Częstochowa rok po śmierci Jana Pawła II

Monika Jaremko-Siarska
2006-04-02, ostatnia aktualizacja 2006-04-02 00:00

Świece w oknach. Śpiewy, koncert, modlitwy, msze, harcerski krąg i kwiaty pod pomnikiem Papieża na Jasnej Górze. Syreny, przystający przechodnie o godz. 21.37. Tak częstochowianie uczcili pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II


Fot. Grzegorz Misiak / AG
ZOBACZ TAKŻE
Świece płonęły w częstochowskich oknach już w sobotni wieczór. - To już rok, a ja na wspomnienie o naszym Papieżu ciągle płaczę. Pociesza mnie tylko, że On teraz patrzy na nas z nieba i nam pomaga. Jest święty - mówi Teresa Turska z Zawodzia, zapalając płomyk w oknie domu.

Od niedzielnego ranka na Jasną Górę ciągnęły tłumy. Szły śpiewając "Barkę", ulubioną pieśń Papieża, i modląc się. Witał ich wielki portret Jana Pawła II i jego słowa z początku pontyfikatu: "Proszę was, bądźcie ze mną na Jasnej Górze i wszędzie". Przed południem pod szczytem odprawiona została msza za szybkie wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze. Potem przez cały dzień wierni odmawiali różaniec, ukochaną modlitwę Papieża. - Dzisiaj przychodzimy do Jana Pawła II, wielkiego Sługi Bożego, który ukazywał nam Jezusa i ukazuje nam Go nadal. Przychodzimy z wdzięcznością za dar jego pasterskiej posługi dla całego Kościoła - mówił do wiernych o. Bogdan Waliczek, przeor Jasnej Góry.

Małgosia Hinz i Joasia Francuz z Gimnazjum nr 14 przyszły do klasztoru modlić się, a wieczorem w bazylice wysłuchać koncertu papieskiego (polska prapremiera "Requiem" Giovanni Veneriego z 1999 roku zadedykowana Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II). - Rok temu oglądałam z rodzicami telewizję i prosiłam Boga, by Papież wyzdrowiał. I nagle wiadomość, że zmarł. Uciekłam do swojego pokoju, byłam zrozpaczona - mówi Gosia. Rodziców Joasi tego dnia odwiedzili znajomi. - Po 21.37 zaległa cisza, a potem siedzieliśmy przy stole i wszyscy cicho płakali - wspomina Joanna.

Ok. godz. 17 na błoniach pod klasztorem harcerze z częstochowskiego hufca i wierni utworzyli krąg. - W ten sposób chcieliśmy uczcić Jego pamięć. Nie mam wątpliwości, że jest w gronie świętych, patrzy stamtąd na nas i nam błogosławi - mówił Kacper Szymala z 5. Częstochowskiej Drużyny Harcerskiej Orion. - Przed rokiem o tej porze modliłem się na Jasnej Górze o zdrowie dla Jana Pawła II. Wróciłem wieczorem do domu, miałem nadzieję, że nazajutrz rano usłyszę, iż wraca do zdrowia, ale telewizja podała wiadomość, że nie żyje...

- Odkąd się urodziłem, On zawsze był, odwiedzał moje miasto. Kiedy umarł, wiedziałem, że tracę kogoś bliskiego - wtórował koledze Marek Owczarek z 6. Drużyny im. Floriana Marciniaka.

Płetwonurkowie z częstochowskiej straży pożarnej uczcili rocznicę śmierci Jana Pawła II pod wodą: w Pacyfiku. - To umiemy najlepiej - mówił Piotr Jasiński, szef sekcji. - Przed rokiem wieczorem siedziałem z kolegami, kiedy nagle usłyszeliśmy dzwony i było jasne: dokonało się. Byłem załamany. Poszedłem zapalić znicze w alei Jana Pawła II, ale wciąż miałem nadzieją, że może ktoś się pomylił, że zaraz usłyszymy, iż Ojciec Święty nadal żyje. Teraz zewsząd słyszę, że nadal jest z nami. Ja inaczej to odbieram: już Go nie zobaczymy, nie pocieszy nas, już tu do nas nie przyjedzie. Był największym Polakiem, a zarazem bardzo bliską osobą. Czuję wielką pustkę.

- Rok temu jechałem po rower. Kiedy z głośników rozległa się muzyka z filmu "Pianista", zrozumiałem, że Papież odszedł. Wróciłem do domu, w telewizji zobaczyłem żałobne wstążki - mówił nam Piotr Janus, pracownik odlewni Wulkan, oglądając zdjęcia modlących się częstochowian, które rok temu zrobili fotografowie "Gazety", a przez weekend wisiały w kilkudziesięciu witrynach w Alejach. - Ale ta żałoba sprzed roku niewiele w nas zmieniła. W rocznicę umiemy się wspólnie modlić, ale na co dzień zapominamy, czego Papież pragnął. Chciał, żebyśmy się zmienili na lepsze. Myślę, że wciąż nie jest za późno na tę zmianę.

Najczęściej czytane24 htydzień