Brakuje znaczków, bo poczta limituje sprzedaż

Bartłomiej Kuraś
2006-05-24, ostatnia aktualizacja 2006-05-25 00:00

Znaczki pocztowe stały się towarem deficytowym. Poczta Polska wprowadziła miesięczne limity ich sprzedaży. Znaczków jest tak mało, że w centrach dużych miast kończą się już w połowie miesiąca.

W centrach dużych miast znaczki pocztowe kończą się w połowie miesiąca
Fot. Bruno Fidrych / AG
W centrach dużych miast znaczki pocztowe kończą się w połowie miesiąca
Ograniczenia dotyczą punktów sprzedaży znaczków poza pocztami: księgarń czy kiosków z gazetami. Dyrekcja Poczty Polskiej w specjalnym rozporządzeniu zdecydowała, że księgarze i kioskarze mogą miesięcznie sprzedać w jednym punkcie znaczków najwyżej za 4 tys. zł. Takie stanowisko zaskoczyło handlowców.

- To jakiś absurd, przecież sprzedawanie znaczków to dla nas żaden interes. Bardziej robimy grzeczność pocztowcom, a w rewanżu Poczta traktuje nas jak jakichś spekulantów w PRL-u - denerwuje się Józef Suchanik z Księgarni Hetmańskiej przy krakowskim Rynku. - W maju sprzedaliśmy sporo znaczków. W tym tygodniu poszedłem więc je dokupić, bo do Krakowa zjechało wielu turystów.

Na poczcie jednak księgarzowi odmówiono sprzedaży i poinformowano o wprowadzeniu limitów.

- I co mam teraz mówić turystom? - pyta pan Józef. - Na wystawie jest informacja o sprzedaży znaczków, a ja muszę im tłumaczyć, że znaczki już się skończyły. Pocztowcy doradzili mi, żebym zdejmował tę tabliczkę, kiedy wyprzedam miesięczny limit. Zacznę chyba jak w filmach Barei wystawiać tabliczkę "Sprzedaż znaczków. Znaczków brak". Turyści są zdumieni, zwłaszcza ci z zagranicy. Anglicy dopytują się, czy to jest może relikt z czasów komunizmu.

Limity nie są jednak pozostałością po PRL. - To nowe rozporządzenie centralnej dyrekcji naszej firmy - przyznaje Bartłomiej Kierzkowski, rzecznik prasowy krakowskiego okręgu Poczty Polskiej. - Została w nim ustalona wysokość upustu cen znaczków dla handlowców, którzy sprzedają ich w ciągu miesiąca za kwotę do 4 tys. zł. Upust wynosi trzy procent.

W rozporządzeniu nie została jednak przewidziana sytuacja, w której ktoś sprzedaje znaczków więcej. Stąd biorą się ograniczenia w ich dystrybucji, bo pocztowcy nie wiedzą, jaki upust mają dać handlowcom, którzy chcą sprzedawać więcej.

Krakowski księgarz podejrzewa pocztowców o posunięte do absurdu zapędy monopolistyczne. - Kiedy kończą mi się znaczki, to odsyłam zdziwionych turystów na pocztę. Żal mi ich, bo tam muszą stać w długich kolejkach - dodaje Józef Suchanik. - Wygląda na to, że Poczta postanowiła ograniczyć sprzedaż znaczków poza swoimi punktami, by zaoszczędzić kilka procent na upustach dla handlowców zewnętrznych. Efekt tej oszczędności jest taki, że w centrach polskich miast turysta nie może kupić w jednym miejscu kartki i znaczka. Przecież to zniechęca przyjezdnych do przesyłania pozdrowień z naszego kraju. I tak naprawdę, zamiast zarabiać, poczta na tym traci.

Poczta Polska obiecuje przeanalizować sprawę. - Rzeczywiście, wygląda na to, że w nasze rozporządzenie wkradło się niedopatrzenie. Myślę, że uda nam się rozwiązać tę sprawę, tak by nigdzie nie brakowało znaczków pocztowych - zapowiada Bartłomiej Kierzkowski.

Najczęściej czytane24 htydzień