kręciło się wtedy wśród pielgrzymów?

Dr Andrzej Sznajder: Jasna Góra była miejscem centralnych uroczystości milenijnych. Ponieważ spodziewano się tu największej liczby pielgrzymów, ale także przedstawicieli episkopatu, być może nawet gości zagranicznych - toteż aparat bezpieczeństwa skierował do Częstochowy olbrzymie siły, nie szczędząc także środków. Nie tylko na główne uroczystości, odbywające się od 2 do 4 maja, ale także na spotkania poszczególnych środowisk oraz szczególnie uroczyście obchodzone święta 15 i 26 sierpnia.

Czy jakaś specjalna grupa osiadła na dłużej, żeby rozpracować przeciwnika?

- Dokładne informacje mamy tylko o centralnych uroczystościach majowych. Został na nie opracowany specjalny plan zabezpieczenia. Przewidywał np. obecność 220 oficerów SB wokół Jasnej Góry i w samym klasztorze. Ich zadania były bardzo różne, począwszy od obserwacji zachowań pielgrzymów, poprzez nagrywanie wszystkich wystąpień biskupów - ze szczytu, ale także podczas mszy w bazylice i kaplicy Cudownego Obrazu. Starali się także neutralizować działalność zagranicznych korespondentów. Zawczasu ustalono, że będą lokowani w hotelu Centralnym (dziś Polonia), określając nawet, w których pokojach. Zamontowano w nich podsłuchy. Dwóch bardziej znanych zachodnich dziennikarzy planowało zamieszkać w prywatnych kwaterach przy ul. Siedmiu Kamienic - ich relacji władze obawiały się najbardziej, bo doskonale znali zarówno tematykę kościelną, jak i polską rzeczywistość. I te prywatne mieszkania też odpowiednio przygotowano. A już na czas samych uroczystości sprowadzono kilkunastu tajnych agentów, mających odciągać uwagę zagranicznych reporterów. W tej grupie były cztery specjalnie wybrane panie o kryptonimach Lena, Kasia, BB i Haneczka, mające uwodzić obcokrajowców.

Oficerowie działali na Jasnej Górze jawnie? Udawali, że chronią uczestników uroczystości?

- Oczywiście, że nie. To byli wyłącznie tajniacy do bardzo konkretnych zadań. Opowiadał mi kiedyś ojciec Melchior Królik (archiwista jasnogórski), że co do jednego, to dopiero po dwóch tygodniach paulini zorientowali się, że to żaden ksiądz, bo choć chodzi w sutannie, nie odprawił ani jednej mszy.

I to wszystko jest w aktach IPN-u?

- Sam dokument zatytułowany "Plan zabezpieczenia uroczystości religijnych na Jasnej Górze" liczy 130 stron maszynopisu z bardzo precyzyjnie rozpisanymi zadaniami. Można tu wyczytać także, że zaangażowano w Częstochowie niewyobrażalne jak na tamte czasy środki techniczne: ponad 20 samochodów, kilkadziesiąt aparatów fotograficznych, urządzenia podsłuchowe i do utrzymywania łączności pomiędzy poszczególnymi punktami, w których działali esbecy. Były także tzw. punkty zakryte, z których obserwowano teren Jasnej Góry. O jednym z nich wiemy, że był na końcu Alei, na wprost szczytu, w kiosku spożywczym.

Dlaczego władzy tak zależało, by utrudnić obchody milenium? Młodsi Pana słuchacze z pewnością nie są w stanie tego pojąć - ich zwolniono nawet ze szkoły, żeby mogli spotkać się z papieżem Benedyktem XVI.

- Wtedy było dokładnie odwrotnie. Przedłużono zajęcia do godz. 20, żeby młodzież nie mogła pójść pod Jasną Górę. O co chodziło? O rząd dusz. Obchody milenium władze traktowały jako próbę zawłaszczenia historii i tym samym próbę wpływania na naród. Rządzący chcieli mówić o tysiącleciu państwa, a nie tysiącleciu chrztu - dlatego starali się torpedować działania Kościoła. Tam, gdzie odbywały się wielkie uroczystości religijne, w tym samym czasie władze organizowały swoje. Był nawet pomysł, by do Częstochowy sprowadzić zespół The Beatles lub Animalsów, ale kierownik urzędu ds. wyznań nie wyraził na to zgody. Najprawdopodobniej z powodu bardzo prozaicznego: pieniędzy. I bez tego "przeciwdziałanie kościelnym imprezom w Częstochowie" - jak to określano w dokumentach Komitetu Wojewódzkiego PZPR - było niezwykle kosztowne.

Najczęściej czytane24 htydzień