- Jeśli ten sezon się nie zacznie, to wyścigi konne już się nie podniosą - ostrzega syndyk Tadeusz Kretkiewicz. To on przez ostatnie dwa lata organizował gonitwy na Służewcu. Wcześniej robiła to państwowa spółka Służewiec Tory Wyścigów Konnych (STWK), ale w 2004 r. sąd ogłosił jej upadłość. Jej prezesi zostawili 17 mln długów. Teraz ABW i praska prokuratura okręgowa badają, czy nie doprowadzono spółki do bankructwa celowo.
Totalizator uratuje wyścigi?
Wyścigi konne odbywają się w stolicy od ponad 160 lat. Pierwszy tor powstał na Polu Mokotowskim w 1841 r. Na Służewcu konie zaczęły się ścigać 3 czerwca 1939 r. Wyścigi przetrwały II wojnę i PRL. Ku upadkowi zaczęły się chylić pod koniec lat 90. Choć widzowie gonitw na zakłady wydali w 1998 r. 30 mln zł, to czystego zysku zostało tylko 17 tys. zł. Potem były już tylko coraz większe straty. Wyścigom nie pomogły nawet miliony wpompowane przez Totalizator Sportowy (spółka skarbu państwa), który kilka lat temu na krótko zaangażował się w wyścigi.
W tym roku syndyk nie widzi już sensu organizowania gonitw, bo wycofał się amerykański inwestor, który wstawił na Służewiec terminale do obstawiania zakładów. Amerykanie chcieli zainwestować w upadającą spółkę, ale w zamian za przejęcie nad nią kontroli. Na to nie zgodziło się jednak Ministerstwo Finansów. Inwestor w styczniu tego roku zabrał więc swoje terminale, a w lutym sąd zarządził likwidację STWK i syndyk musi sprzedać jego niewielki majątek, czyli studio telewizyjne, maszynę startową i samochody. Wszystko razem warte przynajmniej 850 tys. zł. Wczoraj w sądzie okazało się, że nikt nie jest majątkiem zainteresowany. Sąd przedłużył więc termin na składanie ofert do czerwca.
Kretkiewicz liczy, że wyścigi uda się jeszcze uratować. Może to zrobić Totalizator Sportowy, który rozważa ponowne zaangażowanie się w koński hazard. - Z rozmów, które przeprowadziłem w Ministerstwie Skarbu Państwa, wynika, że w ciągu siedmiu-dziesięciu dni taka oferta wpłynie. Ale musi być wola polityczna - podkreśla syndyk. - Ta sprawa leży na sercu ministrowi. Dziś może zapaść decyzja co do koncepcji zagospodarowania toru - informuje Piotr Rostkowski z Ministerstwa Skarbu, właściciela Totalizatora. Jeśli resort da zgodę na ratowanie gonitw, to wyścigi najwcześniej ruszą w czerwcu, bo Totalizator będzie musiał dostać rozmaite zgody, m.in. Ministerstwa Finansów na prowadzenie końskiego hazardu.
Cenne hektary
Tor Wyścigów Konnych na Służewcu to 138 hektarów ziemi, z czego tor zajmuje ok. 50. Reszta to parkingi, stajnie i budynki mieszkalne. Właścicielem terenu jest skarb państwa, ale zarządza nim Polski Klub Wyścigów Konnych, który zrzesza hodowców koni. Klub decyduje o tym, kto może organizować gonitwy. Kontroluje go Ministerstwo Rolnictwa. Rok temu Klub chciał powierzyć gonitwy oraz administrowanie Torem firmie Damis, która prowadzi bazar na Stadionie Dziesięciolecia, ale nie zgodziło się na to Ministerstwo Skarbu.
Jeśli inwestora nadal nie będzie, Służewiec może czekać likwidacja. A wtedy cenne hektary mogą paść łupem deweloperów, tym bardziej że nie ma tam planu zagospodarowania i ratusz nie przewiduje jego sporządzenia.
Z prezesem Polskiego Klubu Wyścigów Konnych Jerzym Budnym nie udało się nam wczoraj porozmawiać. Na nasze pytania nie odpowiedziało też Ministerstwo Rolnictwa.